Czy Lech Kaczyński jest Bohaterem Narodowym

i zasłużył na sarkofag na Wawelu?

W obyczajach polskich istnieje konwencjonalne przekonanie, że o zmarłych mówi się dobrze albo milczy; dlatego, że oni sami już bronić się nie mogą.

Obyczaj ten jest dotychczas raczej powszechnie uznawany i przestrzegany w Polsce , ale nie odnosi się on jednak do osób publicznych, które mogą, a nawet powinny podlegać obiektywnej , obywatelskiej ocenie. Społeczeństwo ma prawo ocenić ich działania w okresie sprawowania przez nich funkcji publicznych.

Po katastrofie lotniczej 10 kwietnia 2010 rok pod Smoleńskiem, to tragiczne wydarzenie stała się pretekstem do sporów o formę uczczenia ofiar i ostrej walki politycznej. Walkę tę zainspirował brat zmarłego Prezydenta , Jarosław Kaczyński. Faktyczną przyczyną rozpętania walki, tzw. wojny polsko-polskiej była jego przegrana w wyborach prezydenckich z jego konkurentem Bronisławem Komorowskim.

Do walki tej Jarosław wykorzystuje cynicznie śmierć brata i partię PiS, której jest przewodniczącym. Szantażuje Rząd i Prezydenta domagając się by katastrofę smoleńską uznać za wielką tragiczną klęska narodową i świadomą zbrodnie dokonaną przez Rosję , przy pomocy obecnych władz polskich, z Bronisławem Komorowskim na czele. Żąda podniesienia jej rangi dorównującej masowym mordom katyńskim dokonanym przez Stalina na oficerach polskich. Domaga się także by przed pałacem prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu stał Krzyż, a w przyszłości pomnik, nawet na miejscu księcia Józefa Poniatowskiego, ku czci jego brata Lecha. Domaga się też by w całym kraju wyznaczono miejsca kultu, czczenia pamięci ofiar katastrofy i jego brata. Wymusił też, bez konsultacji społecznej , by zwłoki brata i bratowej pochowane zostały wśród królów i największych Polaków w historii, na Wawelu. Nasuwa się więc logiczne pytanie, czy rzeczywiście Lech Kaczyński, jako Prezydent ma jakieś zasługi dla Polski i dla społeczeństwa polskiego ?

A jeśli tak, to jakie one są?

Lech Kaczyński był miernym Prezydentem

Lech Kaczyński jako Prezydent nie zostawił po sobie żadnych znaczących osiągnięć, chyba tyle, że wszystko wetował, że miał pogardliwy stosunek do ludzi ( jago słynne powiedzenie „spiepszaj dziadu” i TKM +teraz kurwa my+. Unikał kontaktów ze społeczeństwem, nawet z organizacjami obywatelskimi, ignorował opinie , dzielił obywateli na wierzących i niewierzących, na tych którzy mu są życzliwi albo obojętnych, a więc wrogów. By nie być gołosłownym można przytoczyć wymowny przykład: grzeczny List Otwarty do Lecha Kaczyńskiego kandydującego na stanowisko Prezydenta, który zignorował.

Listy otwarte przed sierpniem 1980 były formą porozumiewanie się opozycji ze społeczeństwem, choć formalnymi adresatami byli sprawujące wówczas władze w PRL. Z reguły adresaci nie odpowiadali na te listy, albo reagowali represjami.

Obecnie cel i forma nie zmieniły się; nadal formalnym, imiennym adresatem jest władza, a faktycznym społeczeństwo.

List otwarty do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Pan Prezydent Lech Kaczyński

Wielce Szanowny Panie Prezydencie!

Niech Pan w okresie swojej kadencji załatwi bolące i nabrzmiałe sprawy polskie , ludziom pokrzywdzonym przez poprzednie ekipy rządzące.

Pokrzywdzeni przez poprzednie reżimy, wbrew pozorom i wmawianiu przez propagandę, nie pałają nienawiścią i odwetem do swych krzywdzicieli. Faktyczne ofiary nie domagają sie zemsty lecz oczekują przede wszystkim naprawy wyrządzonych im krzywd, choćby w formie satysfakcji moralnej.

Natomiast, rzekomo sprawiedliwa i moralna „solidarnościowa” władza od 18 lat nie zrobiła nic w tym kierunku i uparcie wmawia społeczeństwu, że pokrzywdzonym chodzi głównie o zemstę i odwet.

