W HOŁDZIE DZIAŁACZOM PRZEDSIERPNIOWEJ OPOZYCJI

I WALCZĄCYM W OBRONIE SOLIDARNOSCI , Z GANGSTERAMI POLITYCZNYMI
Obchody 30 rocznicy „S’ mają przestrzec społeczeństwo, przekonać, że nie warto się szczerze angażować społecznie, obywatelsko, że nie warto narażać siebie i bliskich.

Z jednej strony pokazywanie przykładów odstraszających, zniechęcających, losy tych którzy przed sierpniem 1980 i w czasie strajków sierpniowych byli aktywni obywatelsko i z drugiej strony korzyści jakie odnosili ci, co nic nie robili i czekali, kibicowali , a aktywizowali się dopiero w czasie stanu wojennego i po 89 roku.

W 30 rocznicę zawiedzionych nadziei jakie stwarzała Umowa Gdańska, stosowane obecnie przykłady represji mają przekonać , zwłaszcza młode pokolenie , że nie warto się angażować społecznie, patriotycznie bo można doświadczyć prześladowań jak miały miejsce po 31 sierpnia 1980 roku, po zawarciu Umowy między strona rządową PRL i Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Gdańsku.

Dlatego godzi się przypomnieć, wyrazić hołd i uznanie tym wszystkim zapomnianym lecz zasłużonym na pamięć i wdzięczność Rodakom.

Jest to nawet konieczne, gdyż „solidarnościowi” fałszerze historii dorównują już w kłamstwach i przeinaczeniach prawdy samemu Hitlerowi i Stalinowi.

W 20-tą rocznicę sierpniowych strajków aktualni działacze używający szyldu „Solidarności” łamali sobie głowy, jak urządzić uroczystości rocznicowe bez udziału tych, którzy 20 lat temu organizowali, kierowali strajkami, a zostali usunięci ze Związku lub sami odeszli, gdyż nie chcieli się sprzeniewierzyć sierpniowym ideałom.

Tych głównych bohaterów tamtych zdarzeń zastąpili ludzie , którzy nie brali udziału w ówczesnych wydarzeniach, kibicowali albo stali po drugiej stronie barykady, a dziś zawłaszczają sobie miejsca po tych, którzy byli faktycznymi twórcami tamtej rzeczywistości. W Gdańsku np. , podobnie jak w całym kraju, w czasie obchodów rocznicowych nie byli obecni ludzie najbardziej zaangażowani w organizowanie protestów sierpniowych i tworzeniu Związku „Solidarność”. Po prostu tych niewygodnych nie zaproszono, inni sami manifestacyjnie odmówili udziału, a o jeszcze innych zapomniano, bo są już nieprzydatni.

W Szczecinie nie poproszono na uroczystości przewodniczącego sierpniowego strajku – Mariana Jurczyka. Podobną selekcję zastosowano we Wrocławiu. Uroczystości odbyły się bez udziały Jerzego Piórkowskiego, Leszka Skonki, a nawet bez Władysława Frasyniuka, który co prawda dawno zerwał ze Związkiem po osiągnięciu swego prywatnego celu, tzn. dorobieniu się majątku kosztem związkowców, ale jednak, choć ze szkodą, przecież działał w Związku. Natomiast główną role odgrywali, ci którzy w ogóle nie brali udziału w przedsierpniowej opozycji, w tworzeniu Wolnych Związków Zawodowych, w strajku, w tworzeniu „Solidarności”, a wypłynęli dopiero po podpisaniu umowy przy „okrągłym stole” : Labuda, Wójcik, Zdrojewski. Krochmal, Suleja, Kieres, o. Maciej Zięba i im. podobni. W czasie uroczystości w Gdańsku otwarto wystawę „20-lecia Porozumień Sierpniowych”, która wywołała wiele krytycznych uwag ze strony uczestników i działaczy „S.

Zarzucali oni twórcom ekspozycji fałszerstwo faktów i wydarzeń. Podobnie dzieje się we Wrocławiu, gdzie usunięto wszelkie dokumenty i ślady dotyczące aktywnych i znanych działaczy skazanych przez władze „Solidarności na zapomnienie. Warto więc w 20-tą rocznicę strajku sierpniowego przypomnieć, choćby niektóre nazwiska najbardziej aktywnych działaczy przedsierpniowej opozycji, organizatorów strajków, Wolnych Związków Zawodowych i współtwórców NSZZ „Solidarność” na Dolnym Śląsku, a skazanych na wykreślenie z pamięci społeczeństwa za niezależne myślenie. Trzeba to uczynić tym bardziej, że niemal wszyscy zmuszenie zostali przez dolnośląskie władze „Solidarności”, po roku 1989 do opuszczenia kraju lub wybrania emigracji wewnętrznej.

