Bez strachu

Słowo wstępne do książki „Bez Strachu”, autorstwa – Albina Siwaka [wydanie II, tom I, Wa-wa 2009].

Zamieszczamy najciekawsze fragmenty z w/w książki, w większości są to fakty, których w historii obecnej trudno się doszukać. Są ukrywane, przemilczane względnie podawane w zmienionej formie. A jak bardzo „elitom” zależy, by nie przedostawała się prawda do społeczeństwa polskiego, zacytuje tu słowa Marka Borowskiego, skierowane do autora – znajdujące się na początku tej książki. Oto co pisze Albin Siwak:

„W październiku 2004 r. ówczesny marszałek Sejmu RP, Marek Borowski [Berman] zaproponował mi wydanie książki „Trwałe ślady” w ilości 50 tys. egzemplarzy i 2 zł od sztuki, ale pod warunkiem, że usunę z niej wszystkie niekorzystne opisy o Żydach [o obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego]. Odmówiłem. Bardziej szczegółowo opisałem tę sprawę w rozdziale pt. „W Sejmie i w życiu” [„Bez strachu” str. 284].

„BEZ STRACHU” – WSTĘP [CZĘŚĆ I]

Szanowny Czytelniku!

Większość ludzi, otwierając nową książkę, pomija przedmowę. Uważają, że czytanie wstępu to strata czasu, bo i tak z książki dowiedzą się, co autor chciał czytelnikowi przekazać. Myślę jednak, że jeśli idzie o tę właśnie książkę, przedmowa jest w niej najważniejsza i wyjaśnia dlaczego w ogóle została napisana. Pokazuje, jakie argumenty i zdarzenia, jakie decyzje różnych ludzi i formacji politycznych stały się przyczyną napisania tej książki. A jest tych wydarzeń bardzo dużo i szkodą dla ludzi byłoby, szczególnie dla młodych pokoleń, gdyby nie poznali historii, w dodatku niezbyt odległej. Uważny czytelnik powie, że autor nie powinien zajmować się historią, że są od tego ludzie z tytułami: doktorzy nauk, profesorowie, historycy. Teoretycznie tak. Oni właśnie powinni zająć się historią i obiektywnie, bez naginania faktów dla potrzeb jednego czy drugiego ustroju, pisać tę historię i przekazywać młodzieży. Ale tak nie jest. Każda formacja polityczna ma swoich historyków i oni, na potrzeby tej formacji napiszą taką historię, która danym politykom odpowiada. W dodatku ponad tymi formacjami politycznymi są pracujący dla nich ludzie, którzy pilnują, by tak kształtować historię, żeby ich ideologia, racja stanu, bohaterowie i hasła znalazły się na sztandarach.

W oparciu o moje liczne spotkania z ludźmi, organizowane przez różne kluby, związki i domy kultury, śmiało mogę powiedzieć: całe pokolenia młodych Polaków nie znają historii swego kraju. I nie dlatego, że nie chcieli się jej nauczyć lub nie posiadają odpowiedniego wykształcenia. Chcieli się uczyć, mają wykształcenie, często tytuły naukowe, ale od zakończenia II wojny światowej do tej pory żadne szkoły, ani uczelnie wyższe nie uczyły i nie uczą prawdziwej, rzetelnej historii.

Zdarza się, że w domach dziadkowie mówią o tej historii i przekazują ją wnukom, ale to rzadkość. To wyjątkowi ludzie, którzy zapamiętali fakty i potrafią je przekazać. Zdarza się, że spotykam ludzi, którzy różnymi sposobami i drogami zdobyli dobrą historyczną literaturę, posiadają prawdziwą wiedzę o ostatnim stuleciu, ale jest ich mało i są za tę wiedzę tępieni.

Moje życie było bardzo bogate w wydarzenia i decyzje, gdy znajdowałem się na wysokich szczeblach władzy. Znałem wielu ludzi, do których zwykły człowiek nie miał dostępu. Sposób życia i prostolinijność oraz szczerość potrafiły mi ich zjednać. Pozyskiwałem ich zaufanie i mogłem prowadzić z nimi szczere rozmowy. A był to czas, gdy również najwyżsi rangą działacze bali się mówić prawdę. Dziś mógłbym nie pisać o wielu z nich, gdyż moi przeciwnicy zaraz dorobią do tego historię, że była to zdrada, i że przyznawanie się do tych znajomości to hańba, bo to byli nasi najeźdźcy i ciemiężyciele. Ale i oni właśnie, gdy zaufali mi i gdy szczerze rozmawialiśmy, to mówili:

„Nam, Rosjanom jest przykro, że oceniacie nas tak źle. To nie my nadaliśmy rewolucji te hasła i nie my ustanowiliśmy prawa i represje. Jesteśmy tak jak i wy Słowianami i powinniśmy żyć w zgodzie”.

Ale to nie Słowianie zrobili rewolucję i nie Słowianie milionami mordują Rosjan. W gułagach i na zsyłkach – może niejeden zapytać, to kto? Właśnie – Żydzi nie siedzą. To oni nas wsadzają i wydają wyroki. Gdy im mówiłem, że sam widziałem Rosjan w NKWD i że nie sami Żydzi są odpowiedzialni za te represje, odpowiadali mi:

„Tak, masz rację. Zawsze znajdą się ludzie, którzy dla kariery zdecydują się na współpracę. Ale czy wy, Polacy, w czasie okupacji hitlerowskiej nie mieliście zdrajców na służbie u Niemców? Było ich wiele tysięcy, bo po wojnie dokładnie ich liczono. A jak carska Rosja wami rządziła i okupowała wasz kraj to nie było wielu tysięcy zdrajców, którzy pracowali dla cara? Nawet wasi biskupi, po odzyskaniu niepodległości, byli sądzeni za zdradę, a nawet wykonywano na nich wyroki śmierci. Sami Żydzi dzielili się na tych co idą na śmierć i tych, co ich dozorowali i bili. Przykładem jest getto łódzkie, gdzie policja była formacją żydowską.

W każdym narodzie byli zdrajcy i zawsze będą. U nas, Rosjan, też byli w czasie wojny zdrajcy, mimo że w każdej chwili groziła im śmierć z rąk partyzantów. A w czasie, gdy władzę zdobyli Żydzi, to zdrajcy nie tylko że niczego się nie obawiali, ale to oni ferowali wyroki śmierci i żyli jak władcy niezagrożeni, a odwrotnie: – nagradzani”. „Myślisz, że nie chciałbym żyć w kraju, gdzie sami sobą byśmy rządzili?” – mówił mi wiele razy Maszerow.

Podobne rozmowy prowadziłem z marszałkiem Kulikowem i Piotrem Kostikowem. Trzeba by robić teraz nową, rosyjską rewolucję i obalić rządy Żydów – mówili, ale zaraz dodawali: „To obecnie niemożliwe, czuwają nad tym dobrze, mają we wszystkich strukturach władzy swoich ludzi, za samą taką rozmowę stracisz głowę“. „Przecież – mówił Maszerow – w czasie rewolucji państwa zachodnie, a szczególnie USA, posiadały dobrą wiedzę kto robi u nas rewolucję. Prezydent Woodrow Wilson powiedział w swoim orędziu w 1919 r., że rewolucja w Rosji to czysto żydowska rewolucja. Opanują całą władzę i zemszczą się na cerkwi rosyjskiej oraz inteligencji“. I tak właśnie się stało.

Ja, Albin Siwak, mam ważne powody, żeby nie zabrać do grobu tego, co wiem i co usłyszałem od wielu mądrych ludzi pełniących różne funkcje partyjne i wojskowe. Wiem, że czytelnik może to potraktować, za chwalenie się znajomościami i układami, ale ja nie zabiegałem o te znajomości i układy. Wiem, że moi przeciwnicy wykorzystają to, żeby zrobić ze mnie zdrajcę i osobę zhańbioną takimi znajomościami. Przecież mógłbym o tym nie pisać, nie ściągać na swą głowę słów pogardy, ale uważam, że należy dać świadectwo prawdzie. Jeśli tacy ludzie jak ja nie napiszą, to napiszą to inni, pod dyktando Żydów. Ważne powody, które skłaniają mnie, by o tym napisać, to przede wszystkim fakt, że mało jest ludzi lub nie ma ich wcale, którzy by swą wiedzę posiadali od ludzi wiarygodnych. A przecież ojciec mój nie miał powodów, by kłamać, gdy wiele razy opowiadał mi o różnych ważnych wydarzeniach. Jego dwaj rodzeni bracia też nie. Wierzę im, gdyż potwierdziły to inne źródła.

Ojciec mój służył dwadzieścia jeden lat w carskiej armii. Jego bracia też (jeden dziewiętnaście, drugi szesnaście). Służyli przed, w czasie i po rewolucji. Byli świadkami wielu wydarzeń historycznych, które były i są przekręcane na potrzeby różnej maści polityków i formacji politycznych.

Ponadto życie i moja funkcja pozwoliły mi poznać wielu Polaków, których rodziców car zesłał z Polski na Sybir, a ich dzieci później były rozwożone po całym Związku Radzieckim zgodnie z potrzebami gospodarki i wojska. Ludzie ci przeżyli wiele tragedii i byli świadkami wielu zbrodni, a także ludobójstwa. Obok nich likwidowano tzw. wrogów Związku Radzieckiego, podciągając pod ten zarzut inteligencję rosyjską i każdego, kto miał odwagę mówić prawdę.

