Przy przejęciach domów kluczowa była szybkość

W czasie kryzysu gospodarczego banki przejęły miliony domów. Wszystko odbywało się w formie procedury przejęcia, którą opracowano pod kątem jednego, najważniejszego priorytetu: szybkości.

Ponieważ przejęcia objęły 2 mln domów, a kolejne 2,3 mln ma poważne zaległości w spłacie, powstał największy korek zagrożonych nieruchomości, jakie rynek kiedykolwiek widział. Firmom windykacyjnym zaangażowanym w procesy przejmowania płaciło się przede wszystkim za tempo finalizowania kolejnych spraw.

Kancelarie prawne rywalizowały między sobą, aby składać w imieniu kredytodawców jak największą liczbę wniosków. Za swoją pracę otrzymywały premie. Wynagrodzenie kancelarii oraz pozostałych firm zaangażowanych m.in. w procesy przygotowywania dokumentów, zależało od ilości. Nietrudno się więc domyśleć, że brały one wszystkie sprawy, jakie się pojawiały. W oczywisty sposób wiązało się to z niewielką ilością czasu na robotę papierkową i wychwytywanie błędów.

Wielkie instytucje hipoteczne na szczycie całej tej drabiny – m.in. kontrolowany przez rząd Fannie Mae – tak bardzo chciały się szybko pozbyć złych pożyczek ze swoich bilansów, że wprowadziły kary za zbyt wolne działanie.

Machina została zautomatyzowana i stała nieelastyczna do tego stopnia, że zdaniem właścicieli domów i działaczy konsumenckich, często nie dało się jej w ogóle zatrzymać.

– Problem pojawia się, kiedy próbujesz walczyć z tą maszyną, bo bez wątpienia mamy do czynienia z maszyną – mówi Michael Alex Wasylik, adwokat wynajmowany przez właścicieli nieruchomości z Dade City w stanie Floryda. – Często trzeba czyjąś sprawę wyjąć z wielkiej linii produkcyjnej i przekazać komuś, kto może poświęcić chwilę czasu na zapoznanie się z nią. Sęk w tym, że w wielu firmach taka osoba po prostu nie istnieje.

Bodźce finansowe sprawiły, że problemy dręczące procesy przejmowania nieruchomości nie dotyczą tylko kilku najgorszych firm, które podrabiały dokumenty lub nie sprawdzały podstawowych faktów. Praktycznie wszystkie uczestniczące w tym procesie firmy – obsługujące pożyczki, kancelarie prawnicze, firmy procesowania dokumentów i inne – zarabiały na wyrzucaniu pożyczkobiorców z domów. Im więcej wyrzuciły, tym więcej zarabiały. Taki system stał się bardzo podatny na nieprawidłowości, a dla właścicieli nieruchomości walka z nim niezwykle trudna.

– Problem miał charakter systemowy. To nie była kwestia kilku roztrzepanych pracowników, którzy popełniali błędy – mówi Peter Ticktin, prawnik, który broni właścicieli nieruchomości ze stanu Floryda. – To działo się w całej branży i było wszechobecne. I każdy o tym wiedział.

Według dokumentów sądowych kancelaria prawnicza David J. Stern z Plantation na Florydzie przydzieliła 12 osób do obsłużenia 12 tys. wniosków o przejęcie na raz. Spływały one od Fannie Mae, Freddie Mac i Citigroup. Za każdym razem, kiedy wniosek przechodził bez sprzeciwu ze strony właściciela, kancelaria otrzymywała 1,3 tys. dolarów. W branży prawniczej, w której zazwyczaj płaci się za godziny pracy, to dość niezwykłe rozwiązanie.

Biura były tak zarzucone pracą, że pieczątki notarialne leżały wszędzie wokół, aby każdy mógł bez przeszkód ich używać. – Na codziennych spotkania często zdarzały się awantury z powodu „zbyt wolnej pracy” – zeznała jedna ze stażystek. Przesłuchano ją w ramach śledztwa dot. nieprawidłowości w kancelarii Stern, która w samym 2009 r. obsłużyła ponad 70 tys. wniosków o przejęcia.

– Dziewczyny nie miały pojęcia, co robią – zeznała Kapusta – Sprawy trafiały do różnych segregatorów, ginęły oryginalne dokumenty. Nie było w tym żadnej organizacji.

