Ostateczna rozprawa z hipotezą katastrofy lotniczej

http://infonurt2.com/images/articles/2011_02/1645/tu%20154.jpg10 kwietnia 2010 roku na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem z pewnością nie miała miejsca katastrofa lotnicza. Prawie każdy w Polsce w głębi ducha tego się domyślał, przeczuwał, niektórzy byli wręcz od pewnego momentu takiej tezy pewni. W drugiej części tekstu przytoczę całą argumentację, dosłownie lawinę dowodów pośrednich, obalających teorię katastrofy. Zacznę jednak od pytania mniej oczywistego. Pytania, przy którym odpowiedź wymaga już pewnego namysłu. Jak to się stało, jak to było możliwe, że teza o katastrofie lotniczej w Smoleńsku polskiego Tu-154 stała się prawdą dla milionów ludzi w Polsce?

SMOLEŃSK STRZAŁY WIDOCZNE SYLWETKI !!!! analiza

5 minut(y) – 17 Kwi 2010
Przesłany przez: lucek414
youtube.com

„Trzema ciałami wstrząsały konwulsje”. …

Swego czasu po Polsce krążyły wieści o tym, że ktoś mógł przeżyć katastrofę smoleńską.
Nic nie wi­dzieć, nic nie sły­szeć, nic nie mó­wić
Co Tomasz Turowski robił w Smoleńsku 10 kwietnia i w Rzymie 13 maja?

http://www.eostroleka.pl/co-robil-byly-szpieg-tomasz-turowski-w-smolensku,art22061.html

http://zamach.eu/

– I tak 9596 tra­fił na Ku­bę ja­ko am­ba­sa­dor. Dla­cze­go obaj po­li­ty­cy sil­nie zwią­za­ni z ak­tu­al­nym obo­zem rzą­dzą­cym re­ko­men­do­wa­li Tu­row­skie­go, nie wia­do­mo. Bro­ni­sław Ge­re­mek zgi­nął w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym, więc na py­ta­nie, skąd wziął się „nie­le­gał” w je­go „no­te­sie” nie od­po­wie.

Tak elo­kwent­ny je­śli cho­dzi­ło o oplu­wa­nie PiS „pro­fe­sor” Bar­to­szew­ski na­gle za­po­mniał ję­zy­ka w gę­bie i mil­czy, jak za­klę­ty. Dzien­ni­ka­rze, któ­rzy ocho­czo z nim roz­ma­wia­li, te­raz nie za­da­ją mu żad­nych py­tań. Szko­da, bo wy­ja­śnie­nia pa­na „pro­fe­so­ra” mo­gły­by być bar­dzo in­te­re­su­ją­ce, zwłasz­cza, że na­su­wa­ją się dwie opcje – al­bo Bar­to­szew­ski o prze­szło­ści Tu­row­skie­go wie­dział, co cał­ko­wi­cie go dys­kwa­li­fi­ku­je ja­ko oso­bę pu­blicz­ną, al­bo nie wie­dział i dał się wpu­ścić w ma­li­ny ko­mu­ni­stycz­ne­mu szpie­go­wi, co do­wo­dzi, że to on a nie po­li­ty­cy Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, jest dy­plo­ma­toł­kiem.

Oka­zu­je się, że te sa­me me­dia, któ­rych głów­ną mi­sją za cza­sów rzą­dów PiS, by­ło „pa­trze­nie wła­dzy na rę­ce”, dziś, gdy cho­dzi o rząd Tu­ska są śle­pe, głu­che i nie­me. Nie wi­dzą żad­nej nik­czem­no­ści po stro­nie rzą­du, nie sły­szą żad­nej nik­czem­no­ści w wy­po­wie­dziach rzą­dzą­cych i złe­go sło­wa na Tu­ska i je­go świ­tę nie po­wie­dzą. Ocho­czo po­wtó­rzą każ­dą wy­po­wiedź wy­mie­rzo­ną prze­ciw­ko Pra­wu i Spra­wie­dli­wo­ści, ale za żad­ne skar­by świa­ta nie ujaw­nią praw­dy o współ­pra­cow­ni­kach Tu­skach. Jak wi­dać po­ję­cie do­bra i zła jest dla nich moc­no re­la­tyw­ne. Tym­cza­sem po­czą­tek ro­ku przy­niósł szo­ku­ją­ce in­for­ma­cje o To­ma­szu Tu­row­skim, bli­skim współ­pra­cow­ni­ku Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go, za­stęp­cy am­ba­sa­do­ra Pol­ski w Mo­skwie, jak się oka­zje ko­mu­ni­stycz­ne­go su­per-szpie­ga, dzia­ła­ją­ce­go na rzecz… Ro­sjan.http://i940.photobucket.com/albums/ad247/Freeman49/aea9576c.jpg

9596 w Wa­ty­ka­nie
To­masz Tu­row­ski do współ­pra­cy z wy­wia­dem zo­stał zwer­bo­wa­ny jesz­cze ja­ko stu­dent. Za­in­te­re­so­wał się nim Wy­dział XIV De­par­ta­men­tu I – naj­bar­dziej za­kon­spi­ro­wa­na jed­nost­ka wy­wia­du PRL – jej szpie­dzy by­li ofi­ce­ra­mi SB i „nie­le­ga­ła­mi” – szpie­ga­mi tak za­kon­spi­ro­wa­ny­mi, że o ich ist­nie­niu nie wie­dzie­li na­wet re­zy­den­ci wy­wia­du. Nie­le­ga­ło­wie nie ko­rzy­sta­li przy prze­ka­zy­wa­niu mel­dun­ków z ka­na­łów dy­plo­ma­tycz­nych, a mel­dun­ki pod­pi­sy­wa­li nu­me­ra­mi. Nu­mer Tu­row­skie­go to „9596”. Rzecz ja­sna do ta­kiej „służ­by” trze­ba by­ło mieć od­po­wied­nie „pre­dys­po­zy­cje psy­chicz­ne” i Tu­row­ski naj­wy­raź­niej je miał.
Co wię­cej – mu­siał mieć je w za­kre­sie ab­so­lut­nie wy­jąt­ko­wym, sko­ro zo­stał ulo­ko­wa­ny w Wa­ty­ka­nie, gdzie tra­fił w 1975 ro­ku. Pew­nie wte­dy nikt, ani sam Tu­row­ski, ani je­go sze­fo­wie nie po­my­śle­li, jak bar­dzo za­an­ga­żu­je się w swo­ją służ­bę od 1978 ro­ku. Tu­row­ski spę­dził 10 lat w no­wi­cja­cie u Oj­ców Je­zu­itów. Tuż przed zło­że­niem ślu­bów wie­czy­stych „stra­cił po­wo­ła­nie”, zrzu­cił su­tan­nę i opu­ścił Rzym. Naj­wy­raź­niej je­go mo­co­daw­cy uzna­li, że Tu­row­ski nie wy­trzy­ma ce­li­ba­tu a ży­cie nie­zgod­ne z re­gu­łą Za­ko­nu mo­że skoń­czyć się zde­ma­sko­wa­niem i po­zwo­li­li mu wró­cić. A mo­że uzna­li, że bę­dzie bar­dziej po­trzeb­ny „na in­nym od­cin­ku”? Jest fak­tem, że pra­cu­jąc w Wa­ty­ka­nie, Tu­row­ski dość szyb­ko zy­skał za­ufa­nie i uzna­nie. Per­fek­cyj­na zna­jo­mość ję­zy­ka ro­syj­skie­go spra­wi­ła, że po­wie­rza­no mu do tłu­ma­cze­nia taj­ne do­ku­men­ty Sek­cji Sło­wiań­skiej Sto­li­cy Apo­stol­skiej. To wte­dy na­wią­zał kon­tak­ty z Je­zu­ita­mi we Fran­cji, gdzie na­wet pod­jął stu­dia. Do dziś nie uda­ło się usta­lić, ile in­for­ma­cji prze­ka­zał z Rzy­mu 9596, wia­do­mo na­to­miast, że był na Pla­cu Świę­te­go Pio­tra 13 ma­ja 1981 ro­ku, kie­dy Ali Ag­ca strze­lał do Ja­na Paw­ła II.

Dy­plo­ma­ta z re­ko­men­da­cji Bar­to­szew­skie­go
Swo­ją ka­rie­rę w III RP Tu­row­ski w za­sa­dzie za­wdzię­cza dwóm lu­dziom (na­wia­sem mó­wiąc, obaj by­li prze­ciw­ni­ka­mi lu­stra­cji) – Bro­ni­sła­wo­wi Ge­rem­ko­wi i Wła­dy­sła­wo­wi Bar­to­szew­skie­mu. Tu­row­ski do­stał pra­cę w MSZ w 1993 ro­ku. Tra­fił do De­par­ta­men­tu Eu­ro­pa II, zaj­mu­ją­ce­go się Eu­ro­pą Wschod­nią. W 1996 ro­ku wje­chał do Mo­skwy ja­ko rad­ca a po­tem mi­ni­ster peł­no­moc­ny. Tu­row­ski ucho­dził wów­czas za do­bre­go zna­jo­me­go pro­fe­so­ra Ge­rem­ka, wręcz za oso­bę ze słyn­ne­go „no­te­su Ge­rem­ka” i gdy­by nie on, praw­do­po­dob­nie nie tra­fił­by do Eu­ro­py II. War­to przy tym pod­kre­ślić, że jesz­cze przed wy­sła­niem do Mo­skwy, Tu­row­ski od­by­wał czę­ste po­dró­że na Wschód.. W 2001 ro­ku, po pra­wie pię­ciu la­tach po­by­tu w Ro­sji, zo­stał przed­sta­wio­ny ja­ko naj­lep­szy kan­dy­dat na am­ba­sa­do­ra Pol­ski na Ku­bie. Je­go kan­dy­da­tu­rę 8 mar­ca 2001 ro­ku oso­bi­ście re­ko­men­do­wał ów­cze­sny mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych „pro­fe­sor” Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski. W ste­no­gra­mie z po­sie­dze­nia ko­mi­sji za­cho­wa­ły się sło­wa „pro­fe­so­ra”, któ­ry bar­dzo Tu­row­skie­go za­chwa­lał, ak­cen­tu­jąc szcze­gól­nie moc­no je­go zna­ko­mi­te kon­tak­ty „ro­syj­skie”. I tak 9596 tra­fił na Ku­bę ja­ko am­ba­sa­dor. Dla­cze­go obaj po­li­ty­cy sil­nie zwią­za­ni z ak­tu­al­nym obo­zem rzą­dzą­cym re­ko­men­do­wa­li Tu­row­skie­go, nie wia­do­mo. Bro­ni­sław Ge­re­mek zgi­nął w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym, więc na py­ta­nie, skąd wziął się „nie­le­gał” w je­go „no­te­sie” nie od­po­wie. Tak elo­kwent­ny je­śli cho­dzi­ło o oplu­wa­nie PiS „pro­fe­sor” Bar­to­szew­ski na­gle za­po­mniał ję­zy­ka w gę­bie i mil­czy, jak za­klę­ty. Dzien­ni­ka­rze, któ­rzy ocho­czo z nim roz­ma­wia­li, te­raz nie za­da­ją mu żad­nych py­tań. Szko­da, bo wy­ja­śnie­nia pa­na „pro­fe­so­ra” mo­gły­by być bar­dzo in­te­re­su­ją­ce, zwłasz­cza, że na­su­wa­ją się dwie opcje – al­bo Bar­to­szew­ski o prze­szło­ści Tu­row­skie­go wie­dział, co cał­ko­wi­cie go dys­kwa­li­fi­ku­je ja­ko oso­bę pu­blicz­ną, al­bo nie wie­dział i dał się wpu­ścić w ma­li­ny ko­mu­ni­stycz­ne­mu szpie­go­wi, co do­wo­dzi, że to on a nie po­li­ty­cy Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, jest dy­plo­ma­toł­kiem. W obu przy­pad­kach po­wi­nien raz na za­wsze wy­co­fać się z ży­cia pu­blicz­ne­go, choć wąt­pli­we, że to zro­bi. Ra­czej cze­ka, aż spra­wa przy­schnie i zno­wu za­cznie swo­je wy­stę­py.