Piszę to jako Polak i patriota. Nie mogę obojętnie patrzeć jak Żydzi przekręcają historię Polski Ludowej, ustroju, który to sami stworzyli i w którym rządzili, sądzili i skazywali na śmierć. Jak z katów robią ofiary, jak również z katów robią zasłużonych i prawych obywateli, kryształowych i uczciwych. A tak nie było, ani w czasie rewolucji październikowej, ani przez cały czas do śmierci Stalina.

To nie tysiące Rosjan zostało zesłanych na ciężkie roboty, to miliony jak obecnie szacują Rosjanie. W Polsce też nie chodzi o tysiące. Sama wschodnia Polska, czyli Kresy, to setki tysięcy Polaków wywiezionych w głąb Rosji. Okres Polski Ludowej to również czas zbrodni na polskich patriotach. Nawet samego Gomułkę uwięzili i szykowali mu proces o zdradę. A ilu przyjaciół Gomułki siedziało, ilu miało zasądzone wyroki śmierci. Cóż więc mówić o zwykłym akowcu. Dziś nagłaśnia się to, a polscy działacze partii prawicowych naśladują i pochlebiając żydowskim kolegom nie mówią: „To komuna mordowała naszych ludzi”. Nie! Nie zająkną się, że sędziowie i kaci to byli Żydzi. MSW było całkowicie w ich rękach.

Teraz odwraca się kota ogonem. Tak samo jest z mordowaniem Żydów czasie wojny. Ileż to artykułów dotyczyło tego, że to Polacy i polskie obozy, i że to właśnie tam ginęli Żydzi. Tomasz Gros opisał w „Sąsiadach”, że to Polacy wymordowali Żydów w Jedwabnem. A jeszcze przecież żyją świadkowie. Cóż będzie, gdy ich zabraknie? Okaże się, że to Polska wywołała II wojnę światową, że Polacy mordowali Żydów.

Nie można patrzeć i milczeć, jak dobrze rozmieszczeni Żydzi znajdujący się w różnych formacjach politycznych i zajmujący odpowiedzialne stanowiska robią wszystko, żeby skłócić polskie społeczeństwo. I to im się dobrze, udaje.

Żadna formacja polityczna, żadna ekipa rządząca, jakie do tej pory znajdowały się u władzy nawet nie próbowała budować zgody narodowej. Cały ich wysiłek idzie na to, by skłócić polskie społeczeństwo, żeby podzielić i poustawiać Polaków po różnych stronach barykady politycznej. Wiedzą dobrze, że takim skłóconym i podzielonym społeczeństwem łatwo jest rządzić. I ten fakt jest bardzo groźny, bo sytuacja w Polsce wymaga już od bardzo dawna zgody narodowej.

Żydzi po mistrzowsku doprowadzili do tego, że w społeczeństwie brak jest instynktu samozachowawczego. Całymi latami wtłaczają do głów Polaków takie filmy i wiadomości, żeby otumanić społeczeństwo. Proszę tylko pomyśleć, jak nagłaśnia się i to wiele razy na wszystkich kanałach, parady gejów i lesbijek. Idą w tych pochodach przywódcy partyjni i popierają manifestacje i żądania „kochających inaczej”. Głośno jest na ulicy w sprawie nienarodzonych – a w Sejmie inne ustawy są mniej ważne niż ta o której wyżej.

Na potwierdzenie tego, co piszę: Polskie Radio Program I, w dniu 5 maja 2007 r. o godzinie 9.00 w wiadomościach nadaje apel do posłów i polityków. „Połączcie swe siły i nie patrzcie na podziały polityczne. Sprawa jest najpilniejsza i najbardziej potrzebna w Polsce”.

– O co chodzi? Oto do sądu wpłynęło 170 spraw o odzyskanie majątków. Są to spadkobiercy Niemców, którzy do II wojny światowej byli właścicielami tych gospodarstw, ale nie osiedlają się na nich, tylko je sprzedają i to nie Polakom, za duże pieniądze. Przypominam – mówi dziennikarz, że już ponad tysiąc gospodarstw spadkobiercy ci odzyskali i sprzedali na Warmii i Mazurach, ale naszym posłom, jak wielu ludzi mówi, ta sprawa jest obojętna. Mają oni własne, pilniejsze problemy. Problemy sprowadzające się do tego jak unurzać przeciwnika w błocie i skompromitować go w oczach ludzi, jak odebrać emerytury komuchom z MSW. Ale komu je odbiorą, jeśli propozycja ich przejdzie w Sejmie? Odbiorą nielicznym Polakom, którzy zostali w Polsce, bo 90% oprawców bierze wysokie emerytury, siedzi w Izraelu i śmieje się z tych zabiegów. Śmieją się, bo nasi przywódcy nie zrobią krzywdy swym braciom rozrzuconym po Zachodzie. – Odebrać oczywiście należy, ale oprawcom i katom Polaków, a nie nielicznym uczciwym ludziom, bo tacy też tam pracowali.

Wolińska, Michnik oraz cała masa funkcjonariuszy SB wiedzą, że mają w Polsce dobrą obronę, a na państwo Izrael nikt ręki nie podniesie. Prasa w Polsce pisała, że Żydzi zażądali 15% wartości tego, co utracili, a nasi przywódcy oświadczyli, że należy im się nie 15% a 50% wartości utraconych majątków.

Trybunał w Brukseli 2 i 3 maja 2007 roku nagłaśnia, że upomina rząd polski, który łamie prawa człowieka, bo nie pozwolił manifestować gejom i lesbijkom. Ale o najważniejszej dla Polaków sprawie cicho. Żaden polityk, żadna grupa społeczna nie wyszła na ulicę, żeby wymusić na Sejmie i rządzie uregulowanie własności na tzw. Ziemiach Odzyskanych.

Telewizja w Polsce pokazała w marcu 2007 r., że tysiąc polskich rodzin na Mazurach zostaje wyrzuconych z gospodarstw rolnych. – Ale, czy tragedia polskich rodzin obchodzi Żydów i ich popleczników? NIC.

I tu nasuwa się pytanie, czyżby polskie społeczeństwo całkiem już zgłupialo? Idą na ulice w sprawach, w których porządny człowiek spaliłby się ze wstydu, a w sprawach wagi państwowej nie reagują. Tak właśnie prowadzi się barany na rzeź.

Każdy polski rząd ma obowiązek budować zgodę narodową, a celowo tego nie robi. Taka jest brutalna prawda. I w tym miejscu mam prawo i obowiązek bić na alarm, pisać o tym, że to właśnie Żydzi nie szanują polskiego narodu. Wiedzą, że można nami Polakami manipulować, bo jesteśmy, niestety, naiwnym narodem i robią to po mistrzowsku. Dowodem na to co piszę są fakty:

Potomkowie Żydów cały czas odzyskują dawne domy, chociaż odbudowali je Polacy. Ile razy będą żądać odszkodowań? A polscy dziennikarze prześcigują się, pisząc jak bardzo pilna to sprawa – trzeba szybko wynagrodzić straty Żydom.

O Polakach, którzy zostawili swoje mienie i domy za Bugiem nie napiszą ani słowa, że może trzeba by wynagrodzić tę stratę. Tu muszę z podziwem odnieść się do kunsztu i pomysłowości Żydów. Oni to potrafią zrobić doskonale. To jest, jak dobrze rozpisana partytura dla orkiestry. Nikt nie gra dla siebie. Wszyscy w tej samej sprawie, chociaż każdy w innej części świata. Wywołają taką presję, żeby załatwić sprawę po swojej myśli. A niby polscy dziennikarze występują w tej haniebnej sprawie po stronie Żydów. Nie bronią Polaków i ojczyzny. To jest tragiczne […].

[…] Może o wolności religijnej?

Polacy wiedzą, że religia chrześcijańska jest częścią polskiej kultury i to mocno zakorzenionej. Dlatego tak zwalcza się katolicką kulturę, tak kpi się z niej i ośmiesza ją w filmach, sztukach i książkach. Proponuje się rozwiązłość w małżeństwie. W filmach pokazuje się i gloryfikuje modę, że można swobodnie zmieniać partnerów. – Może realizuje się w ten sposób prawo do tożsamości narodowej, o której to nieraz mówił papież? Nie! Przecież to już gołym okiem widać, że na siłę zmierza się do globalizacji… Co to znaczy? Globalizacji państw, a później kontynentów. To znaczy, że wszyscy będziemy obywatelami świata, a nie Polakami czy Żydami – oczywiście pod ich kontrolą.

Chodzi o to, żeby zatracić narodowość i nie kłuć w oczy, że się jest Żydem. Może realizuje się prawo do wolności słowa? To pytam się Polaków, czy ktoś przeczytał w polskiej prasie, że Komisja Europejska zleciła badanie opinii społecznej na świecie: kto i co jest największym zagrożeniem pokoju na świecie? I kto przeczytał wyniki tego badania opinii światowej? Równoległe inna instytucja badała ten sam temat. Zadano to samo pytanie w piętnastu państwach Unii Europejskiej. Z badania opinii światowej, w tym unijnej, wynika, że państwa okrzyknięte zagrożeniem dla świata, czyli tzw. „osi zła” – wcale nie są na czele tej listy. Tak Iran i Korea Północna ze swoimi pociskami atomowymi, jak również Afganistan są na tej liście dalej.

– Pierwsze miejsce w obu badaniach zajął Izrael. Szczególnie Holendrzy i Austriacy podkreślali, że Izrael zagraża, swoją polityką i sztuczkami, pokojowi na świecie. Oba badania miały zbliżony wynik. W badaniu światowym 68% osób uznało, że Izrael stwarza niebezpieczeństwo, a w europejskim także 63% wskazało Izrael.