Najpierw złóżmy hołd tym, którzy odeszli od nas na zawsze i nie doznali za życia żadnej należnej im moralnej satysfakcji za swoją pełną poświęcenia i odwagi działalność: Elżbiecie Potoczek,(* zginęła tragicznie w czasie stanu wojennego), Tadeuszowi Jandziszakowi ( o jego śmierci nie można było umieścić nawet krótkiej notatki w polskojęzycznych , rzekomo wolnych mediach) , inż.Tadeuszowi Newelskiemu , inż. Tadeuszowi Trąbskiemu, Bolesławowi Cyganowi. Na pamięć i wdzięczność zasługują wypędzeni z kraju przez „Solidarność” , aktywni organizatorzy dolnośląskiej „Solidarności : Bogusław Zbijewski ( Francja), Henryk Sularz ( RFN), Andrzej Talar ( (Arabia Saudyjska), Jerzy Smakowski ( W. Brytania), Andrzej Skonka

(USA). Odważyli się oni bronić „Solidarności” przed opanowaniem jej przez gangsterów politycznych związanych z KOR-rem i podobnymi gangami, którym przewodzili m.in. Karol Modzelewski, Jan Lityński, Lech Wałęsa, Władysław Frasyniuk, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik, a wysługiwali się im gorliwie m.in. Krzysztof Turkowski, Barbara Labuda , Jan Waszkiewicz, Mosze Zlat, Roman Duda, i in. podobni.

Ludzie, którzy musieli opuścić kraj lub wybrać emigrację wewnętrzną podzielili los starszych pokoleń rodaków, którzy po zakończeniu wojny nie mogli wrócić do Ojczyzny, o której wolność walczyli i nie doznali za to żadnej satysfakcji moralnej. Tych, którzy wrócili do kraju ( np. andersowcy) lub nie opuścili go w porę (akowcy) czekały więzienia, zsyłka na Sybir, groziły prześladowanie dyskryminacja, upokorzenia.

20 lat temu historia się powtórzyła, a ich prześladowcami byli często ci sami o stalinowskich rodowodach jak np. Bronisław Geremek lub dzieci stalinowców jak Adam Michnik, Jan Lityński, Antoni Zambrowski i in.

Dlatego godzi się w tę rocznicę przypomnieć pewne fakty, które nie mogły do tej pory być ujawnione w kontrolowanych i serwilistycznie nastawionych wobec obozu „okrągłostołowego” środkach masowego przekazu. Zwłaszcza przypomnieć, że właśnie tu , na Dolnym Śląsku toczyła się najbardziej zaciekła walka w obronie związkowego charakteru „Solidarności”, przeciw politycznym gangom działającym na zgubę Polski. To tu, we Wrocławiu powstało pierwsze niezależne pismo związkowe

Jak była to słuszna walka niech świadczą fakty, które dowodzą, że gdyby ich postawa znalazła wówczas szersze zrozumienie, zaufanie i poparcie w szeregach związkowych, to dziś sytuacja w kraju wyglądała by zupełnie inaczej.
A oto przykłady tej walki. Zaczynamy od listu grupy związkowców – redaktorów pisma „Demokracja Związkowa” do LECHA WAŁĘSY( zważmy, że działo się to już w pierwszych dniach września 1980 roku
Oddając dziś hołd ofiarom reżimu PRL i Solidarności przypominamy krzywdy i cierpienie jakich doznali nasi najbardziej wartościowi Rodacy, od obcych i swoich.

Krzywdy w Polsce dotykały zawsze najbardziej wartościowych, godnych i szlachetnych Polaków, którzy, nie z nakazu administracyjnego, nie pod naciskiem otoczenia ale z poczucia obowiązku moralnego i patriotycznego, walczyli ze złem, bronili kraju, poświecili mu wszystko, nie wahając się nawet przed oddaniem życie, a których spotykała nader często krzywda, niewdzięczność i kara za tę aktywność obywatelską, także od tzw. swoich.