Służ­ba w III RP. Cie­ka­we dla ko­go?
W ro­ku 2007 Tu­row­ski zre­zy­gno­wał z pra­cy w MSZ i znik­nął ze sce­ny „dy­plo­ma­tycz­nej”. Zu­peł­nie nie­spo­dzie­wa­nie wró­cił na nią w ro­ku 2010, kie­dy do­cho­dzi do bar­dzo dziw­ne­go zda­rze­nia. 14 lu­te­go 2010 ro­ku Tu­row­ski zo­stał zno­wu za­trud­nio­ny w MSZ. Już 15 lu­te­go wy­je­chał do Mo­skwy. Co cie­ka­we – je­go wy­jazd miał miej­sce już po pod­ję­ciu de­cy­zji o po­dwój­nych ob­cho­dach ka­tyń­skich – 7 i 10 kwiet­nia. Tu­row­ski zo­stał sze­fem wy­dzia­łu po­li­tycz­ne­go w pol­skiej am­ba­sa­dzie w Mo­skwie i za­stęp­cą am­ba­sa­do­ra Bah­ra, a je­go głów­nym za­da­niem by­ło przy­go­to­wa­nie tych wi­zyt. Ob­ję­te przez nie­go sta­no­wi­sko jest jed­nym z naj­waż­niej­szych, a o je­go ob­sa­dze­niu de­cy­du­je sam Ra­dek Si­kor­ski. Po­dob­no nie wie­dział o prze­szło­ści swo­je­go współ­pra­cow­ni­ka. Włos się je­ży na gło­wie od ta­kie­go wy­ja­śnie­nia, bo ozna­cza ono, że pol­skie służ­by nie spraw­dza­ją lu­dzi, któ­rych nasz kraj wy­sy­ła na pla­ców­ki dy­plo­ma­tycz­ne. A za­tem moż­li­wa jest sy­tu­acja, że nie­je­den „Tu­row­ski” w pol­skich am­ba­sa­dach sie­dzi i wy­sy­ła mel­dun­ki, by­naj­mniej nie do War­sza­wy.

Wy­da­wał po­le­ce­nia ro­syj­skim służ­bom
Obec­ność To­ma­sza Tu­row­skie­go na lot­ni­sku Sie­wier­nyj 10 kwiet­nia jest cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­ła, w koń­cu od­po­wia­dał za przy­go­to­wa­nie obu ka­tyń­skich wi­zyt. Tro­chę mniej zro­zu­mia­łe są wy­da­rze­nia, ja­kie ro­ze­gra­ły się bez­po­śred­nio po upad­ku sa­mo­lo­tu. Z ze­znań ope­ra­to­ra TVP, Sła­wo­mi­ra Wi­śniew­skie­go wy­ni­ka,
że ro­syj­skie służ­by chcia­ły mu ode­brać ka­se­tę z na­gra­niem. Wśród Ro­sjan, jak pod­kre­ślił Wi­śniew­ski, był je­den Po­lak. Ope­ra­tor bez tru­du roz­po­znał w nim pra­cow­ni­ka am­ba­sa­dy pol­skiej w Ro­sji. Opis ide­al­nie pa­su­je do Tu­row­skie­go. Jak za­cho­wał się za­stęp­ca Bah­ra? Naj­pierw po pol­sku po­wie­dział swo­im to­wa­rzy­szom, że nie zna ope­ra­to­ra, a na­stęp­nie po ro­syj­sku… wy­dał im po­le­ce­nie aresz­to­wa­nia Sła­wo­mi­ra Wi­śniew­skie­go i znisz­cze­nia je­go sprzę­tu. Tyl­ko do­świad­cze­niu ope­ra­to­ra, któ­ry od­dał Ro­sja­nom pu­stą ka­se­tę, za­wdzię­cza­my oca­le­nie pierw­sze­go fil­mu z miej­sca ka­ta­stro­fy. Gdy­by Tu­row­ski tra­fił na mniej do­świad­czo­ne­go pra­cow­ni­ka te­le­wi­zji, nie­zwy­kle waż­ny do­wód był­by już uni­ce­stwio­ny.

Trzy oso­by prze­ży­ły
Ale ro­la Tu­row­skie­go nie koń­czy się na wy­da­wa­niu roz­ka­zów ro­syj­skim służ­bom. 10 kwiet­nia oko­ło go­dzi­ny 12.00 Tu­row­ski prze­ka­zał do MSZ in­for­ma­cję, że trzy oso­by prze­ży­ły ka­ta­stro­fę i w cięż­kim sta­nie zo­sta­ły od­wie­zio­ne do szpi­ta­la. Miał się te­go do­wie­dzieć od funk­cjo­na­riu­sza FSO. Ca­ła Pol­ska przez kil­ka chwil ży­ła na­dzie­ją, że jed­nak ktoś oca­lał. Szyb­ko oka­za­ło się, że in­for­ma­cja by­ła nie­praw­dzi­wa. I tu po­wsta­je ko­lej­ne py­ta­nie – Tu­row­ski kła­mał, czy w dro­dze wy­jąt­ku po­wie­dział przy­pad­kiem praw­dę i oca­le­li pa­sa­że­ro­wie zo­sta­li po­tem do­bi­ci? A mo­że roz­po­czął w ten spo­sób cy­nicz­ną grę dez­in­for­ma­cji z po­wo­dze­niem upra­wia­ną do dnia dzi­siej­sze­go? W koń­cu in­for­ma­cje o oca­la­łych pa­sa­że­rach, do­bi­tych lub zmar­łych w smo­leń­skim szpi­ta­lu, sta­ły się jed­ny­mi z pierw­szych, któ­re po­słu­ży­ły do wy­szy­dza­nia moż­li­wo­ści za­ma­chu. Co cie­ka­we – Tu­row­ski po ka­ta­stro­fie nie roz­ma­wiał z pol­ski­mi dzien­ni­ka­rza­mi, z ro­syj­ski­mi i ow­szem. Za­cho­wa­ło się na­gra­nie wy­wia­du, w któ­rym Tu­row­ski wy­ra­ża na­dzie­ję, że z krwi prze­la­nej na lot­ni­sku Si­wier­nyj wy­ro­sną do­bre sto­sun­ki Pol­ski z Ro­sją.

Kto zo­sta­wił go na po­ste­run­ku?
Szo­ku­ją­ca jest w tym jed­na rzecz. Po­mi­mo, że Sła­wo­mir Wi­śniew­ski mó­wił o Po­la­ku wy­da­ją­cym po­le­ce­nia ro­syj­skim służ­bom za­rów­no pu­blicz­nie, jak i pod­czas ze­znań skła­da­nych przed śled­czy­mi, nikt nie za­in­te­re­so­wał się ni­mi bli­żej. Nikt nie spraw­dził, ko­go opi­sy­wał Wi­śniew­ski. A prze­cież ope­ra­tor wy­raź­nie za­zna­czył,
że wśród Ro­sjan był wy­so­ki pra­cow­nik pol­skiej am­ba­sa­dy. Czy jest w niej aż ty­lu Po­la­ków, że ich oka­za­nie Wi­śniew­skie­mu by­ło tech­nicz­nie nie­moż­li­we? A mo­że ktoś bał się, że Wi­śniew­ski bez tru­du roz­po­zna wy­da­ją­ce­go roz­ka­zy „Po­la­ka”? Dla­cze­go Ra­do­sław Si­kor­ski nie za­re­ago­wał na to ze­zna­nie? Dla­cze­go nie ka­zał na­tych­miast „prze­świe­tlić” wszyst­kich pra­cow­ni­ków am­ba­sa­dy bez wy­jąt­ku? A je­śli na­wet nie uwa­żał te­go za ko­niecz­ne, dla­cze­go nie od­wo­łał czło­wie­ka od­po­wie­dzial­ne­go za przy­go­to­wa­nie wi­zy­ty? W każ­dym nor­mal­nym kra­ju Tu­row­ski nie tyl­ko nie miał­by naj­mniej­szych szans na ka­rie­rę w dy­plo­ma­cji, ale na­wet gdy­by był czy­sty jak łza, po ta­kiej tra­ge­dii na­tych­miast zo­stał­by od­wo­ła­ny. Tu­row­ski peł­nił swą służ­bę aż do stycz­nia 2011 ro­ku. I pew­nie peł­nił­by ją na­dal, gdy­by nie usta­le­nia IPN, opu­bli­ko­wa­ne przez nie­licz­nych dzien­ni­ka­rzy. Tu­row­ski po­dał się do dy­mi­sji, Si­kor­ski ją przy­jął i za­pa­dła ci­sza. Nikt, po­za Ja­nem Po­spie­szal­skim nie zdał żad­nych py­tań – ani jed­na z „gwiazd” dzien­ni­kar­stwa, ta­kich jak To­masz Lis, Ja­cek Ża­kow­ski, Mo­ni­ka Olej­nik czy in­ny Ry­ma­now­ski. Nie po­świę­co­no te­mu „Fak­tów po fak­tach”, „Krop­ki nad i”, „In­ter­wen­cji” ani żad­ne­go z tak po­pu­lar­nych pro­gra­mów za­przy­jaź­nio­nych te­le­wi­zji. Je­dy­ny pro­gram, w któ­rym po­ru­szo­no spra­wę Tu­row­skie­go – „War­to roz­ma­wiać”, zni­ka z an­te­ny.
Naj­wy­raź­niej po­ka­za­nie dru­giej stro­ny me­da­lu nie pa­su­je „za­przy­jaź­nio­nym me­diom” do przy­ję­tych za­ło­żeń, lub po pro­stu jest sprzecz­ne z otrzy­my­wa­ny­mi „z gó­ry” wy­tycz­ny­mi od lu­dzi ta­kich jak Tu­row­ski?

Aldona Zaorska
http://warszawskagazeta.pl/kraj/36-kraj/201-nic-nie-widzie-nic-nie-sysze-nic-nie-mowi

KOMENTARZE:
Z blogów powiedział/a

2011-02-16 @ 13:41

Ostateczna rozprawa z hipotezą katastrofy lotniczej

To FYM nakłonił mnie do napisania tego tekstu. Piszę skrępowany, muszę bowiem pozbierać do kupy rzeczy absolutnie oczywiste. Być może wielokrotnie już powiedziane, zapisane, analizowane. Nie dokonuję w związku z tym żadnego odkrycia. Ktoś jednak podsumowania dokonać powinien.

10 kwietnia 2010 roku na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem z pewnością nie miała miejsca katastrofa lotnicza. Prawie każdy w Polsce w głębi ducha tego się domyślał, przeczuwał, niektórzy byli wręcz od pewnego momentu takiej tezy pewni. W drugiej części tekstu przytoczę całą argumentację, dosłownie lawinę dowodów pośrednich, obalających teorię katastrofy. Zacznę jednak od pytania mniej oczywistego. Pytania, przy którym odpowiedź wymaga już pewnego namysłu. Jak to się stało, jak to było możliwe, że teza o katastrofie lotniczej w Smoleńsku polskiego Tu-154 stała się prawdą dla milionów ludzi w Polsce? Jak to się stało, że jest prawdą oczywistą dla opinii światowej?Mimo setek dowodów pośrednich, setek stwierdzonych już faktów, z których jasno wynika, że do żadnej katastrofy pod Smoleńskiem nie doszło.

Odpowiedź jest pozornie prosta, podobna do wyjaśnienia sztuczki Davida Copperfielda ze znikającym pociągiem. Składa się z kilku elementów – media, psychologia, inscenizacja odwracająca uwagę. Tu dochodzi jeszcze jeden ważny składnik – polityka. Który z komponentów przeważał? Otóż czynnikiem absolutnie dominującym w tego typu spektaklach jest … psychologia.