Oburzyło to ministra Natona Szarońskiego w Izraelu, który publicznie stwierdził że to czysty antysemityzm. Środowiska żydowskie w USA zareagowały histerycznie na ogłoszone wyniki. Z wielu odpowiedzi prasy światowej jasno wynikało, że Izrael zachowuje się jak rozbestwiony i rozpuszczony bachor, roszczący sobie prawo do chuligaństwa światowego i nie liczący się z konsekwencjami tych czynów, a do tego udający pokrzywdzonego i niewinnego.

Ja uważam, że antysemita to człowiek, który nie lubi Żydów. A tu nagle jest inaczej. Antysemita to ten, kogo Żydzi nie lubią.

Ale nie jest tak, że jeśli jakiś naród zrobił narodowi żydowskiemu wielką krzywdę np. holocaust w czasie którego miliony ginęły, jest obecnie zgodnie z prawdą historyczną potępiony. Nie przypomina się światu że zrobiły to Niemcy hitlerowskie. O tym jak najmniej, bo nie można z Niemców robić sobie wroga. Przecież po wojnie kilka razy Żydzi dostali duże odszkodowania. Nie bije się krowy, która daje tyle dobrego mleka.

Ale o Polsce i Polakach mówić można, że to my jesteśmy odpowiedzialni za tę zagładę. Takie żydowskie odwracanie kota ogonem. A kto spróbuje mieć inne zdanie, ten jest antysemitą. Jeśli Żydzi są tak inteligentni i mądrzy, to dlaczego nie wyciągnęli wniosków ze swej historii? Nikt nie wyrzuca ze swego domu przyjaciół, którzy są pracowici, uczciwi i lojalni wobec gospodarza. Czyżby wszystkie państwa, które usunęły ten naród, myliły się w ocenie Żydów? Działo się to na przestrzeni wieków, a nie znienacka i bez uzasadnienia. […]

Albin Siwak

Rozdział XI
Generał Zygmunt Berling

Jako siedemnastoletni chłopak wróciłem z Mazur do War-szawy z marzeniem odbudowy stolicy. Moim drugim prag-nieniem było zostać wojskowym. Ale inwalidztwo całkowicie wykluczało wojsko, o którym mogłem rzeczywiście tylko ma-rzyć. Godzinami patrzyłem na równo maszerujących żołnie-rzy i oficerów. Rembertów, gdzie do dziś mieszkam, to nie tylko poligony i strzelnice, ale przede wszystkim uczelnie wojskowe, czyli kuźnia kadry oficerskiej. I chociaż co jakiś czas z powodów politycznych zmieniano nazwy tych uczelni, to najważniejsza zasada była i jest ta sama: wojsko, musi dobrze strzelać, prowadzić pojazdy itd., nieustannie się u-czyć, bo przecież co pewien czas wchodzą nowe technolo-gie, nowe uzbrojenie, ale wojsko to przede wszystkim lu-dzie których nauczono pięknie chodzić krokiem marszowym. To naprawdę było coś pięknego, gdy pluton czy kompania, a czasami cały pułk, dokonywał zwrotów w marszu i przed komendą „stój” przybijał w ziemię butami, aż ptactwo z po-bliskich drzew uciekało spłoszone hukiem uderzeń zelówek o beton. Przyglądając się wówczas żołnierzom, którzy zape-wne, żeby tak chodzić wylali morze potu, myślałem o tym, żeby w czasach pokoju nauczyć mężczyzn porządnie cho-dzić. Przykro nieraz patrzeć, jak mężczyzna dwudziesto – czy trzydziestoletni nie umie iść jak należy ulicą, powinno się każdego brać na takie przeszkolenie. Ale to były ma-rzenia, zupełnie nie przystające do rzeczywistości.
Nigdy nie pomyślałbym jednak o tym, że w swoim życiu poznam tylu wojskowych i to tak wysokiej rangi. A to, że bę-dą przede mną stawać na baczność i salutować, absolutnie nie przychodziło mi do głowy. Tymczasem każdy służbowy lot samolotem, w kraju czy za granicę, miał to do siebie, że nim weszło się na pokład to dowódca – przeważnie generał, ale niekiedy pułkownik – składali członkowi biura meldunek o sprawności maszyny i celu lotu. Gdy zostałem członkiem Komitetu Centralnego to zdarzało się, i to dość często, że zapraszano nas na różne ćwiczenia i pokazy sprawności naszego wojska. Właśnie w takich okolicznościach pozna-łem generała Berlinga.
Rano pojechałem na lotnisko wojskowe, skąd mieliśmy le-cieć do Szczecina-Dąbia na zakończenie ćwiczeń, obok mnie stała grupa generałów, z którymi się przywitałem, za chwilę doszedł generał Władysław Hermaszewski, rodzony brat pol-skiego kosmonauty, i zameldował generałowi Siwickiemu, że samolot jest gotów do startu.
W czasie lotu generał Berling, siedzący parę foteli przede mną, zaczął się rozglądać, aż po chwili wstał i podszedł do miejsca, gdzie siedziałem z generałem Czyżewskim. Podał nam rękę na przywitanie i spytał, czy może obok usiąść. „Tak, siadaj” – odpowiedział Czyżewski. „To towarzysz Siwak” – przedstawił mnie Berlingowi. „A tak, tak wiem” – powiedział Berling. „Podziwiam was, że nie boicie się tej sfory wred-nych ludzi. Uważnie czytam wasze wystąpienia” – dodał Ber-ling.
„Czemuś od nich odszedł?” – spytał Czyżewski Berlinga, na co tamten odpowiedział: „Za dużo tam cebuli”.
„Co ty mówisz? Cebuli nie jadają, perfumują się i co ty tam czujesz?” – drąży Czyżewski.
„Wacek, ja ci powiem tak. Żeby trzy razy dziennie brali prysznic i obleli się butelką francuskich perfum, to i tak Żyd z nich wyjdzie. Dlatego nie mogę z nimi siedzieć, rozu-miesz?” – dodał Berling.
„Czy nie boisz się tak mówić?” – zastanawiał się Czy-żewski. „A co oni mogą mi jeszcze zrobić. Co chcieli to już zrobili. Zabić mnie chyba się boją” – dodał.

Na platformie, z której oglądaliśmy wystawione pułki i przemarsz wojska, general Berling trzymał się z nami. Tak samo w kasynie i w drodze powrotnej do Warszawy. Gdy po odejściu Berlinga, żegnałem się z Czyżewskim, ten stwier-dził:
„Traf chciał, że rzeczywiście w tej grupie generałów, gdzie usiadł Berling, byli generałowie w większości pochodzenia żydowskiego”.
Później widywałem Berlinga wiele razy, czy to w loży hono-rowej w Sali Kongresowej na różnych uroczystościach pań-stwowych, czy w pochodach pierwszomajowych na trybu-nie. Zawsze zamieniałem z nim parę zdań i miałem wraże-nie, że chętnie ze mną rozmawia. Raz byliśmy obaj wśród zaproszonych gości podczas wręczania awansów na wyż-sze stopnie generalskie i wtedy Berling spytał się mnie, czy ja zdaję sobie sprawę z tego, że jak na razie to ludzie, któ-rzy mają odwagę źle mówić o Żydach, nie wygrają tej ba-talii. Mówię mu, że tak. „Ale ja, krytykując często kogoś, nie wiedziałem, że on jest akurat Żydem – tłumaczę. – Po prostu denerwował mnie sposób, w jaki ten człowiek podchodził do racji stanu. Później dopiero od przyjaciół dowiedziałem się, że ten krytykowany przeze mnie człowiek to Żyd. Ale moim celem wcale nie było krytykowanie Żyda, tylko towarzysza partyjnego który swoimi decyzjami działał na szkodę Polsce.
Przecież na gębie nie mają gwiazdy Dawida i ja nie roz-różniam, kto Żyd, a kto Polak” – odpowiedziałem Berlingowi.
„To źle – stwierdził general. – Poruszacie się po omacku, a wtedy łatwo samemu sobie nabić guza”. Wyjął wizytówkę i powiedział: „Tu jest mój telefon i adres. Zadzwońcie kiedyś i wpadnijcie do mnie do domu”. Po paru dniach zadzwoniłem i zgodził się tego samego dnia mnie przyjąć. W domu ge-nerała olbrzymi pokój pełen był książek i pamiątek z wojny, cały stół i biurko zajęte przez arkusze papieru zapisane rę-cznie. A gdy zauważył, że ciekawie oglądam te zapisane ar-kusze – powiedział: „kończę i przerabiam to, co napisałem”.
Usiedliśmy przy stole i żona generała, pani Maria, przy-niosła herbatę. Berling trzymał filiżankę w ręku i długo mi się uważnie przyglądał. Gdy odezwał się, nie mówił mi „to-warzyszu”, jak do tej pory.
„Panie Albinie, zaprzestań pan wojny z Żydami, bo oni tak to odczytują – powiedział. – Pan, strzelając, jak sam mi o tym powiedział, nie wie nawet, że trafia w Żyda. Ale oni są święcie przekonani, że pan doskonale wie, kim oni są i robi to celowo. Tej wojny z nimi nikt z Polaków nie wygra, a ten problem, musi dojrzeć jak owoc nim spadnie z drzewa.
ONI sami, bardzo pośpiesznie pracują, a przez swoją chytrość i pewność pracują na nowy holokaust, który wcale nie w Polsce wybuchnie. Szkoda pana, bo jeśli zechcą – a widać już, że chcą – to zniszczą pana. Pół Polski uwierzy w wersję, którą o panu puszczą, a panu nie starczy życia, żeby się z tego szamba wygrzebać. Po to poprosiłem pana na tą rozmowę. Ja swoje już przeszedłem i znam ich me-tody i sposoby niszczenia ludzi” – powiedział Berling.