Nie dotykało to ludzi biernych, miernych , ostrożnych, tchórzliwych, serwilistów, kunktatorów, karierowiczów, ci zawsze odnosili korzyści: w czasie rozbiorów, okupacji niemieckiej i sowieckiej, w okresie stalinizmu w PRL, reżimu korowskiej Solidarności.

W PRL i w okresie rządów obozu Solidarność (nie tylko AWS), to właśnie ci obywatelsko aktywni zawsze przegrywali , a bierni odnosili i odnoszą zawsze korzyści.

Każdy reżim, także Solidności , opierał i opiera się na tych miernych, biernych, wiernych, posłusznych, a zwalczał, nie przebierając w środach, tych aktywnych, z zasadami, zachowujących się godnie, z honorem.

Zdają bowiem sobie sprawę, że tych z zasadami nie da się zastraszyć, przekupić, zaszantażować.

Stąd malejącadziś liczba aktywnych obywateli, a rosnąca biernych, bo oni zawsze wygrywali. Korzyści z reguły odnieśli ci bierni, społecznie obojętni, miernoty, czy wręcz szumowiny społeczne , bezideowe .Trafnie określił ich abp Józef Życiński , nazywając pętakami, a Aleksander Małachowski mówił o nich, że tak tym pętakom ryje przywarły do koryta, że trzeba będzie je siekierą odrąbywać. Im już nie wystarczy sprawowanie władzy przez dwie kadencje, oni chcą ją i związane z nią przywileje zatrzymać do końca życie. Jeszcze ostrzej ocenia morale, społeczne i narodowe rządzących Janusz Korwin Mikke, mówiąc, że krajem rządzą bandyci, a posłowie zamiast w ławach poselskich powinni siedzieć w wiezieniu.

Przykra to opinia ale słuszna.

Rządzący III RP by utrzymać się przy władzy stosują brutalne metody represyjne, a upartych, niewygodnych wypędzają z kraju. Metodą stosowaną nagminnie już w PRL, jest usuwanie z pracy i życia publicznego. Metody kar i represji mają być przestrogę i zniechęcić obywateli do aktywności, zwłaszcza młodsze pokolenie, do działalności obywatelskiej, do wyznawania jakiejś idei; a myśleć tylko praktycznie o doraźnych korzyściach, także kosztem innych.

W tym celu pokazuje się przykre, a nawet tragiczne przykłady losów ludzi przegranych działaczy. Lansowane przez władze hasło życiowe to – Śmierć frajerom!!!

Obchodu 30 rocznicy „S’ mają przekonać, że nie warto się narażać. Stąd eksponowanie i faworyzowanie tych, którzy przed sierpniem 1980 i w czasie strajków sierpniowych nic nie robili, a zaktywizowali się dopiero w czasie stanu wojennego i po 1989 roku; bo już było bezpiecznie.

Przykłady, eksponowane przez władze represje, mają przekonać , zwłaszcza młode pokolenie , że nie warto się angażować społecznie, patriotycznie, bo można przegrać, jak doświadczyło tego wielu odważnych, zaangażowanych Polaków po 31 sierpnia i Dlatego tym przegranym, tzw. frajerom, należy złożyć hołd i wyrazić najwyższe uznanie , bo wszyscy oni zasługują na pamięć i wdzięczność rodaków.

Jest to nawet konieczne, gdyż „Solidarnościowi” fałszerze historii dorównują w kłamstwach i przeinaczaniu prawdy samemu Hitlerowi i Stalinowi.

W 20-tą rocznicę sierpniowych strajków aktualni działacze i używający szyldu „Solidarności” łamali sobie głowę jak urządzić uroczystości rocznicowe bez udziału tych, którzy 20 lat temu organizowali, kierowali strajkami, a zostali usunięci ze Związku lub sami odeszli, gdyż nie chcieli się sprzeniewierzyć sierpniowym ideałom.

Tych głównych bohaterów tamtych zdarzeń zastąpili ludzie , którzy nie brali udziału w ówczesnych wydarzeniach, albo stali po drugiej stronie barykady, a dziś zawłaszczają sobie należne miejsca po tych, którzy byli faktycznymi twórcami tamtej rzeczywistości. W Gdańsku np. , podobnie jak w całym kraju, w czasie obchodów rocznicowych nie byli obecni najbardziej zaangażowani w organizowanie protestów sierpniowych i tworzeniu Związku „Solidarność” działacze. Po prostu tych niewygodnych, kłopotliwych , nie zaproszono, inni sami manifestacyjnie odmówili udziału, a o jeszcze innych zapomniano, bo są już nieprzydatni.