Jakie były założenia? Ano takie, że Rosjanie do tego typu zdarzeń – medialnych, groźnych, tajemniczych, z silnym kontekstem politycznym – są przyzwyczajeni. Nie pierwsza to katastrofa i nie ostatni zamach terrorystyczny w Rosji. Nikt nie powinien tam prawdy przesadnie poszukiwać. Dla odmiany w Polsce widownia po pierwszym szoku się podzieli. Na tych, których wszelkie dociekania będą irytować, drażnić, a w końcu nudzić oraz na pozostałych, na „pisowców”. Druga grupa tak czy inaczej wymaga – z rosyjskiego punktu widzenia – specjalnego potraktowania. W języku socjologii nazywa się to strategią oddzielenia. W języku polskiej polityki – „dorżnięciem watahy”. Liderzy Platformy Obywatelskiej, zwłaszcza tzw. ”autorytety” medialne, świetnie ze swojego zadania „dorżnięcia pisowskiej watahy” się wywiązują.

A co z opinią światową? Otóż założono, że świat przyjmie narrację rosyjską, zgodną z oficjalną polską, bez najmniejszych problemów. Poczyniono też dodatkowe wzmocnienia – całkowite opanowanie sytuacji kadrowej w polskich mediach, wprowadzenie słów „paralizatorów”, myśli „paralizatorów”. Zadbano o pojawienie się w telewizji, w radiu, całej armii „ekspertów”, „ekspertów hobbystów”, wreszcie … „autorytetów”. Opanowanie polskich mediów oznaczało wyłącznie tyle, że dziennikarz, który przesadziłby z ciekawością w niewłaściwej sprawie, straciłby robotę. I nigdy więcej do zawodu dziennikarza by nie wracał. Wprowadzeniem słów „paralizatorów” oraz myśli „paralizatorów” zajmują się skutecznie Monika Olejnik, Adam Michnik ze swoją wytresowaną, inteligentną sforą, także wielu pozostałych, znanych nam „dziennikarzy”. Monika Olejnik imponuje tupetem oraz skutecznością – czy pan myśli, że to był zamach? Proszę przyznać, pan uważa, że Rosjanie dokonali zamachu? Odpowiedni ton, mina oraz spiczaste obcasy Moniki Olejnik całkowicie zazwyczaj wystarczają. Rozmówca natychmiast się wycofuje – ależ skąd, nie miałem tego na myśli, proszę mi nie zarzucać teorii spiskowych … Spektakl ten obserwujemy od dłuższego czasu.

Elektorat mgr Donalda Tuska. W tym przypadku liczono na uruchomienie odruchowej niechęci -często wręcz nienawiści – dużej grupy społecznej do braci Kaczyńskich oraz do PiS-u. Wszelkie powroty do śledztwa smoleńskiego można by w tym przypadku wykorzystać do wzmacniania wcześniejszej agresji. Do podsycania negatywnych emocji w stosunku do „paranoików smoleńskich”. Do pogłębiania w polskim społeczeństwie podziału.

Założono trafnie, że poważny odsetek Polaków poczuje lęk przed zbliżaniem się do prawdy. Podskórny, bardzo silny strach zakorzeniony jeszcze w PRL-u, bądź … obawy, czasami wręcz przerażenie, przed możliwymi skutkami politycznymi odkrycia prawdy o zamachu. Ten strach u wielu osób będzie na tyle silny, że łatwo zamieni się w agresję antypisowską. Tak czy inaczej spory odsetek Polaków – jak założono – nie będzie próbował prawdy dociekać.

Gorzej mogło być z „pisowcami”. Stąd niemała armia „ekspertów”, „autorytetów” oraz „blogerów hobbystów”, których głównym zadaniem miała być perswazja kierowana do „poszukiwaczy prawdy”. Do „pisowców”. Swoim spokojnym, fachowym tonem „eksperci” mieli uspokajać przy okazji ludzi przerażonych perspektywą politycznego kataklizmu, potwierdzać przy tym słuszność światopoglądu wybranego przez sympatyków mgr Tuska.

Mechanizm był prosty – zdecydowana większość na lotnictwie się nie zna. Część społeczeństwa nie do końca rozumie konkretny, fachowy przekaz. Odbiorcom mediów zagadnienia tłumaczy w związku z tym „ekspert” – współczesny miś z okienka. Tym, którzy nie ufają telewizyjnym ekspertom, proponuje się „internautów hobbystów”. Którzy w podobnym stopniu angażują się w badania „stenogramów”. I których tak pochłania naukowa dociekliwość, aż zobaczą „trajektorię lotu” Tupolewa. Nie tylko ją zobaczą. Oni w jej istnienie uwierzą, zarażając swoją wiarą innych.

Obawiam się, że „blogerzy-hobbyści” mogą się okazać skuteczną zaporą przed niespodziewanym przypływem zdrowego rozsądku w najbliższej przyszłości. Skuteczniejszą nawet od misiów z okienka – od p. Hypkiego, od E. Klicha, od ich pozostałych cynicznych, telewizyjnych kolegów. Wciąganie internautów w fachowe dysputy nad kolejnymi wersjami „stenogramów”, „zapisów rozmów z wieży”, „nagrań”, to zadanie „blogerów-hobbystów”. Jeżeli ktoś o skłonnościach do nauk ścisłych da się wciągnąć, łatwo ulegnie magii technicznych symulacji, porównywanych wariantów, eksperckich fajerwerków. Rozwiązania fragmentu lotu, o ile okażą się spójne od strony formalnej, zaczyna czasami ów amator awiacji brać za opis prawdziwego zdarzenia. Zapomina przy tym najczęściej, że spójny, formalnie poprawny fragment zapisu nie przesądza o jego prawdziwości. Może okazać się – przez przypadek – w przyszłości prawdziwy, ale … wcale nie musi.

Oddajmy też sprawiedliwość anonimowym fachowcom od lotnictwa. Wielu z nich wykonuje świetną, mrówczą pracę, wyszukując liczne niespójności, manipulacje, przekłamania i oczywiste bzdury, zamieszczane przez rosyjskich specjalistów w kolejnych wersjach „stenogramów”. Dzięki ich ciężkiej, fantastycznej pracy możemy przysyłane nam „dokumenty” z Rosji weryfikować negatywnie. Pamiętajmy jednak, że ewentualna weryfikacja pozytywna rosyjskich papierów wymaga już pełnego dostępu do wszystkich dowodów. I niezwykle wnikliwego śledztwa. Tego jak wiemy nie ma i długo jeszcze nie będzie. Chyba, że po głębokich zmianach politycznych w Polsce.

Polityka. W Rosji „katastrofa” miała – według wcześniejszych założeń – wzbudzić raczej pozytywne emocje. W Polsce powinna była pogłębić podział na „pisowców”, w tym niewielką grupę „paranoików smoleńskich” oraz całą mądrą resztę. Z przywódcami Platformy Obywatelskiej na czele. Na świecie nikt nie będzie – jak założono – „katastrofy” nadmiernie przeżywał. Służby specjalne, także politycy, schowają głęboko swoją wiedzę na temat jej prawdziwego przebiegu. Może kiedyś tej wiedzy użyją, może nigdy. W interesie USA (a jak USA, to i Izraela), także Francji, Niemiec, tak naprawdę całej Europy – według założeń rosyjskich – będzie dalsze pogłębianie współpracy z Rosją. A skoro tak, to zaczyna się jazda. Ile Rosja dziś – za kadencji wyjątkowo słabego amerykańskiego prezydenta – zdoła zagarnąć, tyle w przyszłości jej zostanie. W taki oto sposób obudziliśmy się z Tragedią Smoleńską oraz z mgr Bronisławem Komorowskim w Pałacu Prezydenckim.

Jeszcze inscenizacja na Siewiernym. Tu w zasadzie nie ma czego omawiać. „Silniki” psychologiczne, medialne i polityczne były dla całej akcji na tyle potężne, że scenografia nie była tak naprawdę potrzebna. Zwolennikom mgr Donalda Tuska całkowicie wystarczyłyby poglądowe filmiki rysunkowe wyświetlane na okrągło, przez wiele miesięcy w telewizji, komputerowe wizualizacje przebiegu „katastrofy”, plus „raport MAK-u” z polskimi uwagami. Najbardziej dociekliwym spośród nich rzecz wyjaśniliby szczegółowo „eksperci”.

Inscenizacja na Siewiernym potrzebna była zatem wyłącznie do wypełnienia czymkolwiek doniesień mediów światowych. Przydało to się w końcu do zaledwie kilku zdjęć, pokazywanych w kółko we wszystkich gazetach globu oraz nakręcenia dwóch krótkich filmików. Świat nie ma czasu na zbyt długie zajmowanie się jedną katastrofą. Zwłaszcza taką, do której dochodzi – w wyniku serii nieszczęśliwych okoliczności – w Rosji. W kraju – jak wiemy – bałaganu, pijanych kontrolerów lotu, psujących się radarów, żarówek wykręcanych z APM-ów, zacinających się taśm oraz nieustannych zakłóceń, pochodzących od piecyka na rosyjskim lotnisku wojskowym.

Makabryczna scenografia na Siewiernym była zatem jedynie czymś dodatkowym. I tak prędzej czy później „pisowcy”, w tym „paranoicy smoleńscy”, zostaną przez rosyjską agenturę w Polsce „dorżnięci”. Z rosyjskiego punktu widzenia cała ta historia z reżyserią wydarzeń na lotnisku Siewiernyj stanowiła całkowicie niepotrzebny wysiłek.

Niestety, „pisowcy” do inscenizacji złośliwie się przypięli. Zaczęli ją badać, grzebać w szczegółach. W końcu postawili niesłychane, nie do pomyślenia w audycjach Moniki Olejnik pytanie – czy 10.04.2010 o godzinie 8.41 czasu polskiego na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem naprawdę doszło do katastrofy lotniczej?Czy takie zdarzenie faktycznie miało tam miejsce?

Co „pisowcom” się nie zgadzało?

Po pierwsze – podany czas katastrofy, czyli 8.56 czasu polskiego. Także wszystkie relacje z pierwszych tygodni, dopasowane wręcz idealnie do tej godziny. W tym oświadczenie min. Szojgu, składane publicznie Premierowi Putinowi na oczach całego świata, o zniknięciu polskiego Tupolewa z rosyjskich radarów o godzinie 8.50. Bo skoro samolot zniknął z radarów o 8.50, to jak mógł się rozbić o 8.41? Jeżeli z godziną 8.56 Rosjanie się pomylili, to jak to jest? Mylił się również rosyjski minister we wszystkich innych sprawach? Mylił się też gubernator obwodu smoleńskiego, mylili się inni rosyjscy i polscy ministrowie? A czy sprostowali kiedykolwiek swoje „omyłki”?

Po drugie – nikt tej katastrofy nie widział. Relacje świadków na ten temat są rozbieżne. Co gorsza, nikt tej katastrofy nie słyszał. Zbyt wiele osób zeznaje – nic nie słyszałem, spokojnie czekałem 400 m obok na polską delegację, o katastrofie dowiedziałem się od rosyjskich funkcjonariuszy (zał.http://freeyourmind.salon24.pl/235069,wokol-relacji-wisniewskiego-z-10-iv

Po trzecie – nie pozwolono badać w Polsce szczątków Ofiar. Nie pozwolono nawet otwierać trumien. Akta zgonu są, ale niepełne, niefachowe, wręcz zagadkowe. Dokumentów z badań szczątków Ofiar, z sekcji zwłok, domaga się od Rosjan polska Prokuratura do dzisiaj (zał.

http://wiewiorvaldi.salon24.pl/256970,katastrofa-smolenka-dwa-samoloty-xii-ciala-ofiar

http://pluszaczek.salon24.pl/221159,katastrofa-tu-154m-analiza-spojnosci-wersji-oficjalnej-czesc-i

http://freeyourmind.salon24.pl/271851,archeologia-smolenska

Nikt tej katastrofy nie sfotografował, ani nie sfilmował. Sfilmowany jest wyłącznie jakiś złom nieznanego do dzisiaj pochodzenia, bez szczegółów, z zatartymi, retuszowanymi zdjęciami (zał.http://lubczasopismo.salon24.pl/katastrofa/post/225354,tu-154m-moja-analiza-zdjec-szczatkow

http://154.salon24.pl/194541,katastrofa-smolenska-punkty-orientacyjne

http://freeyourmind.salon24.pl/209524,skrzydlo

http://clouds.salon24.pl/241482,malowany-wrak-tu-154

Nikt zatem szczątków samolotu nie badał, nikt nie obfotografował dokładnie miejsca rzekomej „katastrofy”. Oblotu miejsca zdarzenia także nie było. (zał. ).