Siedzieliśmy jeszcze z pół godziny, ale generał już mało mó-wił. Byłem przekonany, że on ma rację, że toczę walkę bez perspektywy, bez cienia szansy, że ktoś publicznie przyzna mi rację, nie mówiąc już o zwycięstwie.
Kolejna uroczystość, jaka miała miejsce w Sali Kongreso-wej, odbywała się już bez generała Berlinga. Na jego po-grzebie tych najważniejszych osób, dzierżących władzę, o-czywiście nie było, bo uważali go za swego wroga.
Wszak do wrogów na pogrzeby się nie chodzi, tylko wy-syła sobie wiernych, żeby zobaczyli, czy rzeczywiście zako-pali go porządnie i nie wstanie. Upłynęło trochę czasu i gdy byłem już członkiem biura politycznego i przewodniczącym Komisji Skarg i Interwencji, przyszła do mnie pani Maria, wdowa po generale Berlingu z synem Januszem. „Panie Albinie, zaczęła swą sprawę – jak pan wie, mieszkamy w bu-dynku dla wojskowych. Przysłali pismo, że mamy z synem opuścić ten lokal, ale dają nam nowe mieszkanie. Tyle że syn ma żonę i dwoje dzieci, a ja chciałabym mieć osobno malutkie mieszkanie. Pomóż pan nam, prosimy” – błagała wdowa.
Zawsze, kiedy sprawa dotyczyła generałów, zasięgałem rady czy tylko informowałem o sprawie generała Jaruzel-skiego, który z reguły kazał taką sprawę załatwiać pozy-tywnie. I tym razem tak zrobiłem. Generał Jaruzelski obar-czył mnie przy tej okazji dodatkowym zadaniem: „Sprawę trzeba oczywiście załatwić tak, jak oni sobie życzą, ale mo-żna by od razu załatwić i drugi problem. Berling od paru lat pisał pamiętnik, możemy się tylko domyślać, co tam było. Dobrze, żeby ten pamiętnik nie dostał się w niepowołane ręce. Spróbujcie tak załatwić, żebyście pożyczyli ten pamię-tnik” – polecił mi generał.
Szczerze mówiąc to ja sam miałem od dawna chęć do-wiedzieć się, co general napisał. Sprawę mieszkaniową o-czywiście załatwiłem tak, jak chciała jego rodzina, ale na temat pamiętnika nie miałem odwagi napomknąć. Czułem, że jak tylko pożyczą mi ten pamiętnik to od ręki będę go musiał oddać Jaruzelskiemu. Nie mógłbym tego zataić, bo przecież generał mógłby się dowiedzieć, że pożyczyłem pa-miętnik i nie przekazałem w jego ręce. Myśl o tym, by przej-rzeć notatki Berlinga nie opuszczała mnie jednak i cały czas myślałem o tym jak by je pozyskać do przeczytania. Sprawę ułatwiły mi pewne zdarzenia.

Jednego dnia, gdy odjeżdżaliśmy samochodem spod Komitetu Centralnego, bo miałem jechać do Lublina na konferencję wojewódzką, w tym momencie przyszła pani Maria z kwiatami, aby mi podziękować. Mówię, że nie za-biorę tych kwiatów ze sobą, bo zwiędną i szkoda ich tylko. „Ale odwiedzę panią w tym nowym mieszkaniu” – powie-działem. Kazałem później oficerowi umówić się na tę wi-zytę, ale zaznaczyłem, żeby i syn był z nią wtedy w mie-szkaniu. Gdy zajechałem z kierowcą i oficerem na miej-sce, oboje już na mnie czekali. Zależało mi, by być pod-czas rozmowy bez świadków, więc wcześniej przeprosi-łem kierowcę i oficera. Nigdy nie stosowałem takiej me-tody, żeby tych, co ze mną pracują wypraszać, gdy się spo-tykam prywatnie, chyba że druga strona sobie tego nie ży-czyła, wtedy tak. Zostaliśmy więc sami i zaczęliśmy rozma-wiać jak im się żyje osobno.
Zaczęli oboje mi dziękować i dawali do zrozumienia, że chcieliby jakoś wynagrodzić tak dobrze załatwioną sprawę. „Pani Mario – mówię, pani mąż zapracował nawet na lepsze. Szedł na ratunek Warszawie, a właściwie ludności War-szawy, przekroczył Wisłę. Dał z siebie wszystko, naraża-jąc się w Moskwie”. W tym momencie pani Maria powie-działa:
„Gdyby pan wiedział, jakie mąż miał plany, co chciał zrobić, przekraczając Wisłę. Ale to, co planował nie pa-sowało Berii i Stalinowi do ich koncepcji politycznych. On chciał za wszelką cenę uratować te trzysta tysięcy mło-dych ludzi, którzy walczyli bądź przebywali wtedy w War-szawie”.
„Pani Mario, największą dla mnie nagrodą byłoby prze-czytanie pamiętników męża. Czy moglibyście państwo mi je pożyczyć na tydzień?” – zapytałem. Ale nie odpowiedzieli ani tak, ani nie. „Niech pan zadzwoni do nas za tydzień” – zaproponowali. Nie zdawałem sobie sprawy, w jak powa-żne kłopoty wchodzę przez te pamiętniki. Za tydzień, na po-siedzeniu Biura Jaruzelski mówi:
„Myślałem, że uda się przy okazji towarzyszowi Siwakowi zdobyć te pamiętniki Berlinga. Trzeba je koniecznie od nich uzyskać, zaproponować za nie dużą cenę i kupić. Jeśli nie uda się ich wykupić to innym sposobem, ale trzeba je od nich zabrać”.
I dalej mówił Jaruzelski o Berlingu: „mógł w nich nieprzy-chylnie napisać o Związku Radzieckim za to, że go zdjęto z funkcji dowodzenia frontem nad Wisłą. Prawdopodobnie o wielu polskich generałach napisał źle, bo nie krył się z tym w rozmowach. Gdyby to ukazało się na Zachodzie, mielibyśmy duże nieprzyjemności z tego powodu. W tej sytuacji to za-danie powierzam Kiszczakowi i on musi znaleźć sposób, by je od nich dostać”. Zostało to przez Biuro Polityczne zaak-ceptowane, w tej sytuacji doszedłem do wniosku że nie uda mi się przeczytać tych pamiętników. Ale mądre przysłowie mówi, że jak coś ma wisieć to nie utonie. Tak też było i z tą sprawą.

Mój oficer ochrony zameldował mi, że pani Maria dzwo-niła już kilka razy, gdy nie było mnie w biurze. I rzeczywi-ście wtedy ciężko było mnie złapać w Warszawie. Jeden dzień w tygodniu poświęcałem w gmachu KC na przyjęcia ludzi, z reguły było to wtedy od ósmej rano do 23 w nocy, kolejny poświęcałem na sprawy związków zawodowych w biurze na Mokotowskiej, też do późna w nocy. Trzeci dzień to z reguły zaplanowane konferencje wojewódzkie w kraju, gdzie być musiałem, a pozostałe trzy dni upływały na spot-kaniach z załogami różnych zakładów pracy. Ale na wizycie u pani Marii bardzo mi zależało, więc od ręki poprosiłem sekretarkę o połączenie.
„Panie Albinie – mówiła pani Maria – mąż wynajmował mały letni domek na Mazurach od przyjaciela. My z synem i dziećmi jedziemy tam na sobotę i niedzielę. Zapraszamy pana w ten cudowny zakątek nad jezioro”. Podała mi adres i wyjaśniła, jak tam dojechać. Zakątek okazał się dobrze u-kryty w kompleksie pojezierza Iławskiego. W miejscowości Sarnówek kończyła się droga i dalej dojechałem już grun-tową chłopską drogą do kilku drewnianych domków nad je-ziorem. Ludzie wskazali mi, do którego z nich przyjeżdża czasami pani Maria z synem i wnukami. Po przywitaniu ge-nerałowa mówi do mnie:
„Ja widziałam, jak bardzo pan nabrał chęci przeczytać pamiętniki męża. Pożyczyć ich panu nie możemy ale tu pro-szę bardzo, niech pan sobie czyta. Mieliśmy wizytę od mi-nistra Kiszczaka i chciano je kupić, ale syn się nie zgodził. Pomyślałam, że to znaczy, iż MSW podjęło zgodnie z decy-zją Biura próbę pozyskania i zabezpieczenia tych pamięt-ników. Jak się im to nie udało teraz, to wymyślą coś innego, żeby je posiąść. Panie Albinie, na stryszku mąż miał swój pokoik. Tam spokojnie może pan sobie czytać pamiętniki, ale proszę nie wynosić ich z domu” – zapowiedziała.