W Szczecinie nie poproszono na uroczystości przewodniczącego sierpniowego strajku – Mariana Jurczyka. Podobną selekcję zastosowano we Wrocławiu. Uroczystości odbyły się bez udziały Jerzego Piórkowskiego, Leszka Skonki, a nawet bez Władysława Frasyniuka, który co prawda dawno zerwał ze Związkiem, po osiągnięciu prywatnego celu, tzn. dorobieniu się majątku kosztem związkowców, ale jednak, choć ze szkodą przecież działał w Związku. Natomiast główną role odgrywali, ci którzy w ogóle nie brali udziału w przedsierpniowej opozycji, w tworzeniu Wolnych Związków Zawodowych, w strajku, w tworzeniu „Solidarności”, a wypłynęli dopiero po podpisaniu umowy przy „okrągłym stole” : Barbara Labuda, Tomasz Wójcik, Bogdan Zdrojewski, o. Maciej Zięba, Krochmal, Suleja, Kieres i im. podobni.

W czasie uroczystości w Gdańsku otwarto wystawę „20-lecia Porozumień Sierpniowych”, która wywołała wiele krytycznych uwag ze strony uczestników i działaczy „S. Zarzucali oni twórcom ekspozycji fałszerstwo faktów i wydarzeń. Podobnie dzieje się we Wrocławiu, gdzie usunięto wszelkie dokumenty i ślady dotyczące działaczy skazanych na zapomnienie przez władze „Solidarności.

Warto więc przypomnieć, choćby niektóre nazwiska najbardziej aktywnych działaczy przedsierpniowej opozycji, organizatorów strajków, Wolnych Związków Zawodowych i współtwórców NSZZ „Solidarność” na Dolnym Śląsku, a skazanych na wykreślenie z pamięci społeczeństwa, za niezależne myślenie.

Trzeba to uczynić tym bardziej, że wielu z nich zmuszonych zostało przez dolnośląskie władze „Solidarności” do opuszczenia kraju lub wybrania formy emigracji wewnętrznej.

Najpierw trzeba złożyć hołd tym, którzy odeszli od nas na zawsze i nie doznali za życia żadnej należnej im moralnej satysfakcji, za swoją pełną poświęcenia i odwagi działalność: Elżbiecie Potoczek,(* zginęła tragicznie w czasie stanu wojennego), red. Tadeuszowi Jandziszakowi ( o jego śmierci nie można było umieścić nawet krótkiej notatki w rzekomo wolnych mediach) , inż. Tadeuszowi Newelskiemu , inż. Tadeuszowi Trąbskiemu, współtwórcy Wolnych Związków Zawodowych Bolesławowi Cyganowi. Na pamięć i wdzięczność zasługują wypędzeni z kraju przez „Solidarność” , aktywni organizatorzy dolnośląskiej „Solidarności : Bogusław Zbijewski ( Francja), Henryk Sularz ( RFN), Andrzej Talar ( Arabia Saudyjska), Jerzy Smakowski ( W. Brytania), Andrzej Skonka ( USA). Odważyli się oni bronić „Solidarności” przed opanowaniem jej przez gangsterów politycznych, związanych z KOR-rem i podobnymi gangami, którym przewodzili m.in. Karol Modzelewski, Jan Lityński, Smolarowie, Michnik, Kuroń, Helena Mikołajska , a wysługiwali się im gorliwie m.in. Krzysztof Turkowski, Jan Waszkiewicz, Mosze Zlat, Roman Duda, Władysław Frasyniuk, Włodzimierz Suleja i in. podobni.

Ludzie, którzy musieli opuścić kraj lub wybrać emigrację wewnętrzną podzielili los dawnych pokoleń Polaków, którzy po zakończeniu wojny nie mogli wrócić do Ojczyzny, o której wolność walczyli , a nie doznali za to żadnej satysfakcji moralnej. Tych, którzy wrócili do kraju np. andersowcy lub nie opuścili go w porę, akowcy czekały więzienia, zsyłka na Sybir, groziły prześladowania dyskryminacja, upokorzenia.

20 lat temu historia się powtórzyła, a ich prześladowcami byli często ci sami ludzie o stalinowskich rodowodach jak np. Bronisław Geremek lub dzieci stalinowców jak Adam Michnik, Jan Lityński, Antoni Zambrowski i in.