W końcu poleciała lawina:

1. Zdjęcia szczątków samolotu – wątpliwości (zał.
2. Sprawa szczątków ludzkich na miejscu „katastrofy” – wątpliwości (zał.
3. Filmik „Koli” – wątpliwości (zał.http://www.youtube.com/watch?v=Sppv6S9aHI4

http://el.ohido.siluro.salon24.pl/183247,stenogram-i-analiza-filmu-1-24

1. Relacja i film Wiśniewskiego – wątpliwości (zał.
2. Relacje świadków – wątpliwości, jakie one budzą (zał.
3. Sposób obchodzenia się przez Rosjan z miejscem „katastrofy”, z dowodami (zał.
4. Dostęp do „czarnych skrzynek”, do szczątków Tu-154, do pozostałych dowodów (zał.
5. Dwie uroczystości w Katyniu w 2010 roku – wątpliwości (zał. „Gruppenfuehrer KAT”,
6. Wydarzenia w Warszawie, na lotnisku Okęcie, 09.10. i 10.04.2010 rano – wątpliwości (zał.
7. Sposób przygotowania przelotu delegacji Prezydenckiej – wątpliwości (zał.
8. Sposób zabezpieczenia Prezydenta – wątpliwości (zał.
9. Niepokojące sygnały 10.04 sprzed godziny 8.41 rano (zał.
10. Niespójności relacji 10.04 po godzinie 8.41 (zał.
11. Instytucje państwa w sytuacji kryzysowej – wątpliwości (zał.
12. Dezinformacja w Polsce po 10.04.2010, natychmiastowa ocena przyczyn „katastrofy” (zał.
13. Śledztwo prowadzone w Polsce – wątpliwości (zał.
14. Napięte relacje na linii polskie władze – rodziny Ofiar (zał.
15. Kolejne wersje „stenogramów” – wątpliwości (zał.
16. Raport MAK – do odrzucenia (zał.
17. Raport MAK, polskie uwagi do raportu, reakcja polskich władz – wątpliwości (zał.
18. Pociągnięcie winnych w Polsce, w tym ministrów rządu Tuska, do odpowiedzialności – wątpliwości (zał.

W powyższych 21 punktach zawarty jest tak naprawdę materiał na sążnistą książkę. Z setkami przykładów zaniedbań, bądź manipulacji w śledztwie. A także pomijania, chowania, bądź niszczenia dowodów, siania dezinformacji, także szokującego braku odpowiedzialności rządu Tuska.

Czy to wszystko mogło zaistnieć przez przypadek? Jakie jest w takim razie prawdopodobieństwo ułożenia się setek absolutnie wyjątkowych, niezwykle rzadkich zdarzeń w tak szczególny ciąg nieszczęśliwych przypadków? Z piecykiem uniemożliwiającym rejestrację pracy radaru, z psującymi się rejestratorami w kluczowych momentach, kasującymi zapisami w komórkach i aparatach fotograficznych, z zacinającą się (albo „wydłużającą się”) taśmą w „czarnych skrzynkach” włącznie.

Przy braku jakiegokolwiek – choćby jednego – twardego dowodu potwierdzającego niezbicie, że na lotnisku Siewiernyj faktycznie doszło do katastrofy lotniczej.

Skąd aż taka ilość faktów nie pasujących do losowego, tragicznego zdarzenia? Skąd aż tyle ewidentnych dezinformacji i oczywistych kłamstw? Czy znamy jakąkolwiek inną katastrofę lotniczą w historii, w której ilość wyjątkowo nieszczęśliwych „zbiegów okoliczności”, ilość braków podczas śledztwa byłaby równie szokująca?

Co odpowiadają na to zwolennicy teorii katastrofy?

Bronią się dwoma argumentami. Argument pierwszy zawiera się w pytaniu – skoro nie było katastrofy,

to jak ów zamach mógł przebiegać? Podaj swój szczegółowy scenariusz.

Problem z pytaniem o zamach, to problem z pytaniem identycznej natury: „skoro upierasz się, że elektron istnieje, opisz jego zachowanie w poszczególnych jednostkach czasu”. Ewentualnie – „daj mi 100% twardy dowód na to, co ten elektron wykonywał”. Skąd zatem wiemy, że elektron istnieje? Otóż w tego typu wypadkach wnioski wynikają wyłącznie z badania dowodów pośrednich. Najczęściej z badania reakcji otoczenia. Nikt we współczesnej nauce na żadne stuprocentowe dowody nie czeka. Wszystko ocenia się miarą prawdopodobieństwa. Jeżeli jest wysokie, jeżeli teoria jest spójna, logiczna, odpowiada na wszystkie znane nam pytania – staje się prawdą. Stąd wiemy, że elektron istnieje. A czy potrafimy opisać, jak się zachowuje w poszczególnych jednostkach czasu? Nie, najczęściej nie potrafimy.

Analogicznie z dowodów pośrednich, z zachowań otoczenia, wnioskujemy, że 10.04.2010 nie mieliśmy do czynienia z katastrofą lotniczą. Wszystkie fakty, zdarzenia, dowody pośrednie na to dziś wskazują. Wszystkie znane nam zdarzenia układają się w logiczną całość, znajdują swoje logiczne uzasadnienie jedynie wówczas, gdy założymy, że nie była to katastrofa.

A jeżeli nie mieliśmy do czynienia z katastrofą, to pojawia się naturalne podejrzenie o zamach o nieznanym do dzisiaj przebiegu. Nieznanym, ponieważ brakuje nam dostępu do jakichkolwiek dowodów. Zadbały o to zgodnie dwie układające się oficjalnie strony – rządowa polska i rządowa rosyjska. I dopóki pełnego dostępu do dowodów nie ma, szczegółowego scenariusza zamachu również nie da się wiarygodnie uzasadnić. O czym pytający zazwyczaj świetnie wie.

Badana jest też aktualnie dalej idąca teza. Otóż wśród wymienionych wyżej dowodów pośrednich pewna ich część (punkty 1-7 oraz 12-13) może prowadzić nas do wniosku, że ewentualny zamach nie był przeprowadzony w miejscu wskazywanym do tej pory przez Rosjan na lotnisku Siewiernyj. Być może nie przebiegał nawet na tym lotnisku. Prawdopodobieństwo takiej tezy każdy może sam ocenić, przyglądając się bardzo uważnie podanym załącznikom.

Pojawia się też czasami „pytanie nr 2” – skoro uważasz, że 10.04.2010 obserwowaliśmy zamach, to powiedz proszę, po co Rosjanie mieliby taki zamach przeprowadzać? Czy śp. Prezydent Lech Kaczyński naprawdę był dla Rosjan aż tak poważnym przeciwnikiem?

Na powyższe pytanie możliwe są dwa rodzaje odpowiedzi. Pierwsza logiczna – nie wiem, kto był sprawcą, ani organizatorem zamachu, nie wiem, jak ewentualny zamach przebiegał, dlatego nie ma dziś sensu rozważanie motywów władz rosyjskich.

Druga polityczna – śp. Prezydent Lech Kaczyński, podobnie jak niektórzy z pozostałych pasażerów Tu-154 numer boczny 101, posiadał nie tylko przyjaciół. Czy znalazł się wśród jego (i jego pasażerów) wrogów ktoś na tyle zdeterminowany, żeby przeprowadzić zamach? Tego jeszcze nie wiemy. Nie wydaje nam się to wcale nieprawdopodobne. Przypomnijmy sobie choćby kampanię nienawiści wymierzoną w braci Kaczyńskich. Prowadzoną ze szczególną zajadłością do kilku lat, od jesieni 2005 roku. Zwłaszcza w Polsce. Przypomnijmy sobie brutalne morderstwo polityczne w Łodzi, wykonane przez fanatyka, członka Platformy Obywatelskiej.

Jak to wszystko powiedzieć w skrócie? Jak kogoś przekonać w kilku zdaniach?

Przeprowadźmy argumentację skróconą: załóżmy hipotetycznie, że 10.04.2010 roku na lotnisku Siewiernyj, w miejscu wskazanym przez władze rosyjskie wydarzyła się katastrofa lotnicza.

Skąd w takim razie bierze się gigantyczny problem z określeniem precyzyjnego czasu takiego zdarzenia? Dlaczego przez 3 tygodnie podawano nam wszystkim czas o 15 minut późniejszy od podawanego obecnie? I dlaczego specjaliści rosyjscy do dzisiaj nie potrafią spisać z nagrań stenogramu przebiegu całego lotu – od startu, do momentu rzekomej katastrofy? Stenogramu, który nie zawierałby sprzeczności, nie nosił śladów manipulacji, śladów sklejanek, celowych pominięć, wreszcie – który nie ujawniałby najmniejszych problemów z uzyskaniem spójnego obrazu lotu? Dlaczego rosyjscy specjaliści potrzebują kilku podejść, kilku wersji, a do tego wielu miesięcy manipulowania przy nagraniach z „czarnych skrzynek”, żeby kiedyś, w nieokreślonej bliżej przyszłości, taki spójny „stenogram” być może stworzyć? A może nie stworzą go nigdy?

Argumentacja skrócona, to wskazanie na wielki zasobnik z napisem „dezinformacja w sprawie Tragedii Smoleńskiej”, drugi pod tytułem „zaniedbania i manipulacje w śledztwie”, trzeci z etykietką „chowanie i niszczenie dowodów”. Gdyby w Smoleńsku naprawdę zdarzyła się katastrofa o godzinie 8.41 rano, to po co to wszystko? Po co tak gigantyczny wysiłek – władz polskich i rosyjskich – w celu wyprodukowania setek tego typu faktów? Gdy przyjmiemy odmienne założenie, że żadnej przypadkowej katastrofy na lotnisku Siewiernyj nie było, wszystko – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – staje się całkowicie zrozumiałe.

Charakterystyczna jest też reakcja władz polskich na sytuację – zarówno 10.04.2010, jak i w miesiącach kolejnych. Reakcja rządu mgr Donalda Tuska z pewnością nie była – i w dalszym ciągu nie jest – naturalna. Nie jest też zrozumiała. Nie jest, o ile założymy, że mieliśmy do czynienia z katastrofą lotniczą. Gdy przyjmiemy założenie odwrotne, wszystko staje się jasne.
http://marektomasz.salon24.pl/278983,ostateczna-rozprawa-z-hipoteza-katastrofy-lotniczej

http://ndb2010.wordpress.com/2011/02/23/naciski-wyparowaly-wraz-ze-smolenska-mgla/
Kłótnia kpt. Protasiuka z gen. Błasikiem tuż przed lotem – poszło o pogodę?

TVN24, wp.pl |

Jak podaje TVN24, przed ostatnim lotem tupolewa do Smoleńska doszło do kłótni między kapitanem samolotu Arkadiuszem Protasiukiem a generałem Andrzejem Błasikiem. Kłótnia ta miała zostać utrwalona na nagraniu z kamer przemysłowych Wojskowego Portu Lotniczego na Okęciu. Miał ją też widzieć świadek. Poszło – jak wynika z informacji podanych przez telewizję – o pogodę. Kpt. Protasiuk nie chciał lecieć, gen. Błasik miał mu udzielić ostrej reprymendy.