Czytałem już parę godzin i pani Maria przyniosła kanapki i herbatę. „Wie pan, zaczęła mówić – mąż ukochał to miejsce, ale nie mógł tu kupić działki, bo tereny te są włączone w park narodowy. Te kilka domków to ziemia chłopska, oni tu mieli stodoły na siano, bo wkoło piękne łąki. No ale gdy na miejscu owych stodół pobudowali te domki, zrobił się wielki krzyk. Tyle że pobudowali je ludzie wpływowi i dali sobie ra-dę, żeby nie rozebrano ich domków. To piękne jezioro z licz-nymi zatoczkami i wysepkami ciągnie się od Iławy daleko na północ i nazywa się Jeziorak. Jutro syn przewiezie pana motorówką i sam się pan przekona, jak tu cudownie”. Ale nie popłynąłem, bo zależało mi na przeczytaniu całości pa-miętników Berlinga. Następny dzień czytałem do wieczora. Odpisałem sobie sporo ważniejszych wspomnień z życia generała, a było ono tyleż ciekawe, co i trudne.
Berling znalazł się w Moskwie w Zarządzie Głównym Zwią-zku Patriotów Polskich, w którym tylko on był Polakiem oraz Aleksander Zawadzki i Bogdan Sokorski. Reszta to byli Ży-dzi, którzy utworzyli już nowy polski rząd, chociaż Polska była jeszcze pod okupacją Niemców.
Aresztowano Berlingowi żonę, która w jednym z gułagów na wschodzie zmarła z głodu i zimna.
Znałem przecież własnoręcznie napisane pamiętniki W. Gomułki. One porażały faktami które później A.Werblan wy-czyścił, żeby nie kompromitowały Żydów. Ale tu wyzierała tragedia ludzi i kraju. Berling nie mógł otwartym tekstem mó-wić ani do oficerów z Katynia, Kozielska, Starobielska, Osta-szkowa, Korowa, ani do swych żołnierzy nad Oką, gdzie tworzył pierwszą dywizję WP. W sercu i głowie nosił plan, jak pomóc ojczyźnie.

W tym czasie wśród Polaków, którzy znaleźli się w Zwią-zku Radzieckim, był najwyższym rangą wojskowym. Gdy miał te rozmowy pod Moskwą, to wówczas nie znał prawdy, że już część oficerów polskich nie żyje, Rosjanie nie pałali miłością do polskich oficerów, tym bardziej do generałów, ale dobrze wiedzieli, jaką przeszłość miał Berling, jakie ma poglądy polityczne, a w tej chwili potrzebny im był człowiek, który po opuszczeniu armii Andersa mógłby tworzyć polską armię na terenie Związku Radzieckiego. Berling opisuje, ja-kie miał kłopoty, gdy został już członkiem Związku Patrio-tów Polskich w Moskwie. Z obrzydzeniem opisuje ludzi, któ-rzy stworzyli ten związek. Wanda Wasilewska oraz Berman też nie mieli do niego zaufania, wyrabiali u Stalina złą opinię o Berlingu.
Stalin – jak pisał w pamiętnikach Berling – zdawał sobie sprawę, że nie ma żadnego wyboru, jeśli idzie o postawie-nie na czele Wojska Polskiego Polaka, któremu by zaufali Polacy zgłaszający się do wojska. Owszem byli w Związku Patriotów Polskich w Moskwie Polacy, ale tylko dwóch plus Berling, pozostali ludzie w związku to Żydzi.
Bogdan Sokorski nie nadawał się na dowódcę armii, a Aleksander Zawadzki stawiał dopiero pierwsze kroki w woj-sku i też do roli szefa pierwszej armii nie miał kwalifikacji. Stalin z dwojga złego wybrał mniejsze zło, czyli Polaków.
Jak mocno podkreśla to we wspomnieniach generał Ber-ling, Związek Patriotów Polskich w ogóle nie widział w swo-ich planach Polski jako państwa, ale jako siedemnastą re-publikę.
Na naradach często padały tam znane Polakom określe-nia typu „na h.. nam Polska”. Stalin, z tylko jemu znanych powodów, takich propozycji nie przyjmował, a nawet iryto-wały go te wnioski.
Sokorski i Zawadzki zgadzali się z pomysłami Berlinga, by tworzyć polską armię, ale tylko wtedy gdy byli sami, a już na naradach w związku nie pisnęli ani słowem, żeby poprzeć koncepcję Berlinga. „I tak już było – pisał Berling – z każdą sprawą. Przyznawali mi obaj rację tylko, gdy byliśmy sami. Wiele trudnych rozmów odbyłem ze Stalinem, nim go prze-konałem o konieczności powołania do życia Pierwszej Dy-wizji Polskiej. I tu doczytałem się czegoś,- w co nie mogłem uwierzyć, że miało to miejsce” – notował generał.
Wiele lat później po tym jak przeczytałem pamiętniki Ber-linga, byłem na Krymie na urlopie. Przebywali tam również na urlopach radzieccy dygnitarze, w rozmowie z którymi u-słyszałem taką oto wersję związaną dokładnie z sytuacją opisaną przez Berlinga. W rozmowie tej, uczestniczyłem wówczas nie tylko ja, ale i Marian Woźniak oraz generał Dziekan.
Otóż, general Berling po wielu rozmowach ze Stalinem przekonał go, że można by wcielić do polskiej armii pol-skich oficerów będących w radzieckiej niewoli – mowa tu o tych, którzy już zostali zamordowani w Katyniu i Miednoje. Wtedy kadry oficerskiej nowo tworzona armia polska w o-góle nie miała, tylko nieliczni byli ci, co mieli jakąś wiedzę i praktykę wojskową, a nawet wielu nie umiało czytać i pisać. Strona radziecka też nie dysponowała aż tyloma oficerami, żeby nam przekazać, poza tym chodziło o to, by nową pol-ską armią dowodzili Polacy.
Tak więc na Krymie w rozmowie, w której brali też udział Dobrynin i Kulikow, Berling dostał od Stalina zgodę na spot-kanie się z polskimi oficerami i żołnierzami, którzy byli prze-trzymywani w obozie pod Moskwą. Stalin obwarował to jed-nak swoimi warunkami, mianowicie wszyscy, którzy zech-cieliby wstąpić do nowej armii polskiej, musieliby – każdy in-dywidualnie – złożyć przysięgę słowną i na piśmie jako do-kument lojalności wobec władzy radzieckiej, Berling, ucie-szony, zaraz pojechał na spotkanie do Polaków, ale nie był sam, bo Stalin rozkazał mu zabrać Wasilewską i opiekę ra-dzieckiej bezpieki. W pamiętniku Berling w tragicznych sło-wach opisuje, jak przebiegało to spotkanie.
Gdy polscy oficerowie dowiedzieli się, kto do nich przy-jechał to w ogóle nie chcieli wyjść z baraków na plac, gdzie miało się odbyć spotkanie. Dopiero rozkaz radzieckich do-wódców tego obozu zmusił Polaków do wyjścia. Nie dali jednak dojść Berlingowi do słowa, nie milkły też gwizdy i okrzyki „zdrajca”. Kilka razy Wanda Wasilewska kazała Berlingowi wycofać się i odjechać. Sama poszła do baraku dowództwa radzieckiego i nie wychodzili więcej, bo jej też naubliżali i to nie przebierając w słowach.
Długo nie dawali mi – pisze Berling – bym mógł coś po-wiedzieć. Gdy się stopniowo uciszyło, zacząłem mówić, że najważniejszą rzeczą jest ocalić życie. Czas ma to do sie-bie, że goi bolesne sprawy. Nie mogłem przecież – pisze Berling – krzyknąć: «Chodźcie do polskiego wojska, a w Pol-sce zobaczymy, co zrobić, jak będzie już po wojnie!».
Byłem otoczony kilkudziesięcioma funkcjonariuszami bez-pieki i wiedziałem, po co oni tu przyjechali. Więc musiałem mówić, że teraz najważniejsze to pokonać wojska hitlerow-skie i wyzwolić Polskę, że można to robić, ale razem z Ar-mią Czerwoną. Liczyłem, że zrozumieją moje intencje, że domyślą się, o co mi chodzi. Niestety nie stało się tak.
Zaczęli śpiewać coraz głośniej «Powstań, Polsko, skrusz kajdany, dziś twój triumf, albo zgon». Znów zaczęli krzy-czeć: «Zdrajca!». Tylko siedmiu oficerów wyraziło zgodę na warunki, jakie postawiłem – pisał Berling.
Musieliśmy dostać większą ochronę, żeby nas nie ukamie-nowali, bo zaczęli rzucać kamieniami. Wściekła Wasilewska krzyczała na mnie: «Widzisz, jakie masz pomysły! Daj im broń, to ci pokażą, do kogo będą strzelać!». Było mi ciężko na sercu. Nie moglem się pogodzić z myślą, że oto być mo-że sami na siebie wydali wyrok, bo nie miałem wątpliwości, jak sprawę tę przedstawi Stalinowi Wasilewska.
Ona, która nie tylko nie popierała inicjatywy stworzenia tu w Rosji polskiej armii, ale w ogóle razem ze swoim Zwią-zkiem Patriotów Polskich nie chciała, żeby po wojnie pow-stało państwo polskie” – zanotował Berling.
Dodam w tym miejscu od siebie, że to stryjek późniejsze-go marszałka Polskiego Sejmu, będący wówczas w Zwią-zku Patriotów Polskich, mówił „na h.. nam Polska!”. Jego syn nosi oczywiście polskie nazwisko i też jest patriotą. Wra-cając do pamiętnika, Berling bardzo się obawiał reakcji Sta-lina na to, co zaszło w obozie.