Dlatego godzi się w tę rocznicę przypomnieć pewne fakty, które nie mogły do tej pory być ujawnione w kontrolowanych i serwilistycznie nastawionych wobec obozu „okrągłostołowego” środkach masowego przekazu. Zwłaszcza przypomnieć, że właśnie tu , na Dolnym Śląsku toczyła się najbardziej zacięta walka w obronie związkowego charakteru „Solidarności”, przeciw politycznym gangom działającym na zgubę Polski. To tu, we wrześniu 1980 r. powstało pierwsze niezależne pismo związkowe –”Demokracja Związkowa” redagowane przez młodych ludzi, głównie robotników.

W walce o „Solidarność” zakładowi działacze związkowi skupieni wokół Redakcji DZ zwracali się o pomoc do dolnośląskich i krajowych władz Związku, także do Lecha Wałęsy; ale bezskutecznie, a nawet ze skutkiem odwrotnym od spodziewanego tzn. za tę pozytywną postawę spotykały ich prześladowania, represje, pomówienia o współpracę z SB itp. oskarżenia .

Jak była to słuszna walka niech świadczą fakty, które dowodzą, że gdyby ich postawa znalazła wówczas szersze zrozumienie, zaufanie i poparcie w szeregach związkowych, to dziś sytuacja w kraju wyglądała by zupełnie inaczej. A oto przykłady tej walki. Zaczynamy od listu grupy związkowców – redaktorów pisma „Demokracja Związkowa” do LECHA WAŁĘSY( zważmy, że działo się to w pierwszych dniach września 1980 roku)
DEKLARACJA ZESPOŁU REDAKCYJNEGO „DEMOKRACJI ZWIĄZKOWEJ”, przypomnienie, cyt. in exenso
Jesteśmy grupą obywateli wywodzących się z różnych nurtów demokratycznych. Są wśród nas ludzie związani od niedawna z opozycją , z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Wolnymi Związkami Zawodowymi , a także niezorganizowani lecz krytycznie myślący obywatele. Łączyło i łączy nas nadal dążenie do stworzenia demokratycznego i niezależnego ruchu związkowego. Szansę realizacji idei tego uchu zagwarantowała nam Umowa między Komisją Rządową a MKS w Gdańsku w dniu 31 sierpnia 1980 r. Jednakże sama szansa to dopiero część sukcesu. W przeszłości było już wiele takich szans lecz nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Niebezpieczeństwo zaprzepaszczenia obecnych możliwości jest dzisiaj coraz bardziej realne. Dlatego w trosce i niepokoju o losy idei niezależnego ruchu związkowego postanowiliśmy aktywnie działać , a przede wszystkim –

1, Dążyć by związki zawodowe istotnie broniły interesów ludzi pracy, a nie służyły doraźnym celom różnych partii i ugrupowań politycznych.

2. By były tworzone wyłącznie od dołu przez szeregowych członków i tylko oni powinni mieć prawo wyłaniania, według własnej woli , w wolnych, powszechnych, demokratycznych i bezpośrednich wyborach, swoich najgodniejszych delegatów mających reprezentować ich interesy.

3. Uważamy, że w naszych polskich warunkach związki mogą i powinny starać się zachować postawę apolityczną. Działalność polityczną należy uprawiać w partiach politycznych, a nie w związkach zawodowych. Jeśli jest za mało stronnictw politycznych , to trzeba je stworzyć, a nie przekształcać związków zawodowych w partie polityczną i nie chować się za plecami ludzi pracy.

4. Związki zawodowe powinny być szkołą obywatelskiego myślenia, demokracji, samorządności, wzorem uczciwości i sprawiedliwości.

Liczymy na poparcie, współpracę i pomoc wszystkich, którzy podzielają nasz pogląd i postawę.

Wrocław, 14 października 1980 r. Redakcja

LIST DO KRAJOWEJ KOMISJI POROZUMIEWAWCZEJ NSZZ „SOLODARNOŚĆ” W GDAŃSKU

Uznając, iż przejawy niepraworządności, niejawności i niejasności postępowania oraz łamania podstawowych zasad demokracji jakie mają miejsce już dzisiaj w NSZZ „Solidarność” , zgodnie z par. 11 , pkt 8 Statutu, który mówi, że członek związku ma prawo występować z wnioskami i postulatami do władz związkowych wszystkich szczebli – autorzy tej pracy występują do Krajowej Komisji Porozumiewawczej z wnioskiem o zajęcie w tej sprawie oficjalnego stanowiska.