Zapis ten – niestety kiepskiej jakości i bez dźwięku – badają zarówno Wojskowa Prokuratura, jak i komisja Jerzego Millera. – W tej kwestii zebrane zostały dowody w postaci zeznań świadków. Zostały też zabezpieczone nagrania z kamery przemysłowej – potwierdza prokuratura.

Miało chodzić o prognozę pogody. Z ustaleń dziennikarzy TVN24 wynika, że dowódca załogi, kpt. Arkadiusz Protasiuk, miał sprzeciwiać się wylotowi w sytuacji, gdy dysponował tylko prognozą, a nie potwierdzonym stanem pogody na lotnisku w Smoleńsku.

To dlatego – twierdzi TVN24 – prezydenta na pokładzie powitał dowódca lotnictwa, a nie – jak zazwyczaj – kapitan.

Świadek opowiada

Naoczny świadek katastrofy Tu-154M: to mnie zdziwiło

dzisiaj, 18:38 Jacek Gądek /

Montażysta TVP Sławomir Wiśniewski, fot. PAP/Paweł Supernak

Sławomir Wiśniewski, który jako montażysta TVP był w Smoleńsku, na własne oczy widział, jak Tu-154M przechylony skrzydłami prostopadle do ziemi się roztrzaskał, mówi o dramatycznych chwilach 10 kwietnia. Dodaje też, że „troszeczkę zdziwiło” go to, iż nikt go zaraz po katastrofie nie chciał go przesłuchać, więc bez problemów wrócił do Polski pociągiem.

Jacek Gądek (Onet.pl): – Może pan powiedzieć, że był naocznym świadkiem katastrofy smoleńskiej?

Sławomir Wiśniewski (autor nagrań ze Smoleńska): – Z całą odpowiedzialnością mogę użyć takiego określenia, bo stojąc w hotelowym oknie, widziałem moment spadania samolotu. Tak – jestem naocznym świadkiem tej katastrofy.

Miał pan od razu świadomość, że widzi katastrofę samolotu z 96 osobami, w tym prezydentem Polski, na pokładzie?

O tym, że był to nasz Tupolew, że na pokładzie była polska delegacja wraz prezydentem, dowiedziałem się dopiero, gdy zostałem już zatrzymany przez funkcjonariuszy służb rosyjskich. Wtedy dostałem SMS-a z Polski i z niego się dowiedziałem – wtedy do mnie to dotarło. Wtedy siedzący ze mną kierowca rosyjski zapytał, czy coś mi się stało. Odpowiedziałem, że źle się poczułem.

Poprosiłem osobę, która wysłała tego SMS-a, aby zawiadomiła moją firmę, że zostałem zatrzymany. Być może dzięki temu SMS-owi i tej osobie po prostu wiedziano w firmie o mojej sytuacji i zostałem szybko zwolniony.

A co pan widział przez okno hotelowe?

Stałem w nim i zdejmowałem tę nieszczęsną kamerę, która wcześniej rejestrowała mgłę. Robotnicy akurat obok coś naprawiali i obawiałem się, że mogą strącić mi kamerę z parapetu albo ją uszkodzić, więc ją zdjąłem. I to był moment decydujący. Akurat trzymałem kamerę w rękach, już niestety wyłączoną, i najpierw usłyszałem ten dziwny dźwięk silników, a potem zobaczyłem już bardzo nisko lecący, spadający samolot, który lewym skrzydłem był skierowany pod katem ok. 90 stopni w dół. Potem był łomot, eksplozja, wybuch, słup ognia.

Czasami eksperci bądź prasa podważają wersję, która mówi o tym, że samolot zaczął się w końcowej fazie lotu obracać na grzbiet?

Czy samolot się potem obrócił, czy koziołkował, czy jakoś się przetaczał, to nie wiem. Tam była mgła i drzewa – widziałem skrzydło skierowane w dół i zarys samolotu.

Nie mogę jednoznacznie powiedzieć czy się obracał, czy nie. Z tego, co mówili mi eksperci ds. lotnictwa, wiem, że prawdopodobnie samolot z racji utraty części skrzydła, stracił siłę nośną, pochylił się w lewą stronę. I niestety samolot już nie miał żadnych szans na wylądowanie, a ludzie na przeżycie.

Widział pan jak rozbija się samolot, co pan potem zrobił?

Ubrałem się, wziąłem kamerę do ręki. Miałem wtedy chwilę zawahania, bo to jest rosyjskie wojskowe lotnisko, a bieganie po nim nie należy do rzeczy bezpiecznych.

A na miejscu katastrofy…

… będąc już na miejscu usłyszałem, że to polski samolot i również to mnie utwierdzało w przekonaniu, że była to wracająca polska maszyna, ale już pusta, bez pasażerów. Na miejscu katastrofy w Smoleńsku nie widziałem – tak jak to było w Lesie Kabackim (w 1987 r. pod Warszawą rozbił się samolot z 183 osobami, nikt nie przeżył – red.) – żadnych mebli, foteli, ubrań, ani szczątków ludzkich. To mnie utwierdzało w przekonaniu, że samolot był bez pasażerów.

Na miejscu katastrofy nie miał pan świadomości, co ma przed oczami?

Gdy robiłem zdjęcia, cały czas byłem przekonany, że to jest nasz samolot, ale nie miałem świadomości, że to właśnie nim leciała polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Być może, gdybym wiedział wcześniej i biegł na miejsce z taką świadomością, to nie wiem, czy miałbym siłę ruszyć się z miejsca. Naturalną ludzką reakcją byłoby chyba usiąść i płakać, jak zwyczajny człowiek. W takich sytuacjach człowiek albo przestaje funkcjonować, albo zupełnie odwrotnie – zaczyna działać jak maszyna.

Na miejscu katastrofy widział pan ciała?

Bezpośrednio na miejscu jak i oglądając mój materiał, nie widziałem ciał i szczątków ludzkich, choć niektórzy internauci próbują dopatrywać się jakichś wychodzących postaci. W tym miejscu, w którym ja się znajdowałem, prawdopodobieństwo, że mogły się znajdować ciała, było niewielkie.

Dlaczego?

Bo to była tylna część samolotu, techniczna. Gros tej tragedii było w innym miejscu – w kadłubie, który leżał dalej, dokąd nie doszedłem. Być może dobrze, że tego miejsca nie widziałem, bo moja psychika by tego nie wytrzymała.

A szedł pan w kierunku miejsca, w którym znajdowały się ciała?

Tak – próbowałem tam dotrzeć, bo widziałem, że dalej leży kadłub i koła. Chciałem ominąć strażaków, żeby nie zalali mi kamery, było też straszne błoto, więc poszedłem od drugiej strony. Próbowałem iść w stronę lasu, przez gałęzie. I tak się stało, że od tamtej właśnie strony szła – jak ja to mówię – „nagonka”. Przybiegli rosyjscy funkcjonariusze, wyprowadzili mnie stamtąd i zarekwirowali kamerę.

Jak wrócił pan do Polski?

Po skończeniu pracy wzięliśmy sprzęt i pojechaliśmy pociągiem do domu. Żadnych utrudnień nie było. To mnie troszeczkę zdziwiło, bo przecież w ciągu kilku dni informacje się rozeszły – kto, gdzie był, a ja też się przedstawiłem, sprawdzali mnie też w hotelu. Ale nikt nie chciał mnie przesłuchać. Kilka osób chciało na dworcu ze mną robić wywiady, ale odpowiedziałem, że nic z tych rzeczy.

Ma pan poczucie, że staje się elementem gry wokół katastrofy 10 kwietnia?

Raczej nie. Może ktoś chce próbować mnie wkręcać w jakąś polityczną grę, ale ja jestem świadkiem, zwyczajnym montażystą, choć miałem możliwość zobaczenia na własne oczy katastrofę na miarę może nawet i 100-lecia.

A w Polsce też żadnych utrudnień, nacisków na pana nie było?

Niektórzy sugerowali, że były jakieś rosyjskie naciski na mnie i że niby zmieniam wersję wydarzeń, ale to nieprawda. Podobnie też nie było żadnych nacisków krajowych służb, prokuratury wojskowej czy policji, która przesłuchiwała mnie na okoliczność kradzieży kart Andrzeja Przewoźnika. Nie mam nic na sumieniu, więc nie mam powodów, aby się czegokolwiek obawiać.

Sądzi pan, że ma wiedzę, która może się przydać przy badaniu katastrofy?

Moją widzę w postaci materiałów, którymi dysponuję, przekazałem komisji ministra Jerzego Millera, a przede wszystkim Prokuraturze Wojskowej.
Film z katastrofy Tu-154. „Ktoś namieszał”

dzisiaj, 09:41 MK / Radio ZET, PAP

W Sejmie ma być przedstawiony film nakręcony tuż po katastrofie Tu-154. Autorem filmu jest montażysta TVP, Sławomir Wiśniewski. – Odnoszę wrażenie, że ktoś namieszał, prawdopodobnie pan Bartłomiej Misiewicz, który nie wiem skąd wpadł na genialny pomysł, by powiedzieć, że ja mam jakiś dotąd niepublikowany, nie wiadomo skąd zebrany materiał. (…) Powiedziałem że mam materiały, które wezmę do Sejmu, jako element wsparcia pamięci, niż sensacji – powiedział w Radiu Zet autor filmu.

Nowe materiały mają zostać zaprezentowane w trakcie posiedzenia zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M – informował wczoraj szef biura zespołu Bartłomiej Misiewicz. Wiśniewski – według informacji Misiewicza – ma przedstawić posłom obszerny, godzinny materiał filmowy z miejsca katastrofy i dwa kilkuminutowe filmy, w tym jeden dotychczas nieznany opinii publicznej. Ich autor będzie odpowiadał też na pytania posłów.

Pilot wciskał gaz do końca – dowiedz się, o czym pisał „Newsweek”

Sławomir Wiśniewski zrobił pierwsze zdjęcia z katastrofy w Smoleńsku, które pojawiły się w telewizji. W kwietniu w TVP Info opowiadał o materiale, który nakręcił.

Na rosyjską propagandę w sprawie smoleńskiej Polska odpowiedziała swoją propagandą. Czy to początek dyplomatycznej zimnej wojny?

– Na zdjęciach widać, że była fatalna pogoda. Bardzo gęsta mgła, o czym świadczy fakt, że z odległości 300 metrów widziałem tylko zarys skrzydła. A to przecież był duży samolot.(…) Samolot przeorał okolice bardzo głęboko. Wszystko znajdowało się w błocie. Nie dało się po prostu po nim iść. Zapadałem się w błoto. Inni świadkowie mówią, że wszystko się paliło, ale na moich zdjęciach widać, że nic się nie paliło. Może tylko trochę gałęzi – mówił wówczas Wiśniewski.

KOKPIT Tu-154M

Z relacji (gł. ruskich), które przytacza dzisiejszy „NDz”, można by wywnioskować, że kokpit tupolewa, kokpit, którego nie widać na żadnym zdjęciu ze Smoleńska, znajdował się co najmniej w kilku miejscach – na drzewie, głęboko w ziemi oraz na powierzchni ziemi (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110205&typ=po&id=po15.txt). Brakuje tylko wersji takiej, że może tego kokpitu nie było w Siewiernym ogóle, a przynajmniej nie 10 Kwietnia w pierwszych godzinach po ogłoszeniu katastrofy. Z tego bowiem, co np. twierdzi płk Antoni Milkiewicz, który był na miejscu z polskimi ekspertami, można wywnioskować, że zdeformowany kokpit usytuowany był na pobojowisku w okolicy centropłatu i został wywieziony 11 Kwietnia. Oczywiście wywożono kokpit w taki sposób, że żadna kamera ani żaden obiektyw aparatu fotograficznego tego wywozu nie uchwyciły, no ale to drobiazg w stosunku do zagadki, że kokpitu nie widać na legendarnych zdjęciach Wiśniewskiego, kokpitu nie widzieli żadni świadkowie, co przybyli „po katastrofie” – nie przeszkadzało to jednak wcale kokpitowi znaleźć się potem na „miejscu katastrofy”. Sam Milkiewicz zresztą dodaje, że nie był świadkiem przewożenia części (z pobojowiska), więc nie wie, co się z kokpitem stało.