Przecież nie sam sprawował władzę, a wespół z ludźmi, którzy Polskę nazywali „bękartern”, z ludźmi żyjącymi niena-wiścią do Polaków. Owszem, ci ludzie chcą Polski, ale jako republiki, gdzie porządek i spokój zapewniałaby Armia Czer-wona a oni sprawowali by władzę i realizowali polecenia pły-nące z Moskwy. Ktoś, kto czytając to powie: „Człowieku, a czy nie było tak, że właśnie w Polsce realizowano polece-nia z Moskwy?” będzie miał tylko częściową rację.
Bo rzeczywiście trzeba było realizować główne kierunki polityki, dotyczące wszystkiego co było związane z obron-nością, czyli polską armią, ukierunkowywano politykę zagra-niczną, trzeba było trzymać się podziału zadań, co który kraj ma produkować i dlaczego, żeby uzupełniać zapotrzebowa-nie innych krajów socjalistycznych. Ale reszta – i to wcale niemało – była w polskich rękach.
Przypomnę tu czytelnikom, że właśnie w tym czasie w Polsce Ludowej wybudowano najwięcej kościołów, rzemio-sło prywatne i ogrodnictwo wtedy kwitło. Niedowiarkom pro-ponuję przeczytać roczniki statystyczne, żeby się prze-konali o prawdzie.
W tym okresie jedynie Polska nie skolektywizowała rol-nictwa, wszyscy pierwsi sekretarze KC mówili, że polskie rolnictwo będzie rodzinne, dziedziczone po rodzicach.
Siedziałem na tym poddaszu i plan Berlinga wyłaniał mi się bardzo jasno. On myślał, że przekona polskich ofice-rów, że między wierszami wyczytają jakoś jego intencje – chciał nie tylko ich uratować, ale liczył, że dyskretnie będą mieli wpływ na swych podwładnych. Nie chodziło mu o to, żeby – jak oskarżała go Wasilewska – odwrócić broń na ru-skich. „Tylko głupi robi sobie wroga na granicach swego państwa” – podkreślał.
Liczył na to, że w powojennej Polsce nie musi być tak jak planował Związek Patriotów w Moskwie, że trzeba będzie wypracować formę współżycia z sąsiadami, nie tracąc nic z tego, co narodowe i polskie. Liczył, że uratowani oficerowie spuszczą z tonu i zrozumieją, że nie należy rzucać życia na stos jak śpiewali, ale chronić je, bo jest to dobro narodowe. jeśli polec za Ojczyznę to nie bezmyślnie, z fantazją, po pol-sku, ale w ostateczności. Berling pisał o tym, że ten śpiew głęboko go raził, bo nie wolno nikomu ryzykować i rzucać na szalę byt Polski. Minęło dziesiątki lat i w prasie z dnia 6-7 stycznia 2007 roku wyczytałem, jak polski profesor, doktor habilitowany Andrzej Romanowski pisze: „Powstań Polsko, skrusz kajdany, dziś twój triumf albo zgon. Te słowa – pisze Andrzej Romanowski – obrażają mnie. Obrażają najgłębsze moje uczucia, mój zmysł moralny. Sama myśl o tym, że Pol-ska może skonać jest zbrodnią. Wolno – pisze dalej profe-sor – oddać każdemu majątek, przynieść życie w ofierze, ale bytu Polski ryzykować nie wolno.

Jej przyszłości ryzykować nie wolno ani jednostce, ani zbiorowości, czy organizacji jakichkolwiek ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Po-laka, tego czy innego obozu politycznego. Człowiek, który ry-zykuje byt narodu jest, jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi”.
Słowa te pisze nie jak jakiś komuch – jak nazywają ludzi PRL-u – ale jak człowiek, który miał odwagę PRL krytykować i wskazywać na tragiczne jego błędy. Dziś między innymi tematami, słusznie zwraca uwagę na szaleństwo rządzących którzy – jak widać – zasiadają do tej gry nie tylko z cudzymi pieniędzmi, ale w ogóle bez nich, mając pełną gębę fraze-sów, że czynią to dla dobra Polski.
Pisze dalej Berling, że Stalin po tym fakcie nie chciał już rozmawiać na ten temat. „Myślę – pisze Berling – że Wasi-lewska jednak go przekonała co do przyszłości losów pol-skich oficerów. My obecnie wiemy, że ich wymordowano.
Jestem pewien, że szalę, żeby wymordować oficerów przechylili Wasilewska – pisał generał. Ona, jak pisało wielu autorów, była jakiś czas kochanką Stalina, ale i Beria przyj-mował ją wielokrotnie na swej daczy, co nawet Sokorski na-pisał w swojej książce. Jeśli tak rzeczywiście było, to bar-dzo prawdopodobne, że ona tą kroplę przelała.
W pamiętnikach general Berling nawiązuje do Piotra Ja-roszewicza, do jego relacji mówiącej jak Polaków przewo-żono w głąb Rosji, gdy ZSRR, z racji układu Ribbentrop-Mołotow zajęli polskie tereny. Jest to relacja wstrząsająca. Jaroszewicz był nauczycielem języka polskiego na terenie zajętym właśnie przez ZSRR. „Zimą w wagonach bydlęcych, bez ogrzewania i posiłku wieźli nas wiele dni na wschód, ludzie załatwiali się w słomę tam, gdzie leżeli. Pierwsze nie wytrzymywały mrozu dzieci. Nawet pochować ich nie da-wano, zabierali martwe dzieci i na naszych oczach rzucali obok toru kolejowego w śnieg. Widać, że nie były pierwsze, ze śniegu sterczały rączki lub część ciała już tam leżących od dawna.
Umieszczono nas w barakach, trzeba było je jakoś ocieplić i ogrzać. Jeść dawali raz na dobę. Piotrowi zmarła żona i tam ją pochował. Umierało dużo ludzi, bo nikt się nie trosz-czył, że ktoś choruje, że umierają też nie – wspominał Ja-roszewicz. Jako, że znał rosyjski bardzo dobrze to Rosja-nie z tych robót zabrali go i przewieźli do Moskwy. „Gdy two-rzyliśmy pierwszą dywizję, pisze Berling, Jaroszewicza przy-wieźli Rosjanie. Podobał mi się, był skromny i uczciwy, bar-dzo pracowity. Nie szczędził czasu, żeby nauczyć żołnie-rzy czytać i pisać. Z tej racji, że górował nad innymi swym wykształceniem, został oficerem i tak zaczęła się jego woj-skowa kariera”.
Generał Berling, opisuje też zjawisko nie znane wcześ-niej w polskim wojsku, a mianowicie komisarzy przy dowód-cach wojskowych. Przyznaje, że to utrudniało dowodzenie i podejmowanie szybkich decyzji na froncie.
Z reguły komisarzami byli Żydzi, co jeszcze bardziej za-ogniało sytuację. No, ale w Moskwie Beria musiał być pe-wien, co dzieje się wśród wojska i od tego nie było ratunku.
Wiele stron zapisał w swym pamiętniku generał Berling o awansach ludzi pochodzenia żydowskiego, odnotowywał jak szybko i wysoko awansowali na wyższe stopnie, nie mając ani wykształcenia, ani praktyki. Czytając te fragmenty, zro-zumiałem, dlaczego tak chciano pozyskać jego pamiętnik, szczególnie zaciekawiła mnie końcowa część jego wspom-nień. Otóż Berling po nieudanej próbie uratowania polskich oficerów podjął drugą, jeszcze bardziej ryzykowną, za którą zapłacił utratą funkcji dowodzenia polską armią nad Wisłą.
On wyraźnie pisał, że w Warszawie tych, którzy walczą w powstaniu i tych, którzy nie walczą jest około trzystu tysięcy ludzi, dodajmy młodych i zdecydowanych. Jego planem było uratowanie tych ludzi, wiedział, że w Związku Patriotów Pol-skich w Moskwie mówiło się o tym jak namówią Stalina – bo Berii nie musieli, gdyż był to ich człowiek – żeby tych Po-laków usunąć z drogi do władzy w Polsce.
Berling pisze, że nie ma na to dowodów, ale ma pewność, że właśnie ONI byli sprężyną do decyzji zatrzymania frontu na Wiśle i pozwolenia Hitlerowi na całkowite wymordowa-nie tej jakże cennej części narodu polskiego.
Żywi – psuli cały plan koncepcji rządzenia Polską. Berling nie ukrywa w swoich pamiętnikach, że spodziewał się, że i jego wykończą. Plany patriotów pokrzyżował Gomułka, two-rząc rząd, partię i Komitet Centralny w Lublinie, ale zgodził się przyjąć ich część do swego rządu, zresztą sami się po-ściągali do Polski. I Berling, i Gomułka pisali, że bardzo ża-łują, że odwiedli Stalina od jego decyzji, by wysłać wtedy wszystkich Żydów przebywających w Związku Radzieckim na Wyspy Sołowieckie. Stalin również czuł z ich strony za-grożenie i nie pomylił się z tymi przeczuciami. Dziś można z perspektywy czasu postawić pytanie: czy gdyby udało się Berlingowi przekonać pozostałych oficerów i żołnierzy pol-skich i ocalić od wymordowania trzysta tysięcy młodych lu-dzi w Warszawie, to czy Stalin po wojnie zdecydowałby się ich pozbyć lub zamknąć, czy też oni mieliby wpływ na losy Polski.
Wracając do pamiętnika generała Berlinga, po przeczy-taniu go chciałem się upewnić, co na ten temat znajduje się w archiwach w Komitecie Centralnym. Członkom Biura Po-litycznego wolno było czytać te dokumenty, ale musieliśmy pisać oświadczenia, w jakim celu chcemy poznać ich treść i podpisywać w tym oświadczeniu, że zachowamy tajemnicę. Znalazłem zapis, który pokrywał się z tym, co opisał w pa-miętniku Berling. Różnica polegała na tym, że zapisy w ar-chiwach sporządzali pracownicy Jakuba Bermana, a kon-kretnie L. Brystigerowa, więc oni te same sprawy zanoto-wali nieco inaczej. Jedynie treść depeszy Berlinga do Sta-lina jest wierna.
Otóż Berling, gdy front doszedł do Wisły i zatrzymał się tam na parę miesięcy, widział sam, ale i miał notatki od o-ficerów Wojska Polskiego, że na już wyzwolonych terenach Urząd Bezpieczeristwa – który prawie w całości był obsa-dzony Żydami – masowo aresztuje, torturuje w więzieniach i bez wyroków sądowych rozstrzeliwuje ludzi. Aresztowanymi byli przeważnie ludzie wykształceni i ci, którzy oficjalnie źle mówili o nowej władzy. Berling pisał, że są to duże ilości lu-dzi i jak dalej tak pójdzie, to wymordują większą część pol-skiego narodu. Nie mógł patrzeć na to obojętnie, a na jego uwagi nie reagowali, więc zdecydował się i wysłał depeszę do Stalina:

„Błagam Was, towarzyszu Stalin, pomóżcie Polsce. Trzeba wyrwać z rąk międzynarodowych bandytów trockistów w U-rzędzie Bezpieczeństwa władzę. Jeśli dalej będą mieć wła-dzę, taką jak mają to wymordują Polaków”.
O tej depeszy wiedział tylko Drobner, ale niezwłocznie po-wiedział o niej Bermanowi. Wtedy Żydzi naradzili się i Rad-kiewicz zaproponował deportację Berlinga na wschód lub wydanie zgody na jego likwidację. Berman i Radkiewicz de-peszowali w tej sprawie nie do Stalina, a do Berii, ale ten mimo swej ogromnej władzy uznał, że należy przekonsulto-wać tę kwestię ze Stalinem.
Stalin nie wyraził jednak zgody ani na deportację, ani na likwidację Berlinga. I takie dokumenty znalazły się w pol-skich archiwach, które osobiście czytałem. Stalin kazał wez-wać Berlinga do Moskwy, nie przyjął go już osobiście, a zle-cił załatwienie tej sprawy Bułganinowi. Ten prosto z mostu powiedział:
„Wrócić do Polski na razie nie możecie i to jest w waszym interesie. Będziecie studiować, na Akademii Woroszyłowa. Był czas i okazja, żeby do tego nie doszło, ale wy sami i Gomułka odwiedliście Stalina od jego decyzji”.
4 października 1944 r. Berling został oficjalnie zdjęty z dowódcy armii Wojska Polskiego. Jak odnotowano w doku-mentach decyzję tę podjęto pod naciskiem Komitetu Orga-nizacyjnego Żydów Polskich, bo utworzony ZPP przekształ-cili już w Polsce w ten właśnie Komitet.

Współcześni historycy powinni przeczytać te dokumenty znajdujące się w kraju, a na pewno są takie same w Mo-skwie, i odpowiedzieć na pytania:
Czy generała Berlinga zdjęto z dowódcy I Armii Wojska Polskiego z powodu przekroczenia Wisły i pomocy Powsta-niu Warszawskiemu?
Czy za depesze do Stalina, bo polskojęzyczne – ale nie polskie! – środki przekazu wyrabiały u Polaków pogląd, że to Stalin zarządził, żeby Niemcy zdążyli wymordować w War-szawie polską inteligencję. A może to bardziej Żydom za-leżało na tym, żeby zginęli oni z rąk Niemców, a wtedy oni będą mieli czyste sumienie i mniej pracy?
Wspomnę jeszcze, że Zydzi w archiwach KC i MSW mieli dokument, w którym Stalin wydał rozkaz generałowi Żuko-wowi (ale nie marszałkowi), żeby powołać zespół w Mini-sterstwie Obrony i Ministerstwie Spraw Zagranicznych, i sporządzić razem listę Żydów polskich, deportować ich na wyspy Sołowieckie.
Taki sam był w archiwach w Moskwie, gdyż dokładną jego treść przekazał mi Maszerow, członek Biura Politycznego KC KPZR. Na tej liście znaleźli się między innymi: A. Lampe, J. Berman, H. Minc, I. W. Groszowie, L. Brystigerowa, E. O-chab, E. Sammerstein, R. Zambrowski, B. Drobner, J. Bo-rejsza, E. Szyr, L. Szenwald, M. Waszkowski, M. Węgro-wski, M. Mietkowski, E. Werfel, Z. Modzelewski. W sumie ponad sześćdziesiąt osób.
Jakże boleśnie i gorzko zapłacili za swoje ocalenie Ber-lingowi, a później Gomułce. Obaj w swoich pamiętnikach napisali, że przywieźli do Polski jadowitą żmiję, która poką-sała ich boleśnie, a chciała śmiertelnie.
W dokumentach archiwalnych wyczytałem jeszcze coś ciekawego, otóż w 1943 roku, po śmierci Lampego, Jakub Berman przyjął po nim wszystkie sprawy, łącznie z tym, że potajemnie z Berią utworzyli w łonie Z.P.P. tajny komitet i już w Polsce nazwali go Komitetem Organizacyjnym Żydów Polskich.

Ukrywając to przed Stalinem, nawiązali ścisły kontakt i umowę z Federacją Żydów Polskich w USA. Na czele tej organizacji stał Josek Tannenbaum, zaciekły wróg Związku Radzieckiego i komunizmu.
Radziecki wywiad twierdził, że odsuwanie Żydów na Kre-mlu od władzy spowodowane było nie tylko tym, że izra-elski Mosad podpisał umowę z CIA, ale i te właśnie fakty były ponoć znane Stalinowi.
Na koniec generał Berling pisał, że działacze Z.P.P. w Moskwie podjęli bardzo silne działania, żeby nie dopuścić do utworzenia I Armii Polskiej w Związku Radzieckim. W tej sprawie Wanda Wasilewska i Alfred Lampe oraz Jakub Ber-man i kilku innych członków tego związku odbyli rozmo-wy z Berią, a następnie z Mołotowem i Malenkowem. Pisali też do Kaganowicza, zastępcy Berii. Jakub Berman napi-sał z kolei specjalne pismo do Stalina, uzasadniając, że nie należy tworzyć polskiego wojska. Z dokumentów wynika jed-nak, że Stalin odpisał Bermanowi:
„Dowódcą polskiej armii będzie Berling. Wodzem musi być Polak i to rdzenny i taki, co zna wojsko i wojsko jego. Człowiek znany w Polsce, oficer myślący po polsku, bo ina-czej nic z tego nie będzie. Ja Polaków znam i wiem, na co ich stać. To decyzja nieodwołalna”. Myślę, że Stalin znał Po-laków, przecież – co można wyczytać w jego życiorysie, ale i on sam nie ukrywał tego faktu – jego dziadek ze strony o-jca był Polakiem.
Gdyby Berii udało się przechwycić władzę po śmierci Sta-lina, sprawy potoczyłyby się zapewne jeszcze inaczej. Ale Rosjanie czuwali już nad tym dobrze, bo Beria, zaraz po śmierci Stalina został aresztowany i stracony, zlikwidowano całkowicie oficerów politycznych w wojsku, ograniczono a-wanse Żydom i szczególnie znanych oprawców pociągnięto do odpowiedzialności.
„Zaraz po tym – pisał Berling – polscy Żydzi przestraszyli się i zaczęli wyjeżdżać. Dalekosiężne plany Żydów upadły i teraz trzeba z uporem pracować, by zdobyć całkowicie wła-dzę. I to się im udaje dzięki zaślepieniu Słowian fałszem i o-błudą”. Tak pisał generał Zygmunt Berling, odważny Polak, patriota, którego Żydzi przy pomocy Polaków chcieli wdep-tać w ziemię.
Ale gdyby nie jego upór i przyzwolenie Stalina, to tysiące Polaków wywiezionych do ZSRR zginęłoby w kopalniach, lasach i na budowach.
W 1986 r. zapoznałem się z notatkami z archiwum akt tajnych dotyczących generała Z. Berlinga. Przypadek spra-wił, że po powrocie z Libii w lutym 1990 roku poszedłem do gmachu KC po swoje dokumenty potrzebne mi do emery-tury. W archiwum leżał na podłodze stos ściśle tajnych do-kumentów, które ładowano do worków i wywożono do zakładów papierniczych do Konstancina-Jeziornej w celu zmielenia ich.
Zobaczyłem, że są to skargi oficerów Wojska Polskiego skierowane do Komisji Zjazdowej z datą 1960 i późniejsze. A do mnie, do Komisji Skarg przychodzili także wojskowi skarżąc się, że Komisja Zjazdowa w ogóle im nie odpowie-działa. Pamiętam jak osobiście wnosiłem ten problem na posiedzenie biura politycznego, ale odpowiadano mi, że na skargi skierowane do Komisji Zjazdowej minionego Zjazdu odpowiedzieć może wyłącznie Komisja Zjazdowa przyszłe-go Zjazdu.
Z tych skarg wyzierała rozpacz i tragedia ludzi, którzy pod-jęli walkę ze złem w wojsku. Pisali, jak awansuje się ludzi bez kwalifikacji i wykształcenia, jak niszczy się zdolnych ofi-cerów tylko za to, że podejmowali tę walkę. Podawali setki przykładów zdrady i korupcji, wywożenia tajemnic techniki wojskowej na zachód. Zamiast odpowiedzi ci uczciwi woj-skowi byli usuwani z wojska lub nie awansowani.
I wtedy przypomniało mi się co mówił do Kostikoiva czło-nek pierwszego – bo jeszcze przy Leninie – biura polityczne-go Rosji Radzieckiej. Że u nich, też była Komisja Kontroli, ale lepiej było do niej nie pisać, bo piszący skargę ginął bez śladu.
Przypomniały mi się słowa generała Z. Berlinga jak to Lampe głosił w Z.P.P. „Na h… nam Polska i Polska Armia”.
A dziś ich potomkowie, różnej maści działacze i funkcjo-nariusze tych ludzi uznają, że owszem Polska im potrzebna, bo w niej dorwali się do koryta i do władzy przy pomocy o-głupiałych Polaków.

gen. Berling
CDN
Albin Siwak, Opracowanie – „Patriotyczny Ruch Polski”

Zygmunt Berling (1896-1980) – polski wojskowy, polityk, generał Ludowego Wojska Polskiego oraz jeden z współtwórców 1. Armii Wojska Polskiego i Wojska Polskiego w ZSRS.