Prezentowany zbiór tekstów, faktów i zdarzeń świadczy o tym jaką cenę można zapłacić za niezależną i prawidłową postawę myślową, moralną walkę ze złem, nieuczciwością, lekkomyślnością, brakiem zdrowego rozsądku, uzurpatorstwem i karierowiczostwem, w imię poszanowania zasad demokracji. Osią poruszonych w załączonych tekstach wydarzeń są wypadki sierpniowe i okres tworzenia niezależnych związków po strajkach. Nie chodzi nam o wyważanie otwartych drzwi . Domagamy się jedynie w imię szeroko pojętego interesu naszego związku i społeczeństwa polskiego – wyjawienia i sprostowania niezrozumiałego dla wielu ludzi stanowiska jakie w tej sprawie zajęło Prezydium MKZ NSZZ „Solidarność” we Wrocławiu i przywrócenie składu MKZ z dnia 1 września 1980 r, Uważamy, że nie można budować niczego nowego , w tym przypadku NSZZ , krzywdząc ludzi i metodami, które dotąd stosowały władze wobec wszystkich niezależnych działaczy. Nie jesteśmy odosobnieni w swoich poglądach. Zanim zarysował się projekt napisania tej pracy przedyskutowaliśmy go z wieloma ludźmi o szerokim przekroju społecznym. Zwracamy się do KKP, gdyż jesteśmy przekonani, że dalsze milczenie w tej sprawie działa na szkodę Związku i Społeczeństwa. Działając dla dobra Związku, nie zamierzamy rozpowszechniać tego opracowania. Jednocześnie stwierdzamy, że zignorowanie wniosku przez KKP upoważni nas do opublikowania tych materiałów. Nadmieniamy, że jesteśmy w stanie – zarówno własnymi środkami i przy pomocy działaczy WZZ, którzy cenią zasady demokracji ( w tym w większości członków NSZZ „Solidarność”), w skali kraju, gdyż uważamy, że tylko na zdrowych , jawnych i demokratycznych podstawach można zbudować organizacje reprezentującą świat pracy. Jesteśmy przekonani, że stanowisko jakie zajmie w tej sprawie KKP usatysfakcjonuje nas i wszystkich tych, których nieprzemyślane decyzje niektórych ludzi w MKZ NSZZ Solidarność we Wrocławiu skrzywdziły lub pozbawiły wiary w sens budowania naszego Związku.

Oczekujemy więc na zajęcie w tej sprawie stanowiska w terminie 14 dni od daty doręczenia opracowania.

Niestety. Redakcja nie otrzymała żadnej odpowiedzi i rozesłała ten list wraz z materiałami do wszystkich regionów Solidarności. i do środków masowego przekazu.

STRAJK W SIERPNIU 1980 WE Wrocławiu ( „Demokracja Związkowa” Numer Specjalny, Wrocław, luty 1981, tekst przytoczony in extenso, )