Zakładamy jednak, że nawet jeśli Milkiewicz nie spostrzegł, jak Ruscy sprzątają po kokpicie, to chyba ów kokpit tam przy centropłacie na własne oczy widział, skoro tak twierdzi, zwłaszcza że utrzymuje, iż kokpit nie był wcale odwrócony, co miałoby przeczyć ruskiej wersji, niestety (co przyznaję z ubolewaniem i zażenowaniem), podtrzymywanej nawet przez prawników związanych z rodzinami ofiar, jakoby tupolew „spadł na plecy”. Mam nadzieję, że jakieś zdjęcia Milkiewicz porobił (nim Ruscy wywieźli ów kokpit), choćby pod kątem udokumentowania śladów uderzenia tej części samolotu o ziemię – szczególnie gdyby tych śladów… wcale nie było. No chyba, że nawet w tej kwestii się Milkiewicz zagapił.

Nie tylko dość lakoniczna relacja Milkiewicza dodaje tajemniczości temu, co się stało (i działo) na Siewiernym. Niewiele więcej wszak na ten temat dowiedzieliśmy się od wyjątkowo wielomównego, choć niezbyt konkretnego płk. dr. E. Klicha, który jak wiemy od min. C. Grabarczyka, nadal jest najwłaściwszym człowiekiem na właściwym miejscu, jeśli chodzi o badanie lotniczych katastrof. Imć Klich był łaskaw przyznać po pierwsze, że 10 Kwietnia polscy eksperci przybyli tak późno na miejsce zdarzenia, że nie było mowy o rozpoczęciu jakichkolwiek prac badawczych. Po drugie, że „brzozowego skrzydła” raczej nie badali. Po trzecie, że nie brali też oni udziału w oblocie nad lotniskiem, analizach balistycznych, analizach patomorfologicznych i ani też w dokładnej wizji lokalnej terenu, co zresztą można wyczytać z „polskich uwag” do „raportu komisji Burdenki 2”. Domyślać się więc możemy, że wszyscy oni mieli pełne ręce roboty, iż na rzeczy tak elementarne, jak te wspomniane wyżej, nie mieli ani siły, ani czasu. Taką wersję potwierdzałaby słynna sentencja Klicha, że przecież nie mogli zrobić tyraliery, by przeczesywać cały teren, gdyż zajmowali się badaniami. Nie podejrzewamy, rzecz jasna, iż Ruscy celowo nie dopuszczali polskich badaczy do pewnych badań, gdyż mieliby coś do ukrycia. Z drugiej jednak strony, skoro polscy eksperci nie badali najważniejszych rzeczy, to – tak na zdrowy rozum – co do cholery badali?

Może tyle, co nic – a ściślej, tyle co Ruscy, którzy na pewno zupełnie niczego na serio nie zbadali? Cóż zresztą mieli Ruscy do zbadania, skoro wszystko „co do katastrofy”, było jasne, zanim niemrawo dogaszono prowizoryczne ogniska na Siewiernym i skoro znano przebieg wydarzeń na długo nim dokonano ich dokładnej rekonstrukcji? Naturalnie, ta nadzwyczajna jasność, co do przebiegu wydarzeń, których nikt nie widział jeno coś tam z oddali słyszał, możliwa było tylko w dwóch wypadkach: 1) „znano scenariusz” zdarzenia, ZANIM do niego doszło – 2) „znano scenariusz” zdarzenia, bo do niego NIE doszło. W pierwszym wariancie wiedziano po prostu, jak dane zdarzenie będzie relacjonowane w mediach – bez względu na rzeczywisty przebieg tego, co się stało. W drugim natomiast, zastosowano określony scenariusz, by nie dopuścić do przedostania się mediów relacji o rzeczywistym przebiegu tego, co się stało.

Pragnę podkreślić jedną rzecz, która osobom zajmującym się zamachem smoleńskim czasami znika z oczu. „Operacja Smoleńsk” przebiega na kilku wzajemnie uzupełniających się poziomach. Po pierwsze na poziomie medialnym – Ministerstwo Prawdy, wczuwające się w puls cara Putina, relacjonuje jak car przykazał ruskie scenariusze (nie troszcząc się nawet o ich specjalną koherencję). Po drugie, na poziomie politycznym – w ramach „hołdu ruskiego”, jaki gabinet ciemniaków złożył Moskwie, nie wchodzi w grę rzucanie jakiegokolwiek cienia podejrzenia na „stronę rosyjską”, jeśli chodzi o tragedię z 10 Kwietnia (klarownie wyraził do wybitny specjalista J. Miller, twierdząc, że jego komisji nie chodzi o obwinianie Rosjan). Po trzecie jednak, możemy z coraz większą pewnością mówić o instytucjonalnym osłanianiu ruskiego pseudośledztwa przez polskie instytucje zajmujące się badaniem „przyczyn katastrofy”. Tak kompleksowa osłona nie pozwala na „legalne” rozwianie smoleńskiej mgły – co więcej może być tak, że po „zamknięciu badań” przez „polską stronę” rozpocznie się prokuratorski pościg za paranoikami smoleńskimi, którzy kwestionują „legalizm instytucji polskiego wymiaru sprawiedliwości” i „nie przyjmują do wiadomości, że sprawa została wyjaśniona”. Wyjaśniona nawet, jeśli wszystkie dowody w niej zostały spreparowane.

http://www.niepoprawni.pl/blog/74/kokpit#comment-152773

Moi Drodzy

wydaje sie, ze jest to wiadomosc z dosc wiarygodnego zrodla, – rodzina p. Gosiewskich 13 lutego w TV Trwam (rozmowy niedokonczone) stwierdzila, ze widziala zdjecia z powietrza, gdzie wyraznie bylo widac wybuch TU 154 i to przed sama katastrofa…

Nie sadze by mama sp. P.Gosiewskiego mowila nieprawde, tym bardziej w TV Trwam. Moim zdaniem jest to sensacyjna wiadomosc !

Piotr Z


Wystrzałowy materiał S. Wiśniewskiego

Wystrzałowy w dosłownym tego słowa znaczeniu. W 30 sekundzie najnowszej wersji nagrania Sławomira Wiśniewskiego słychać wyraźny strzał z broni palnej po czym następuje natychmiastowe cięcie. Jedyne w całym filmie.

Po cięciu autor jakby nigdy nic wraca kadrem do filmowanego wcześniej fragmentu statecznika.

Najbardziej przejmującym fragmentem nagrania jest widok, który odsłania się naszym oczom w 6 minucie i 14 sekundzie, kiedy to Wiśniewski na chwilę zaczyna filmować morze drobnych szczątków zalegajacych za kawałkiem ogona.

Ten widok przytłacza. Co zostało z kadłuba tupolewa? NIC. N O T H I N G. Jedynie morze stalowego confetti.

A teraz pytanie z fizyki:

Jeżeli mechanik samochodowy z pkt A biegnie w stronę pobliskiej katastrofy a polski montażysta z punktu B biegnie w stronę tego samego zdarzenia to jakie jest prawdopodobieństwo, że na miejscu zastaną

pracujące pełną parą jednostki straży pożarnej?

Czy w sowieckiej straży pożarnej pracują specjaliści z Rapotru Mniejszości potrafiący zareagować na zdarzenia zanim te nastaną?

Ile czasu zajmuje jednostce straży przygotowanie do wyjazdu, dojechanie, rozpakowanie ekwipunku i rozpoczęcie polewania?

A może ta jednostak już tam stała, tak na wszelki wypadek. A nuż, widelec coś spadnie z nieba…

Voltar, Acontrario.pl

PS Jeśli ktoś nie zauważył tego wielkiego napisu zajmującego pół ekranu to wszelkie prawa do montażu, wycinania i usuwania materiału, który nie powinien ujrzec światła dziennego, należą do SŁAWOMIRA WIŚNIEWSKIEGO.

Update 1

Proszę na filmie zobaczyć czas od 4:20 do 4:28, któż to się tam wyłania na początku katastrofy ? ktoś szedł tą samą drogą co Wiśniewski, swoją drogą ciekawe czy też zauważył skrzynkę.

Zatrzymanie go przez OMON, zauważmy że oni nie chcą taśmy oni chcą kamere, całą torbę, proszę się wsłuchać, głos omonowca jest wyraźniejszy, głośny a Wiśniewskiego coraz słabszy, jakby się oddalał, czyli zabrali mu torbę z całą zawartością a potem nagle mu ją oddali mówią masz daj to w świat zuch chłopak ? Przydałby się ktoś z dobrą znajomością Rosyjskiego.

Sama postać Wiśniewskiego i jej rola w katastrofie jest ciekawa, bo nagle zechciał po tak długim czasie podzielić się głosem jakby wystrzału czy też bliżej nie określonego huku ? Czyżby chciał się stać drugim mechanikiem i sprawić by na jego filmie też było słychać strzały i dyskutować o tym ? Samo położenie skrzynki na samym początku katastrofy jest dośc zastanawiające, gdyż jak wiemy samolot miał dość dużą prędkość poziomą, czy po oderwaniu się skrzynka nie powinna mieć takiej samej prędkości ? nie powinna się poturlać dalej niż tylko kilka metrów od momentu niby rycia ogonem po ziemi ?

Ale to już na osobny temat, który umieścimy niebawem.

Łukaszz.

Update 2.

Przesłuchanie Wiśniewskiego odbędzie się dziisaj tj. 24 lutego 2011. Juz się wycofuje rakiem:

W Sejmie ma być przedstawiony film nakręcony tuż po katastrofie Tu-154. Autorem filmu jest operator TVP Sławomir Wiśniewski. – Odnoszę wrażenie, że ktoś namieszał, prawdopodobnie pan Bartłomiej Misiewicz, który nie wiem skąd wpadł na genialny pomysł, by powiedzieć, że ja mam jakiś dotąd niepublikowany, nie wiadomo skąd zebrany materiał. (…) Powiedziałem że mam materiały, które wezmę do Sejmu, jako element wsparcia pamięci, niż sensacji – powiedział w Radiu Zet autor filmu.

Nowe materiały mają zostać zaprezentowane w trakcie posiedzenia zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M – informował wczoraj szef biura zespołu Bartłomiej Misiewicz. Wiśniewski – według informacji Misiewicza – ma przedstawić posłom obszerny, godzinny materiał filmowy z miejsca katastrofy i dwa kilkuminutowe filmy, w tym jeden dotychczas nieznany opinii publicznej. Ich autor będzie odpowiadał też na pytania posłów. [1]

[1] http://wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/film-z-katastrofy-tu-154-ktos-namieszal,1,4192757,wiadomosc.html

Źródło: http://acontrario.nowyekran.pl/post/4020,wystrzalowy-material-s-wisniewskiego

——————
Wystrzałowy materiał S. Wiśniewskiego cz.2

Oglądając najnowszą wersję filmu Wiśniewskiego coś mi nie pasowało… Brakowało mi słów, które padały w starszej, skróconej do 3 minut wersji:

– Ja pierdole, to nasz! – mówił Wiśniewski na widok statecznika pionowego z szachownicą. Te słowa można usłyszeć w 0:47 sekundy na poniższym filmie:

A teraz spójrzmy na ten sam fragment w „pełnej” wersji [czas: 2:53”].

Co szłyszymy? NIC.

A dokładniej: słychać wyraźnie jak w tym momencie następuje „stłumienie” tła.