Fannie Mae, Freddie Mac i Citigroup nie zlecają już firmie Sterna żadnych nowych spraw.

Kancelarie dostawały dodatkowe premie, jeśli udało im się w wyznaczonym terminie przygotować wszystkie dokumenty i złożyć je w sądzie. Jedna z największych tego typu firm w kraju – Lending Processing Services (Obsługa Procedur Pożyczkowych) z Jacksonville na Florydzie potwierdziła fakt wypłacania tego rodzaju premii, ale z pomysłu się już wycofano. Firma jest przedmiotem śledztwa prowadzonego przez władze stanowe i federalne.

Fannie Mae nakłada 100 dolarów kary na kontrahentów za każdy dzień opóźnienia w powiadomieniu, że proces przejęcia zakończył się, a nieruchomość można sprzedać na rynku. Dodatkowe kary nakładane są na firmy, które spóźniają się ze sprzedażą nieruchomości.

Fannie odmówiło wypowiedzi na temat opłat, ale w piśmie skierowanym do podwykonawców z datą 31 sierpnia, Gwen Muse-Evans, szefowa ryzyka w Fannie Mae ostrzega, że kary mogą być nakładane na podstawie „wielkości opóźnienia oraz wszelkich kosztów, które się z tym opóźnieniem wiążą”.

Szybkość jest podstawą ratingów przyznawanych przez agencje ratingów kredytowych. Generalnie obowiązuje zasada, zgodnie z którą firmy szybko obsługujące procesy przejęć otrzymują lepsze oceny. Według raportu National Consumer Law Center, instrukcja stosowana przez Fitch Ratings nazywa szybkość procesu przejęcia „kluczowym elementem ratingu usług”.

Według dokumentów sądowych, firmy procesujące dokumenty i obsługujące hipoteki, aby poradzić sobie z falą przejęć, zatrudniały kogo popadło: fryzjerów, sprzedawców Wal-marta, robotników z fabryki żaluzji. Osoby te otrzymywały kluczowe funkcje w działach przejęć bez żadnych formalnych szkoleń.

Duża liczba takich osób zeznała, że tak naprawdę nie wiedziała, czym jest hipoteka, nie potrafiła zdefiniować podstawowych pojęć i zdawała sobie sprawę, że podpisując dokumenty związane z przejęciem nieruchomości, mogą poświadczać nieprawdę. Takie wnioski płyną z zeznać 150 pracowników takich firm.

Problemy zaczęły się nawarstwiać, kiedy banki postawiły na systemy komputerowe, które pozwalały szybko procesować wszystkie wnioski. Automatyzacja miała swoją cenę dla właścicieli nieruchomości, którzy mieli kłopot z odwołaniami się od błędnych decyzji niedoświadczonych i anonimowych pracowników. Ci traktowali dane z komputera jako niekwestionowalny fakt, nawet jeśli właściciel wskazywał na ewidentne pomyłki.

W czerwcu w jednym z przypadków w Fort Lauderdale, Bank of America przejął nieruchomość na podstawie błędu komputera. Następnie została ona sprzedana pomimo pełnej spłaty hipoteki przez dłużnika.

Właściciele domów i ich prawnicy twierdzą, że automatyzacja procesów uderzała szczególnie w pożyczkobiorców, którzy kwalifikowali się do restrukturyzacji zadłużenia poprzez federalne programy pomocowe.

Andrea Bopp Stark, prawniczka z Molleur Law Office z Biddeford w stanie Maine, twierdzi, że duża liczba jej klientów miała prawo do restrukturyzacji dzięki programowi Departamentu Skarbu, ale firmy „funkcjonowały w takim chaosie, że nie potrafiły udzielić podstawowych informacji o statusie wniosku o restrukturyzację”.

Kilka tygodni, czy miesięcy później, ta sama firma eksmitowała ludzi, jak gdyby wniosek nie został nigdy złożony.

– Cała ta biurokratyczna maszyna działała na szkodę właścicieli domów.

Autor: Ariana Eunjung Cha i Zachary A.Goldfarb

ZA ; http://biznes.onet.pl/the-washington-post,18491,141,1,prasa-kategoria

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ciekawostki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s