„W dniu 21 sierpnia 1980 roku, na pięć dni przed strajkiem we Wrocławiu został utworzony z inicjatywy dra Leszka Skonki Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska( WZZ). Należy tu zaznaczyć , że był to bardzo gorący okres strajkowy w Polsce i tego rodzaju inicjatywa wymagała wiele zdecydowania i zaangażowania. Za tę inicjatywę Leszek Skonka został zatrzymany przez SB. Po 17 godzinach aresztu przewieziono go szpitala a następnie zwolniono. Komitet liczył kilkanaście osób zaś trzon jego stanowili: dr Leszek Skonka, inż. Adam Skowroński, Andrzej Talar. Po wybuchu strajków, w miarę rozwoju wydarzeń, aktywizowali się pozostali członkowie Komitetu. Strajk we Wrocławiu rozpoczęła komunikacja miejska 26 sierpnia. W tym dniu Andrzej Talar, z konieczności sam, bo Leszka Skonkę ponownie zatrzymała wrocławska SB, przekonywał około 1000 taksówkarzy o potrzebie podjęcia strajku w imię solidarności. Jeszcze tego samego dnia Leszek Skonka, po zwolnieniu z aresztu zaoferował swoją pomoc jednemu z pierwszych spośród dużych zakładów pracy, które podjęły strajk – ZNTK . Na drugi dzień wspomniany trzon Komitetu zgłosił się w Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym oferując pomoc. Dr Skonce powierzono funkcję doradcy ds. organizacji i zabezpieczenia siedziby MKS-u przed prowokacją. Andrzej Talar podjął niezmiernie wówczas potrzebną inicjatywę kontaktów między MKS ( Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, red.) a strajkującymi zakładami . Inż. Adam Skowroński podjął się roli wszechstronnego łącznika oddając jednocześnie do dyspozycji swój samochód. Strajk we Wrocławiu, podobnie jak wszędzie przebiegał w bardzo trudnych warunkach . Przedstawiciele Komitetu Założycielskiego WZZ wkroczyli w sytuacje dopiero co formującego się Prezydium MKS-u. Brak było ludzi zdolnych do kierowania , brak też było wiary w powodzenie rozpoczętego przedsięwzięcia . Na przestawicieli WZZ spadł ogromny ciężar odpowiedzialności moralnej za tych ludzi. Ich postawa przyczyniła się do tego, że w MKS-ie sytuacja uległa stopniowej normalizacji. Jednak w strajkujących zakładach było fatalnie. Dużą rozwagą i talentem organizacyjnym wykazali się tutaj Andrzej Talar, Stanisław Grześków i Hubert Hanusiak – pełni energii, zapału i wiary ludzie. Samorzutnie, podyktowała to gorąca potrzeba, ustanowili zespół ds. wyjazdów poza bramę MKS-u. Każda wizyta tego zespołu w zakładach pracy kończyła się apelem o tworzenie Komitetów Założycielskich WZZ. Z końcem strajku zespół ten powiększył się do kilku zaledwie osób. Niewielu decydowało się wtedy na ryzyko zatrzymanie przez SB. Prezydium MKS-u składające się z delegatów strajkujących zakładów powiększało się bardzo szybko. Liczba delegatów świadczyła o ilości strajkujących zakładów. To właśnie spośród delegatów dr Skonka wyłonił poprzez szkolenie ponad siedemdziesięciu aktywistów, którzy przystąpili do WZZ, a po przeszkoleniu część z nich wróciła do swoich zakładów pracy aby tworzyć tam Wolne Związki Zawodowe ( jeszcze nie było Porozumienia). Od początku bardzo trudno było w ZNTK , później w PAFAWAGU / było już kilkadziesiąt strajkujących zakładów prócz tego giganta/. Sprawę należało wyjaśnić . PAFAWAG jak magnes mógł pociągnąć kolejne wahające się jeszcze zakłady. Do wyjazdu przygotowali się Hubert Hanusiak, Stanisław Grześków i Andrzej Talar. Po przyjeździe do PAFAWAGU stwierdzili , że strajk trwa ale już otwierano bramy fabryczne za namową podstawionego przez dyrekcję przewodniczącego strajku. Gorące i rzeczowe przemówienie Andrzeja Talara uspokoiło na tyle sytuację, że można było przystąpić do wyboru nowych władz strajkowych. Kierownictwo akcji objął Andrzej Talar. W niespełna godzinę utworzony został Komitet Strajkowy z podziałem na wielorakie funkcje. Komitet ten z niewielkimi zmianami funkcjonuje po dziś dzień, obecnie jako Komisja Zakładowa. Nie odbyło się wtedy bez oporów dyrekcji. Wieczorem, gdy cała załoga ( 7 tys. ludzi) szykowała się do okupowania zakładu, cały PAFAWAG pozbawiony został energii elektrycznej . Nadchodziła noc, poważnie obawiano się prowokacji z zewnątrz . W tym czasie Wrocławski MKS zaczął już korzystać z wydatnej pomocy lokalnej rozgłośni Polskiego Radia. W wyniku decyzji podjętej przez Andrzeja Talara Hubert Hanusiak i Stanisław Grześków udali się MKS-u zameldować o sytuacji. Do PAFAWAGU przybyli pracownicy Polskiego Radia. Ich operatywność sprawiła, że Pogotowie Energetyczne usunęło awarię w kilka minut. Informacja o strajku PAFAWAGU „poszła w świat”. Następnego dnia (29 sierpnia) w drodze na kolejną interwencję , tym razem do „Dolmelu” – cztery osoby: Andrzej Talar, Stanisław Grześków, Piotr Franielczyk i Jan Nowak –( gość z Gdańska) zostały zatrzymane przez pracowników SB.