Inaczej mówiąc, Wiśniewski wyciął ze ścieżki audio własną wypowiedź. Jeśli chciało mu się manipulować przy ścieżce dźwiękowej w tym miejscu to

1. Jaka jest wiarygodność „strzału”? Wiśniewski mógł dograć go spokojnie by teraz wszyscy mówili o jego nagraniu

2. Co jeszcze wyciął Wiśniewski? Można to sprawdzić przesłuchując całą ścieżkę audio i próbując znaleźć podobne „wytłumienia”.

Xx23

I na koniec. Pamiętacie co mówił WIśniewski o przechytrzeniu ochrony?

Wersja pierwsza: [1]

Potem jednak pojawili się ludzie z Federalnej Służby Ochrony. Na filmie słychać, jak krzyczą: „Federalna Służba Ochrony. Oddawaj kamerę!”. Doszło do szarpaniny. Dwa byczki wzięły mnie pod pachy. W międzyczasie widziałem, że przez las od strony lotniska przybiegło kilku naszych dyplomatów w garniturach.

Co się tymczasem działo z panem?

Rosjanie mnie odciągnęli. Wpadłem w błoto.Pytali, kim jestem.

Jak się panu udało ocalić nagranie?

Zażądali kasety i ja im bez oporów oddałem wszystkie kasety, jakie miałem w torbie. Jedna była nagrana i kilka czystych. Dałem jednak wszystkie oprócz jednej – tej kluczowej, która pozostała w kamerze.

Dlaczego Rosjanie chcieli zabrać kasetę?

Bo ja wiem? Na początku była jedna wielka panika i przerażenie. Oni byli całkowicie zdezorientowani.

Chcieli usunąć wszystkich ludzi z miejsca katastrofy. Nie doszukiwałbym się tu jakichś podtekstów. Choć na początku było bardzo nieprzyjemnie.

Mówili: „Szybko domu nie zobaczysz”. Bardzo się przestraszyłem, że będę miał kłopoty, że znalazłem się w niewłaściwym miejscu. Z tymi służbami nie ma żartów, obawiałem się konsekwencji.

Wersja druga: [2]

W końcu jednak zatrzymali pana funkcjonariusze.

Musiałem schować kamerę, ale przez cały czas komentowałem to, co widzę. Niestety to się nie zachowało, bo kamera wyłączyła się.

Jak to się stało, że nie odebrali panu kasety?

Zastosowałem fortel. Oddałem im inną kasetę. Zabrali mi poza tym jeszcze dwie kolejne z torby. Byli więc przekonani, że mają właściwą kasetę.

Jak funkcjonariusze pana traktowali?

Katastrofa musiała nimi bardzo wstrząsnąć. byli dla mnie uprzejmi i grzeczni. Nawet żartowali, mówiąc, że pójdę do więzienia i szybko z niego wyjdę. W końcu jednak przyszedł jakiś pułkownik i zaczął mnie wypytywać, skąd jestem, jakim sposobem się tutaj dostałem.

Tymczasem na nagraniu…[7:15”] słychać i widać wyraźnie jak Służba Ochrony zabiera Wiśniewskiemu… kamerę wraz z całą torbą.

Na cziewo wam eta kamiera?

Pyta Wiśniewski, ale i tak mu ją wyszarpują. Widać też, że kamera dalej nagrywa mimo że zostaje wsadzona do torby, Wiśniewski nie mógł więc wcześniej wyciągnąć kasety… Pod koniec słychać jak głos tłumaczącego się Wiśniewskiego staje się coraz cichszy, tak jakby go oddciągali od torby z kamerą.

No i po co te kłamstwa, panie Wiśniewski? Jak pan naprawdę odzyskal nagranie?

Pomogli panu polscy dyplomaci czy dał pan w łapę?

Voltar, Acontrario.pl

Update 1.

W innym wywiadzie [3] Wiśniewski mówił nieco szerzej o okolicznościach zatrzymania:

Wiśniewski mówił też posłom o okolicznościach zatrzymania go przez rosyjskie służby 10 kwietnia. Podkreślił, że rosyjskim funkcjonariuszom towarzyszył polski dyplomata. – Rozmowa była dość krótka. Przedstawiłem się kim jestem, powiedziałem, że jestem dziennikarzem, mam akredytację. Zapytali się polskiego dyplomatę, czy wie kim jestem. Powiedział: „

nie znam tego człowieka, proszę go aresztować, zabrać mu i zniszczyć sprzęt”

– relacjonował.

Pracownik TVP podkreślił, że polski dyplomata nie przedstawił się. Opisał go jako człowieka po pięćdziesiątce, z krótkimi szpakowatymi włosami, średniej budowy ciała, w beżowym płaszczu.

Kim jest PAN w BEŻOWYM PŁASZCZU ?

Naszym zdaniem to prawdopodobnie Ambasador Bahr.

(a nie Tomasz Turowski, który był w czarnym płaszczu).

Xx3

Xx4

Update 2.

Dzisiejszy (25.02.2011) Nasz Dziennik [4] donosi, że S. Wiśniewski rozpoznał dyplomatę, który żądał konfiskaty i zniszczenia jego sprzętu:

– Tak, to zdaje się ten człowiek, nawet krój płaszcza się zgadza – mówił Sławomir Wiśniewski, reporter TVP, kiedy pokazaliśmy mu zdjęcie ze Smoleńska z dnia katastrofy rządowego tupolewa na Siewiernym. Według relacji Wiśniewskiego, to właśnie ta osoba miała powiedzieć rosyjskim funkcjonariuszom, żeby zabrali mu kamerę i zniszczyli ją wraz z nagraniem. Jak ustalił „Nasz Dziennik”, mężczyzna na fotografii to

Grzegorz Cyganowski, II sekretarz Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie.

dodajmy: członek Klubu ROTARY Sobieski w Warszawie [5].

Wiśniewski mówi o grupie polskich duplomatów. Sprawdźmy więc kto oczekiwał na płycie lotniska:

Obecni na Siewiernym 10 kwietnia rano, przed planowanym przylotem Tu-154M z Warszawy:
1. Jerzy Bahr, ambasador RP w Moskwie
2. Tomasz Turowski, ambasador tytularny
3. Grzegorz Wiśniewski, attaché wojskowy
4. Mirosław Czarnota, zastępca attaché wojskowego
5. Stanisław Łątkiewicz, radca
6. Emilia Jasiuk, I sekretarz
7. Wioletta Sobierańska, radca
8. Grzegorz Cyganowski, II sekretarz
9. Justyna Gładyś, III sekretarz
10. Andrzej Lasocki, starszy inspektor
11. Gerard Kwaśniewski, inspektor
12. Artur Geisel, inspektor
13. Marek Kusak, kierowca attaché wojskowego
14. Aleksandr Slepian, kierowca
15. Wasilij Subbotin, kierowca
16. Jurij Simogutin, kierowca
17. Jarosław Drozd, konsul generalny w Sankt Petersburgu
18. Krzysztof Czajkowski, konsul generalny w Irkucku
19. Dariusz Górczyński, naczelnik wydziału Federacji Rosyjskiej w Departamencie Wschodnim MSZ

Jak pamiętamy S. Wiśniewski mówił na komisji Macierewicza, że ma „wojskowe pochodzenie”. Co mial na myśli? Pracę w służbach? Jest krewnym Grzegorza Wiśniewskiego?

[1] http://www.rp.pl/artykul/460798_Widzialem__spadajacy_samolot.html

[2] http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974

[3] wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,W-Lesie-Kabackim-byly-gorsze-rzeczy-niz-w-Smolensku,wid,13166012,wiadomosc.html

[4] http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110225&typ=po&id=po21.txt

[5] rotarysobieski.org/Czlonkowie.html

Źródło: http://acontrario.nowyekran.pl/post/4194,wystrzalowy-material-s-wisniewskiego-cz-2
KOLEJNE MATACZENIE AGENTURY W ZBRODNI SMOLEŃSKIEJ

Przedwczoraj SBckie TVN jako pierwsze źródło podało informację o „sporze” między gen. Błasikiem a pilotem zlikwidowanego TU-154 w sprawie jakoby odmowy startu przez pilota Protasiuka z uwagi na złą pogodę w Smoleńsku. Tak ważna informacja ukazuje się dopiero po 10 miesiącach, w dodatku piloci ani słowem nie komentują sporu na tak zasadniczy temat mimo że spory z przełożonymi o byle błahostki są komentowane. ( Przez rok czasu służyłem w jednostce lotniczej, mieszkałem, latałem z pilotami i to w czasach dyscypliny jeszcze tzw. „stalinowskiej”, a więc dobrze znam realia) Z rozmów między pilotami jasno wynika że nie mają żadnych informacji o stanie pogody w Smoleńsku. Ale nagle ni stąd ni z owąd „znajduje się” „świadek” tego „sporu” – świadek tego samego typu jakiego po paru tygodniach poszukiwań znaleziono na sobowtóra Mieczysława Wachowskiego – „Bolkowego” SBckiego opiekuna którego sobowtór zastąpił na ujawnionym zdjęciu ze szkoły SBcji. Ta sama metoda, ten sam cel – zamataczyć sprawę w momencie kiedy musi być podane do informacji publicznej stanowisko nie”rządu”. Kiedy prześledzimy cały cykl wydarzeń, „komentarzy” komentatorów na pierwszy rzut oka zaliczających się do agentury GRU, wyraźnie zarysowuje się kierunek skąd pochodzą takie „informacje” i dlaczego tak, a nie inaczej zachowują się przedstawiciel nie”rządu” mimo ze trochę wcześniej zajmowali zupełnie odwrotne stanowisko. Mówię tu o zmianie stanowiska „premiera” – JPNiAJ – kiedy to już w trakcie wizyty w BBN byłego gen. KGB, a obecnie jednego z najbliższych współpracowników Putina, Nikołaja Patruszowa, wraz „delegacją” dużej liczby podobnych jemu przedstawicieli rosyjskich, „premier” JPNiAJ nagle zmienił zdanie o raporcie MAK. „Odwiedziny” m.inn. szefa FSB następczyni KGB i to w BBN kierowanym przez absolwenta kursu Akademii Sztabu Generalnego w Moskwie pod nadzorem GRU gen St. Kozieja, a którego z kolei szefem jest JNiTAJ ścisle powiązany z WSI służbowo jeszcze podlegającej GRU, nie są przypadkowe – „pańskie oko konia tuczy” – przypomnienie podległym „czynownikom” gdzie ich miejsce. I jak widać od razu poskutkowało. ALE POLSKA TO NARÓD POLSKI, A NIE TYLKO NIEWIELKA ZGRAJA AGENTURY I ŻYDOKOMUNY NAWET JEŻELI OKUPUJE BEZPRAWNIE URZĘDY PRZEZNACZONE DLA POLAKÓW !!! – A Naród nie „kupił” i nie kupi bajek o „naciskach”, „kłótniach” i tym podobnych agenturalnych wymysłach bandyctwa agenturalnego odpowiedzialnego za tę zbrodnię tuszowaną identycznymi metodami jak zbrodnię katyńską. Rosyjski wizytator nie bez powodu wizytował BBN, być może to właśnie on był „projektantem” tej zbrodni. To on w 2006 roku oskarżał Polskę – a więc tych ludzi którzy zginęli – o uaktywnienie naszych „służb” w Rosji, i to on był wówczas odpowiedzialny za kontrwywiad w Rosji, a mając do dyspozycji u nas jeszcze komuszą agenturę, zlecił im przygotowanie zbrodni. Widzimy przecież tam agenta T. Turowskiego – przyjaciela „prezydenta” JNiTAJ – jako „przygotowującego” wizytę Prezydenta L. Kaczyńskiego, a ściągniętego tam parę tygodni wcześniej jako dobrze znającego realia rosyjskie – nie dziwota, w GRU „dobrą”szkołę przeszedł. Samo techniczne wykonawstwo zbrodni nie ma większego znaczenia, prawdopodobnie było parę „zabezpieczeń” na „niezawodność” wykonania zbrodni, a wersja wieży i służb na lotnisku jest tylko kolejną – po „naciskach”, „kłótniach” i tym podobnych insynuacjach – zadymą mającą ukryć prawdziwych organizatorów i rzeczywiste okoliczności śmierci 96 Polaków. Samolot upadając na podmokły grunt wbija się w niego w całości, a nie rozlatuje się w drobniutkie kawałki jakby hartowane szkło spadło na kamień. To są fragmenty rozerwane wybuchem od wewnątrz, dlatego też nie ma na miejscu kokpitu który podmuchem został gdzieś zniesiony. Czas to na pewno udowodni i tę zbrodnię tak jak udowodnił zbrodnię Katyńską i odpowiedzialnych za nią też. Ja mam prawie stu procentową pewność że za tą zbrodnią stoi GTW (grupa trzymająca władzę spotykająca się w Londynie) na zlecenie KGB/GRU (niezależnie jak to się dzisiaj nazywają) – w tej mojej wersji jest jeszcze wątek śmierci Prezydenta Kaczorowskiego, ale o tym może za parę lat.
ZBRODNIARZE DZISIAJ OKUPUJĄCY POLSKĘ NIE LICZCIE NA ZAPOMNIENIE CZY ZAGMATWANIE ZBRODNI – MY WIEMY KTO ZA NIĄ JEST ODPOWIEDZIALNY !!!

