Ludzie się zmieniają

Gdy zaczynał się obecny kryzys w Ameryce, starszy znajomy obeznany tu i tam, uspokajał, że Amerykanie to szczególni ludzie – w czasach biedy i kryzysu mobilizują się jak mało kto – mają w sobie tę sprężynującą siłę, która podnosi ich wbrew wszystkiemu.
Ta budująca opinia niestety nie jest już prawdziwa. Naród to ludzie, a ludzie się zmieniają. W Stanach Zjednoczonych żyje wciąż bardzo liczna rzesza ludzi niezależnych, samowystarczalnych, zdolnych do radzenia sobie w każdych okolicznościach, niestety oni w coraz mniejszym stopniu rzeźbią oblicze tego kontynentu; coraz bardziej kształt Ameryce nadaje spragniona opiekuńczego państwa rozmemłana ciżba, wyciągająca rękę po talony na żywność.
Jak pisze Pat Buchanan w najnowszym numerze „American Conservative”, kiedy w 1964 roku wprowadzono program pomocy dla głodnych – w 40 hrabstwach i trzech miastach korzystało z tej formy państwowej jałmużny 350 tys. osób; obecnie po Food Stamp wyciąga rękę 41,8 mln Amerykanów.
Mimo że w tym kraju nikt nie głoduje, że od czasu pierwszych pionierów nie było głodu – podkreśla Buchanan, który zaczyna swój tekst od cytatu z przemówienia o stanie państwa wygłoszonego przez Franklina Roosevelta w 1935 roku. Otóż, ów ojciec Nowego Dealu stwierdzić miał: „Historia pokazuje nam jednoznacznie, że trwałe poleganie na pomocy prowadzi do duchowej i moralnej dezintegracji, w sposób zasadniczy niszczącej tkankę narodu. Pomagać w taki sposób to rozdawać narkotyk subtelnie niszczący ludzkiego ducha”.
To zniszczenie widać dzisiaj już nie tylko we wziętych na garnuszek czarnych gettach, lecz coraz częściej w Ameryce małomiasteczkowej, zamieszkanej przez pokolenia „białych śmieci”.
Ameryka jest w odwrocie nie tylko jako światowe imperium, nie tylko jako siła militarna, która nie radzi sobie ze zdeterminowanymi bosymi facetami z rpg ppanc, lecz również jako idea państwowa – idea wolności, samorządzenia, odpowiedzialności i samowystarczalności.
Gospodarka Ameryki przez minione dwie-trzy dekady była wodzona za nos. Nikt w USA temu skutecznie się nie przeciwstawił. Gospodarka amerykańska została w minionym dziesięcioleciu wydrenowana przez klikę spryciarzy w sposób bezwzględny i bez znieczulenia. A nie było w Waszyngtonie męża stanu, który byłby w stanie położyć temu kres.
Pokazuje to, jak wielka jest degrengolada tego wielkiego niegdyś narodu.
Tymczasem sytuacja jest bardzo niebezpieczna, ponieważ główny konkurent ekonomiczny USA, Chińska Republika Ludowa – kraj wykarmiony na potęgę amerykańską ręką – wcale nie zamierza się stosować do reguł gry obmyślonych przez kierowników z Waszyngtonu i stosuje sprawdzone zasady nacjonalizmu gospodarczego. Tu nie ma eksperymentowania, tu skutek można przewidzieć na podstawie podręczników.
Chiny prowadzą wojnę z USA. Bronią jest papier wartościowy i pieniądz. Są lepsze niż wybuchowe zabawki z konfliktów minionej ery – tym bardziej że pieniądz może sobie swobodnie przelewać się po świecie wte i wewte.
Oczywiście wojnę trzeba robić wdzięcznie i z wyczuciem. Pekin się tego nauczył – wojuje z perspektywą pół wieku przed oczami.
Podobnie, jak USA wygrały bez wystrzału zimną wojnę, tak Chińczycy wygrają bez strzału zmagania ekonomiczne. Najpierw jednak muszą opleść ofiarę tysiącem krępujących nitek.
Na razie chińscy komuniści kontrolują 93 proc. surowców ważnych dla technologii elektronicznych, kupują na gwałt amerykańskie i kanadyjskie zakłady, kopalnie i co tylko się da, a co najciekawsze, zaczynają przy pomocy dyskretnych mechanizmów finansować amerykańską politykę, ba, mówi się nawet o prostym korumpowaniu. Jeśli dodać do tego chińską ekspansję gospodarczą w Afryce i Ameryce Południowej, trudno nie odnieść wrażenia, że w swej polityce zagranicznej Waszyngton koncentruje się nie tam, gdzie trzeba.
Oczywiście Amerykanie też mają oczy, usiłują nawet utrudniać życie towarzyszom przez eksport „demokratycznych oczekiwań” na wewnętrzny rynek i ciche wzmocnienie ruchów odśrodkowych. Jednak sukces chiński działa jak grawitacja – ściąga wszystkich myślących portmonetką, nawet państwa i środowiska Chinom nieprzychylne, nawet w samych Stanach.
Dlatego kryzysu gospodarczego w USA (i w Kanadzie też) nie uzdrowią żadne pakiety stymulacyjne – to są środki zaradcze pasujące do innej sytuacji, kiedy gospodarki były koherentne i mniej więcej samowystarczalne. Dzisiaj nierównowaga produkcyjna z jednej, a finansowo-kredytowa z drugiej strony jest tak olbrzymia, że każde poszukiwanie rozwiązań jest eksperymentowaniem na żywym ciele.
Tak jeszcze nigdy nie było. Patrząc z punktu widzenia mocarstwowości chińskiej, cała zręczność Pekinu to wejść w buty jedynego mocarstwa światowego bez wywołania „wojennej” nierównowagi systemu; aby jakimś gwałtownym ruchem nie sprowokować „gorącego” konfliktu; aby systematycznie i powoli przesunąć centrum decyzji świata do nowego cesarstwa azjatyckiego i spokojnie, z pokolenia na pokolenie, przyzwyczaić Amerykanów do myśli, że ich okręty pływają blisko brzegu.
To nieuchronny proces. Naród, uzależniony od jałmużny, nic na to nie poradzi.
Taki będzie New World Order – przepraszam za angielski wtręt, ale nie wiem, jak to powiedzieć po kantońsku…
Andrzej Kumor
Mississauga
Goniec.net

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ze Swiata. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s