Bezprawnie przetrzymano ich 60 godzin. Opuścili oni areszt dopiero po podpisaniu Porozumienia Gdańskiego. Talar i Grześków udali się natychmiast do MKS-u. Rankiem 1 września do dyżurującego Andrzeja talara (pozostali na skutek przemęczenia poszli spać) przyjechała delegacja z Wałbrzycha na czele z przewodniczącym strajkujących kopalń Jerzym Szulcem. Sytuacja w Wałbrzychu była alarmująca, górnicy postanowili strajkować dalej. W tej sytuacji inicjatywę znów przejmuje Andrzej Talar zaopatrzony „w błogosławieństwo” i ustne pełnomocnictwa od Jerzego Piórkowskiego (ówczesny przewodniczący MKS we Wrocławiu). Przed wyjazdem wezwał na pomoc , za pośrednictwem kolegi z Redakcji GR („Gazety Robotniczej” red.) terenowy oddział tej gazety w Wałbrzychu. Następnie namówił do wyjazdu Wrocławską Telewizję. Problem wałbrzyski spowodowany został pominięciem postulatów resortowych, bardzo istotnych dla górników. Wspomniana wyżej ekipa uspokoiła sytuację przedstawiając wzburzonym górnikom wyniki rozmów z wiceministrem Kroczakiem.”

STRAJK SIERPNIOWY NA DOLNYM ŚLĄSKU

Zorganizowany strajk na Dolnym Śląsku rozpoczął się najpierw we Wrocławiu 26 sierpnia przed południem, a więc 11 dni po strajku w Stoczni Gdańskiej i kilka tygodni po strajkach w rzeszowskim i Lubelskim. Ludzie nie chcieli strajkować. Po pierwsze bali się, że władza może na nich krzywo patrzeć, zabrać albo obniżyć wysokość premii, pominąć w przydziale jakiś talonów na pralkę, lodówkę, wstrzymać awans płacowy, odmówić wydania paszportu, wysłania do pracy za granica itp. Lepiej więc było się nie narażać i postępować zgodnie z funkcjonującym wówczas hasłem- „nie rozrabiaj, nie podskakuj siedź cicho i przytakuj”. Toteż na kilka miesięcy przed strajkami w marcu tegoż roku w wyborach do sejmu, 97 procent obywateli poszło głosować bez skreśleń i nawet nie wchodziło do kabin by się nie narazić. 5 miesięcy później, zwłaszcza po zakończeniu strajków, w masie, w tłumie okazało wielką zajęczą odwagę. Ludzie nie chcieli strajkować i z innego względu – uważali, że i tak się nic nie zmieni, więc po co siebie i innych narażać, owszem, niech się inni angażują jeśli chcą, ale ja nie. Dlatego wszelkie apele, namowy nie odnosiły żadnego skutku. Przyjeżdżali do Wrocławia działacze Wolnych Związków Zawodowych – Kazimierz Świtoń z Katowic, Jan Zapolnik z Gdańska, Bolesław Cygan z Wodzisławia Śląskiego, Zdzisław Mnich z Zabrza ale nie zdołali namówić ludzi , nawet do założenia komitetu Wolnych Związków Zawodowych. Co prawda istniał on już na Dolnym Śląsku ale ludzie nie chcieli do niego wstępować, gdyż były one nielegalne.

Tymczasem ze Szczecina i Gdańska przybywali wysłannicy tamtejszych komitetów strajkowych i wręcz domagali się poparcia i działań solidarnościowych. Na wracających z Wybrzeża węglarkach wypisane były apele o poparcie strajkujących, niektóre z tych napisów zawierały ostre słowa pod adresem Górnego i Dolnego Śląska. W tej sytuacji 21 sierpnia Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska postanowił przystąpić do organizowania strajku we Wrocławiu i ujawnić część swoich członków. Część, gdyż obawiał się aresztowań ujawnionych członków i dlatego postanowił ukryć część jako rezerwę. Ostrożność była uzasadniona, gdyż już tego samego dnia odbyła się kolejna rewizja u dra Leszka Skonki, którego na polecenie władz SB w Warszawie aresztowano. Aresztowania i zatrzymania odbywały się w tym czasie dość często, chodziło bowiem o uniemożliwienie zorganizowania strajku na Dolnym Śląsku lub uniemożliwienie dołączenia do strajkujących na Wybrzeżu. Mimo szykan i represji SB, przygotowania do strajku na Dolnym Śląsku trwały. Potoczek zginęła w czasie stanu wojennego: Talar wyjechał do w Arabii Saudyjskiej, Zbijewski do Francji, Smakowski do Anglii, Sularz do Niemiec .

Dr Leszek Skonka

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Z Polski. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s