Marek Chrapan

http://ndb2010.wordpress.com/

Posłuchaj wywiadu z ambasadorem Turowskim na temat katastrofy smoleńskiej w rosyjskim radiu online Finam.fm:


Doradca rządu RFN dziękuje Bogu za katastrofę smoleńską

http://bielszym.nowyekran.pl/post/2505,doradca-rzadu-rfn-dziekuje-bogu-za-katastrofe-smolenska

http://www.telewizja.124.pl/index2.html
Katastrofa w Smoleńsku.

Śpij kolego w ciemnym grobie,
Niech się Polska przyśni tobie.

Pamiętamy też o całej załodze Tu-154M.

Mjr. pil. ROBERT MAREK GRZYWNA
Chor. ANDRZEJ MICHALAK
Por. pil. ARTUR KAROL ZIĘTEK

Cześć Ich pamięci!

P1420566

Ten wpis został dodany w 24 Luty 2011 @ 19:37 i znajduje się w kategorii smoleńsk. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 kanał. możesz napisz odpowiedź, lub trackback z Twojej własnej witryny.
Like
Be the first to like this post.
Odpowiedzi: 3 to “Ostateczna rozprawa z hipotezą katastrofy lotniczej”

alexirin powiedział/a
19 Luty 2011 @ 15:41

-PiSowcy są przekonani o tym, że wydarzenia w Smoleńsku są winą Rosji i koniec. Wszelkie próby dyskusji z tym elektoratem kończą się na zwyzywaniu mnie od agentów WSI, agentów GRU, zwolenników PO i innych śmiesznych partyjek / organizacji / agentur.
-jednocześnie skrajnie naiwna wiara w to, że „instytucje europejskie”, „społeczność międzynarodowa” czy wręcz faszystowski, judeocentryczny żandarm ? NATO ? pomogą PiSowcom rozwikłać zagadkę smoleńską. No drodzy państwo, wybaczcie, ale jeśli ktokolwiek wierzy że judeocentryczne NATO tu coś pomoże, to robi z siebie idiotę. Zawsze mówiłem to, iż sprawa „katastrofy” smoleńskiej to brudna, międzynarodowa gra interesów i służb specjalnych, w której Polska nie ma żadnych sojuszników. Jesteśmy sami ? znikąd pomocy.
-szczytem chamstwa była chęć partii PiS do przekazania śledztwa globalistom / judeocentrykom z Kongresu USA. Z tego samego Kongresu, który w rażący sposób sfałszował śledztwo w sprawie zamachów 11 września.
-głównym celem propagandy PiSowskiej rozwiedki jest to, aby zatuszować czynnik amerykański i izraelski w wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku i zwalić całą winę na Rosję, korzystając z tradycyjnej rusofobii części społeczeństwa.

Jak to jest, że gdzie tylko pojawiają się PiSowcy, to od razu pojawia się histeria, harakterystyczne zacietrzewienie i brak zgody? Jako przykład podam Konrada prowadzącego blogi pod szyldem „NDB 2010″. Zaczął bardzo obiecująco, z grubej rury. Sformułował on ekspercką analizę sfałśzowania sygnału z radiolatarni NDB przy jednoczesnym zastosowaniu bomby paliwowo powietrznej. Jednak później stał się typowym, nawiedzonym i rozhisteryzowanym PiSowcem. Brrr, jak ja nie znosze czegoś takiego… Zajął się po prostu politykowaniem, skłócaniem obozu niezależnych śledczych i bluzganiem ludzi. Krótko mówiąc ? poprzez kontakty z PiSowcami totalnie stracił twarz i wyrobioną wcześniej markę. Stał się innym, gorszym człowiekiem. Pamiętam jego ciekawe, spokojne i merytoryczne wpisy jeszcze z czasów, gdy nie był zainfekowany kaczystowską formą faszyzmu. Co się stało z tym człowiekiem? Co się do cholery dzieje z tymi ludźmi, że przechodzą taką szokującą przemianę po infekcji wirusem kaczyzmu?
Tak pytam, bo to dotknęło i dotyka również mnie. Od sierpnia 2010 roku mam „oczy szeroko otwarte”. Przestałem się okłamywać, przestałem racjonalizować i usprawiedliwiać coraz to nowe wybryki czy jawne gnojstwa Jara Kaczyńskiego i innych PiSowców. Powiedziałem sobie: koniec z tym, tak dalej nie można..
Co się okazało? Część z moich dotychczasowych sojuszników na portalu onetu opuściła mnie, choć moje poglądy de facto się nie zmieniły. Nie stałem się przecież zwolennikiem innej partii, nie zmieniłem swoich antysystemowych poglądów, nie wyrzekłem się naszej wiary. Dla tych ludzi wartość człowieka mierzy się tym, czy popiera on PiS czy nie. To naprawdę smutne, ale to miało realnie miejsce.
W USA tamtejsi niezależni, zrzeszając się w dużą grupę, przeprowadzili jedno niezależne śledztwo w sprawie zamachów z 11 września 2001 roku. W Polsce miało miejsce kilka niezależnych śledztw dotyczących 10 kwietnia. Dlaczego? Ano dlatego, że PiSowcy i ich agentura tak skłócili obóz niezależnych, niektórych ludzi besztając i spotwarzając, że jedno śledztwo dużej grupy osób byłoby niemożliwe.

Cyt. „Mgr inż. lotnictwa Krzysztof Cierpisz próbuje rozwikłać aspekt techniczny katastrofy 10 IV. Opublikował mocne analizy szczątków Tu 154 – 101, roznoszące w proch raport MAK. Nie dziw, że wzmocniono ataki na niego. W ponizszym tekście, gdzie pisze o sobie po nazwisku, Cierpisz wymienia 2 osoby, które ostatnio (bo były ataki nań w Newsweeku i GieWu) wyróżniają się dziwnym zachowaniem. Jedna z osób (oznaczona przez Cierpisza NDB 2010) karmi widownię agit – propagandą przeciw Cierpiszowi: „a wiesz jaki jest jego pogląd na katastrofę i motywacja jego twórczości? Podpowiem ci. Głównym motywem jego twórczości jest obrona Rosji i W. Putina przed wrobieniem Rosjii w sprastwo zamachu”. (…)
Cierpisz pisze poniżej, że PiSowski bloger Free Your Mind splagiatował jego myśli. Podobny przypadek miał Konrad ?In? na początku, gdy jego hipotezę (nawet kawałki tekstu!) propagował na necie jako swoją niejaki BlackHawk. Myślę, że od początku mamy do czynienia z (b. nieudolną i żenującą) robotą służb, które próbowały zainstalować się wśród wiodących analityków, by później móc siać dezinformacje i chaos. To świadczyłoby o udziale ?polskich? służb w przygotowaniu 10 IV 2010! Może warto zgłębić to…
Obserwuję od czasu 10 IV interesujące zjawisko. Konrad ?In? (czyli NDB 2010) deklarował trzymanie się wątku technicznego, z czego powinien był wyniknąć sprawca 10 IV. Pisał o tym na Grypa666. Konrad skończył niechlubnie, wbrew obietnicom: z silnej analizy technicznej przeszedł szybko na politykowanie, tracąc wiarygodność (przynajmniej u mnie). Natomiast Krzysztof Cierpisz zaczął chwiejnie, by w końcu przejść przez proces odwrotny: jego analizy stoją mocno na technicznej podstawie, a wątek sprawców i polityki dodają mu przeciwnicy”. Źródło http://grypa666.wordpress.com/

Szczegóły działania dezinformatorów (Free Your Mind, NDB 2010) przystępnie opisane, znajdziecie tutaj. http://zamach.eu/110217/Untitled_1.htm Po tym, co tutaj znalazłem, usuwam linka do bloga NDB 2010 ze swojej strony.
Dalsze dezinformacje blogera Free Your Mind:
Cyt. „?9 kwietnia 2010 roku Dyżurna Służba Operacji Sił Zbrojnych RP przekazała do Centrum Operacji Powietrznych w Warszawie informacje o zagrożeniu atakiem terrorystycznym jednego z samolotów Unii Europejskiej?.
Była podawana w ostatnich wiadomościach TVP1, TVP2, TVP Info, wisiał w telegazecie. Następnego dnia komunikat podały pozostałe media lecz nie rozwinęły go zajęte już tematem głównym, porażającym newsem.
Po Katastrofie nad komunikatem zapadła dziwna cisza. Nikt nie próbował analizować skąd się wziął, jakiego to samolotu miał dotyczyć, co to miałoby być za zagrożenie ? Po prostu komunikat podano i tyle. Kto go zauważył i dla kogo był przeznaczony ? Komunikat podano nie nadając mu jakiegoś szczególnego charakteru. Nie epatowano grozą. Nie nawiązano do mającej mieć miejsce w dniu następnym wyjeździe Narodowej Delegacji na obchody 70 ? lecia Zbrodni Katyńskiej. Ogłoszono i tyle.
Są zdania / bloger Free Your Mind /, iż komunikat ten był utajniony. Śmiem temu przeczyć ponieważ sam go słyszałem w dziennikach TV a potem zauważyłem w telegazecie. Był tam np. ok. godz. 04.00, 10 kwietnia 2010″. źródło http://dzieckonmp.wordpress.com/2011/01/27/zamilczany-tajemniczy-komunikat/

Zwróćcie uwagę, iż bloger Free Your Mind publikujący na pro ? systemowym salonie 24 podawał w wątpliwość jawny charakter tego komunikatu. Człowiek ten jest znany ze swojej szerokiej sympatii do pro – amerykańskiego PiSu. Nie chcę mu nic zarzucać, ale czy takie działanie nie jest po prostu czystej wody dezinformacją? Wbrew pozorom w dalszym e ? śledztwie prowadzonym przez internautów ten niepozorny komunikat z 9 kwietnia 2010 roku może okazać się bardzo ważny. Nikt tego nie wie, czy nie będzie on miał w jakiejś tam sprawie, która przypadkiem wyjdzie na jaw, przełomowego znaczenia. Podobnie było podczas śledztwa w sprawie zamachów 11 września, niesłusznie przypisanych pastuszkom kóz z końca świata, gdzie nie ma nawet dróg kołowych, co dopiero mówiąc o wysokiej technologii. Wtedy służby specjalne wiedziały jeszcze przed 11 września, że coś jest planowane. Media także informowały..jarek_kefirek

Dlaczego człowiek, który donosił komunistom na Papieża zrobił w III RP karierę dyplomaty?

Funkcjonariusz SB w służbie III RP?

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ciekawostki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s