W zasadzie wiele krzywd można i trzeba było naprawić już 27 lat temu, tuż po zakończeniu sierpniowych strajków w 1980 roku, bo była ku po temu sprzyjająca atmosfera polityczna i społeczna. Wówczas można było żądać od rządzących przywrócenia do pracy działaczy opozycji przedsierpniowej, i to naprawdę było realne, a ówczesna ekipa władzy nie stawiałaby zbyt ostrego sprzeciwu, ani utrudnień nie do pokonania.

Ludzie zwalniani, a właściwie wyrzuceni z pracy, eliminowani z życia obywatelskiego, z zawodowego, zdegradowani społecznie, socjalnie, spodziewali się, że ich postawa będzie w przyszłości doceniona, zwłaszcza po sierpniu 1980 roku, ale zawiedli się.

Urząd Kombatantów i Osób Represjonowanych odmówił im praw kombatanckich (osób represjonowanych). A przecież wiele działaczy opozycji przedsierpniowej świadomie narażało się na prześladowania i represje. Dla niektórych było to wielkie poświecenie, musieli zrezygnować z kierowniczych stanowisk, ulubionej pracy, umiłowanego zawodu, np. kierownicy , dziennikarze, nauczyciele, naukowcy, wojskowi, pracownicy wymiaru sprawiedliwości, urzędnicy różnych instytucji i szczebli… Oni po sierpniowych porozumieniach z Rządem nie pchali się do władzy, lecz oczekiwali przywrócenia ich do pracy i zawodu.

Było to w tym czasie możliwe, bo Umowa Sierpniowa z Rządem pozwalała na to. Jedynym człowiekiem w okresie powojennym, który to uczynił po październiku 1956 r.; choć w ograniczonym zakresie, był Władysław Gomułka. Ogłosił szeroką amnestię i rehabilitację represjonowanych, zwolnił z więzień tysiące niewinnych obywateli, przywrócił do pracy, na te same, albo na wyższe stanowiska wielu represjonowanych w okresie stalinizmu.

Ale ludzie, którzy opanowali kierownictwo NSZZ i przekształcili ten związek pracowniczy w partię polityczną, dążyli wyłącznie do zdobycia władzy, a związek traktowali instrumentalnie; nie uczynili nic w tym zakresie. Po osiągnięciu celu, tzn. zdobyciu władzy w kraju ustawili sie przeciw Związkowi i ludziom pracy. Nie mieli, i nadal nie mają zamiaru, naprawić czegokolwiek, a zwłaszcza krzywd działaczom opozycji przedsierpniowej i posierpniowej.

Ostatnio ekipa PiS spotęgowała dyskusję na temat tzw. lustracji, rozliczeń i dekomunizacji.

Jej inspiratorzy preferują rozliczenie aparatu rządzącego w PRL, a świadome przemilczanie win obciążających ekipy rządzące pod szyldem „Solidarności”. Uczciwość i sprawiedliwość wymagają, by obiektywnie ocenić błędy i nieprawości obu obozów i okresów .

Największą jednak obłudą i hańbą jest świadome pomijanie problemu naprawienia krzywd wyrządzonych w PRL i po sierpniem 1980 roku, oraz oceniania win ludzi w zależności od obecnie zajmowanego stanowiska, sympatii , przynależności do partii, obozów.

Łagodnie traktuje się sprawców zła w sutannach, związanych z obozem rządzącym, a surowiej przeciwników innego obozu. Pomija się świadomie i ostentacyjnie zadanie naprawienia krzywd ofiarom kolejnych reżimów. W ogóle potrzeby naprawienia krzywd inspiratorzy rozliczeń nie dostrzegają lub spychają na drugi plan, uzasadniając to tym, że najpierw trzeba ukarać winnych; dodajmy tylko niektórych, a później zająć się naprawianiem krzywd. W tej postawie chodzi raczej o propagandę i odsuniecie od jakichkolwiek wpływów społecznych i politycznych, faktycznych lub potencjalnych konkurentów i przeciwników. Zakrawa to wyraźnie na dziką prymitywną zemstę.

Ofiary reżimów mniej interesuje to, czy generałowie Jaruzelski, Kiszczak, Siwicki zostaną zdegradowani do stopni szeregowca, czy odbierze się wysokie emerytury byłym dygnitarzom PRL, ale czy i kiedy faktycznym ich ofiarom zostaną naprawione krzywdy; bo większości pokrzywdzonym życia zostało już niewiele. Natomiast inicjowane procesy winnych trwać mogą latami.

Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu od 27 lat domaga się ustawicznie, lecz dotychczas bezskutecznie. naprawienia tych zaległych bolesnych krzywd.

Zwracał się do Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, premiera Mazowieckiego ostatnio także do Pana, Panie Prezydenta.

Tylko Aleksander Kwaśniewski na apel odpowiedział, ale skończyło się na grzecznościowych słowach. Premier Mazowiecki w ogóle nie odpowiedział, mimo, że pod apelem podpisało sie około 10 tys. rodaków z kraju i Polonii.

W 2005 roku, w czasie kampanii wyborczej, Komitet zwrócił się do kandydatów na Prezydenta RP, także do Pana, z apelem o naprawienie zaległych krzywd wyrządzonych przed o po sierpniu 1980.

Komitet m.in. pisał o oczekiwaniach od przyszłego Prezydenta RP swego rodzaju autoweryfikacji już w czasie kampanii wyborczej. Jedną z takich form weryfikacji powinno być uważał bardzo konsekwentne egzekwowanie zdeklarowania się kandydata w czasie kampanii wyborczej, do naprawienia krzywd wyrządzonych w odległej i niedawnej przeszłości, najbardziej aktywnym i wartościowym obywatelom. Ma to znaczenie nie tylko moralne, polityczne, społeczne, ale także ważne wartości wychowawcze.

Ludzie, którzy w przeszłości spełniali uczciwie swoje powinności obywatelskie nie muszą być za to wynagradzani, ale nie powinni być karani i gorzej traktowani od biernych obywateli, jak ma to miejsce do tej pory.

W dotychczasowej praktyce bowiem, właśnie ci najaktywniejsi obywatele są przez kolejne ekipy władzy poniżani, ignorowani, skazywani na nędzną wegetację, na banicję polityczną, emigrację zewnętrzną lub wewnętrzną , z cichą ironiczna przyganą , że nie trzeba było się angażować ; natomiast nagradzane są z reguły jednostki „mierne, bierne ale wierne”. Nieoficjalnie bowiem nadal funkcjonuje zalecana praktyczna i wygodna dla obywateli biernych, proweniencji z PRL, rada – „nie rozrabiaj, nie podskakuj, siedź cicho i przytakuj”.

Nie chodzi o nagradzanie, przyznawanie przywilejów, wyrażanie publicznego, społecznego , obywatelskiego uznania za aktywność obywatelską, ale o zaprzestanie szykanowania, karania, poniżania, za uczciwe spełnianie obywatelskich powinności, gdyż to, choć nie zawsze intencjonalnie, odstręcza i zniechęca do podejmowania działalności publicznej na rzecz społeczeństwa.

Kandydujący na Urząd Prezydenta RP powinni już przed elekcją ujawnić publicznie swoją postawę wobec skrzywdzonych obywateli, uwiarygodnić się poprzez działanie, a nie tylko zapewnienia werbalnie. Powinni np. zadeklarować powołanie Komitetu Naprawy Krzywd Obywatelskich pod przewodnictwem kandydującego na Urząd Prezydenta oraz przedstawić proponowany skład osobowy desygnowanego przez niego Komitetu działającego społecznie, jego program, metody i formy realizacji…

Komitet proponował nawet program i formy załatwienia tego bolesnego i wstydliwego problemu narodowego pisząc m.in. :

„Mogą być różne formy i sposoby naprawienia zaległych krzywd, bez angażowania etatowego personelu i publicznych środków finansowych np. zindywidualizowane wyrażenie uznania za doznane krzywdy, okazanie publiczne współczucia, ubolewania, zapowiedź poparcia starań o przywrócenie dotyczące utraconych funkcji, stanowisk, stopni wojskowych, naukowych, odznaczeń, uhonorowanie przez desygnowanie do różnych gremiów publicznych, obywatelskich , społecznych itd..

Większość pokrzywdzonych jest już w wieku tuż w wieku emerytalnym i awansowanie ich lub przywrócenie im stopni wojskowych, nadanie tytułów naukowych, wyróżnień honorowych, obywatelskich, nie spowoduje skutków finansowych, zawodowych, ale będzie miało znaczenie symboliczne, będzie formą satysfakcji moralnej i może działać wychowawczo i aktywizująca na społeczeństwo. Należy bowiem pamiętać, że w przeszłości, zarówno w okresie PRL, jak i w Polsce „pookrągłostołowej” wielu obywateli o postawach niekonformistycznych nie mogło awansować społecznie, zawodowo, naukowo, ze względów politycznych i ideologicznych (nomenklatura PZPR, „Solidarności”, Kościoła).

W PRL o możliwości awansów, karierach zawodowych, wojskowych , naukowych decydowały władze partyjne. Na uczelniach np. o awansie powyżej doktora w okresie PRL decydowała partia; wstępnie sekretarz komórki POP, a w następnej fazie Komitet Zakładowy/ Uczelniany, Wydział Nauki KW PZPR, Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego; a nie kwalifikacje merytoryczne i wartości intelektualne , (vide kierowanie na staże i stypendia zagraniczne ). Niektórzy bezpartyjni najwyżej mogli dobić się do podrzędnego stanowiska, i to tylko jeśli mieli dobre kontakty towarzyskie, koleżeńskie, układy rodzinne z członkami władz partyjnych oraz jednostki serwilistyczne, powiązane z SB, ludzie nijacy, „mierni, bierni ale wierni”.

Stąd w marcu 1968 roku pojawiła się dalsza tendencja upartyjnienia nauki poprzez masowe mianowanie na stanowiska docentów i samodzielnych pracowników naukowych, partyjnych nieudaczników, nawet bez stopnia doktora, ale za to z legitymacjami PZPR (tzw. marcowi docenci).

Po roku 1989 nowa nomenklatura Solidarności i Kościoła także blokowały naprawienie tych krzywd.

Jest także pewna praktyczna, sprawiedliwa forma umożliwiająca naprawienia lub złagodzenie najbardziej wstydliwych i drastycznych krzywd materialnych wyrządzonych tym ludziom.

Otóż Prezes Rady Ministrów ma uprawnienia, by w wyjątkowych i uzasadnionych społecznie przypadkach, przyznawać rentę lub emeryturę specjalną z funduszu ZUS; może ona wynosić do 1800 zł. miesięcznie. (art. 82, ust.1 ustawy z dnia 17.12.1998, o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych + tekst jedn. Dz. U. z 2004 r. Nr 39 poz. 353+).

Ponieważ w przeszłości niektórzy pokrzywdzeni w PRL i III RP przechodzili na rentę lub emeryturę pobierając najniższe uposażenie, ( mieli wieloletnie przerwy w zatrudnieniu i wilcze bilety – Berufverbote), zatrudniani byli na zleceniach, i nie mają ciągłości pracy, to ich świadczenia rentowe lub emerytalne, niezależnie od kwalifikacji i stażu, są bardzo niskie ( od 300 do 800 zł). Forma renty lub Emerytury Specjalnej pozwoliłby im względnie godnie żyć, przynajmniej zaopatrywać się systematycznie w podstawowe lekarstwa, niezbędne do przedłużenia życia, ulżenia w cierpieniach, opłacenia czynszu mieszkaniowego, podstawowych świadczeń , skromnego wyżywienia.

Z funduszu tego oficjalnie skorzystało już wiele osób, choć często nie te, które na to szczególnie zasługują np. Jacek Kuroń, Janusz Pałubicki, Alicja Grześkowiak, Andrzej Stelmachowski, red. Bolesław Sulik…

Jeśli przyznanie takiej formy pomocy Kuroniowi i Pałubickiemu nie wzbudza wątpliwości, to zdziwienie może i powinno wywołać wspomaganie w tej formie Alicji Grześkowiak i Andrzeja Stelmachowskiego. Oboje są profesorami i nadal relatywnie zarabiają nieźle. Jest to więc jawne nadużycie. Podobno dużo osób bezpodstawnie korzysta z tego przywileju ( krewni członków rządu, wyższych urzędników, byłych parlamentarzystów, działaczy partyjnych, różni kolesie, znajomi, przyjaciele). Jednocześnie wielu zasłużonym osobom starającym się o taką formę pomocy, ukaranych za aktywność obywatelską, odmawia się jej.

Toteż Kandydaci na Prezydenta powinni w trybie pilnym zwrócić się do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z żądaniem ujawnienia nazwisk osób i podstawę na jakiej w czasie ostatnich lat przyznano taką pomoc oraz nazwiska i rzeczowe motywy odmowy innym.

Ofiary stalinizmu i poststalinizmu miały nadzieję, że Pan Prezydent załatwi pozytywnie ten bolący, wstydliwy i anty wychowawczy problem.

Niestety Prezydent Lech Kaczyński i jego brat, Premier Jarosław, zignorowali tę obywatelską petycję Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu.

Z poważaniem dr Leszek Skonka – przewodniczący Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s