Urodził się w Limanowej 27 kwietnia 1896 roku. Jeszcze przed wybuchem wojny udało się mu zdać egzamin dojrzałości. W szkole średniej zaangażował się w działalność niepodległościową, służył w Związku Strzeleckim. W czasie I wojny światowej, śladem innych mieszkańców Galicji, trafił do armii austriackiej i wreszcie Legionów Polskich, w których walczył od września 1914 roku. Służbę legionową zainaugurował najpierw w 2., a następnie w 4. pułku piechoty legionów. W sierpniu 1915 roku, po ukończeniu szkoleń dla oficerów, uzyskał stopień chorążego. Następnie awansował w listopadzie 1916 roku i został mianowany podporucznikiem. Po kryzysie przysięgowym nie został internowany, wszedł natomiast w skład Polskiego Korpusu Posiłkowego. Po wojnie zdecydował się na pozostanie w wojsku. Swą karierę rozpoczął od stanowiska dowódcy kompanii 4. pułku piechoty. Awansował do stopnia porucznika. W krótkim czasie rozpoczął edukację na studiach prawniczych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ukończył również kurs w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie. Warto podkreślić, iż w okresie wojny polsko-bolszewickiej walczył w obronie Lwowa, gdzie odznaczył się bitnością i męstwem. Dowództwo doceniło jego zaangażowanie, nadając mu Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari. W 1923 roku awansował do stopnia majora. Służył w 15. Dywizji Piechoty w V Dowództwie Okręgu Korpusu Kraków. W latach 1923-25 kształcił się w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Po przewrocie majowym opwoiedział się po stronie Piłsudskiego, co umożliwiło mu dalszą karierę w Wojsku Polskim. W 1930 roku był już podpułkownikiem, a następnie pełnił służbę w 6. pułku piechoty oraz 4. pułku piechoty. W lipcu 1939 roku zwolniony ze służby czynnej. Przyczyną była sprawa rozwodowa. Komisja orzekająca w jego sprawie stwierdziła, iż dopuścił się zachowania niegodnego z honorem oficera. Przed wojną pracował jeszcze w Państwowym Instytucia Rozrachunkowym. Podczas kampanii wrześniowej nie był zaangażowany, siedział we własnym domu, w Wilnie. Wprawdzie upominał się o przydział, jednakże jego byli zwierzchnicy byli nieubłagani. Gdy tereny wileńskie zajęła Armia Czerwona, Berling został aresztowany przez NKWD. Więziono go w Starobielsku, a potem w Moskwie. Zdecydował się na współpracę z Sowietami, co niewątpliwie uratowało mu życie. Być może podzieliłby los swoich kolegów pomordowanych w Katyniu. Obok kilkunastu innych oficerów Berling stał się jednym z ludzi Związku Radzieckiego. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski został szefem sztabu 5. Dywizji Piechoty, wstępując tym samym do formowanej armii gen. Władysława Andersa. Po ewakuacji Armii Polskiej do Iranu Berling nie podporządkował się dowództwu i pozostał na terenie ZSRS, za co zaocznie skazano go na śmierć za zdezerterowanie. Teraz mógł bez przeszkód rozpocząć współpracę z prokomunistycznymi organizacjami polskimi. Nawiązał kontakt ze Związkiem Patriotów Polskich. M.in. za jego sprawą rozpoczęto tworzenie Wojska Polskiego na terenie ZSRS w 1943 roku. W maju został dowódcą 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, którą następnie przekształcono w 1. Armię Wojska Polskiego. Został awansowany do stopnia generała. 1. Dywizją kierował m.in. podczas bitwy pod Lenino. Pierwsza batalia Polaków skończyła się katastrofą. Winą za niepowodzenie obarczano Berlinga, który w zły sposób szafował siłami swoich żołnierzy. W marcu 1944 roku został dowódcą 1. Armii Wojska Polskiego. Później, wraz z Armią Czerwoną wkroczył w granice Rzeczpospolitej. Gdy dowódcy radzieccy odmówili pomocy walczącym powstańcom warszawskim, Berling samowolnie zorganizował desant na Czerniakowie, za co pozbawiono go stanowiska. Akt ten był niewątpliwie patriotyczną manifestacją Berlinga, który z Pragi obserwował wykrwawianie się stolicy. Niestety, pomoc nie była wydatna, a żołnierze Berlinga po raz kolejny zostali zdziesiątkowani. To chyba przesądziło o losie niepokornego generała. 30 września 1944 roku Józef Stalin osobiście odwołał Polaka z pełnionego stanowiska. Taką przynajmniej wersję przedstawiał w swoich wspomnienich Berling. Niewykluczone jest jednak, iż cała sprawa miała otoczkę polityczną, a generał stawał się groźnym konkurentem innych działaczy komunistycznych. Tak czy inaczej, skończyło to jego wojenną karierę wojskową. Do 1947 roku przebywał w ZSRS i kształcił się na Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego Radzieckich Sił Zbrojnych w Moskwie. Starał się interweniować u Stalina w sprawie prześladowanych żołnierzy Armii Krajowej. Po wojnie pracował jeszcze jako komendant Akademii Sztabu Generalnego w Warszawie, gdzie powrócił w lutym 1947 roku. W 1953 roku wycofał się poza scenę polityczną i rozpoczął pracę cywilną. Pełnił szereg funkcji – w latach 1953-1956 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Państwowych Gospodarstw Rolnych, 1956-1957 podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rolnictwa, w latach 1957-1970 zajmował stanowisko wiceministra leśnictwa – Inspektora Generalnego Łowiectwa. Zmarł 11 lipca 1980 roku i został pochowany na Powązkach w Warszawie
W SEJMIE I W ŻYCIU
Zadzwonił telefon i miły głos kobiecy zapytał: Czy pan Albin Siwak?
– A kto pyta? – Jestem sekretarką marszałka Sejmu. Pan marszałek zaprasza pana do siebie na rozmowę. Przyślemy po pana samochód, tylko kiedy pan może do nas przyjechać? – Czyżby pan marszałek chciał dostosować swój drogocenny czas do czasu emeryta? – spytałem. – Tak to bardzo ważne dla pana marszałka i dostosuje się do pana możliwości – odparła miła pani z kancelarii.
– W takim razie jutro proszę przyjechać. Chętnie spotkam się z pani szefem – odpowiedziałem. Następnego dnia był 9 października 2004 r. Kierowca i ochroniarz stawili się punktualnie z gotową już przepustką nr 49666.
Przeprowadzono mnie przez wszystkie bramki i kontrole, aż do sekretariatu marszałka. Ten sam miły głos poprosił mnie, żebym usiadł i poczekał parę minut, gdyż pan marszałek jeszcze prowadzi obrady Sejmu, ale zaraz się one kończą i pan marszałek przyjdzie. Rzeczywiście za parę minut marszałek wszedł i z daleka wyciągnął rękę na powitanie: – Tyle lat, panie Albinie, nie widziałem pana.
– Ja również. Pan marszałek z młokosa wyrósł na poważnego człowieka i w dodatku na marszałka. – Nim usiądziemy u mnie na rozmowę to pragnę panu coś pokazać – oświadczył marszałek. Wyszliśmy na korytarz i na końcu korytarza otworzył drzwi, mówiąc: – Proszę spojrzeć, to setki książek pisarzy lewicowych, a pana książek, panie Albinie, tutaj nie ma. Dlaczego? – spytałem.
– Właśnie o tym chciałem z panem rozmawiać. Wróciliśmy do jego gabinetu i z szuflady biurka wyjął moje trzy książki. Zauważyłem, że jedna z nich ma zakładki, To „Trwałe ślady”. Trzymał ją w ręku i mówił:
– Myśmy się spodziewali, że któryś z profesorów byłego Biura Politycznego napisze taką właśnie książkę, ale oni milczą. Okazało się, że nie profesor a robotnik napisał, i to pięknie, o odbudowie Warszawy i Polski. Wiernie oddał pan atmosferę tamtych lat i ofiarność ludzi oraz zapał budowlanych.
Piękna to książka, ale po co na Boga powywlekał pan ludzi pochodzenia żydowskiego i to w negatywnych opisach i sytuacjach. Ta bardzo dobra książka została spaskudzona historiami o Żydach. Otworzył książkę w miejscu, gdzie była zakładka i mówi: – Do tego miejsca jest to piękna książka, ale dalej mija się pan z faktami i prawdą. I ja chcę uratować pana książkę, bo podkreślam, że to piękna historia. Ile pan już egzemplarzy wydał? – Nie muszę panie marszałku mówić ile, to wyłącznie moja sprawa. – Myśmy dzwonili do wydawcy, ale oni też nie chcą mówić ile pan wydał.
– Ja jestem pewien, że dzwoniliście do kilku wydawców, gdyż rezygnowali z wydania mojej książki, a nawet byli wystraszeni. Do tej pory tylko się domyślałem, teraz już jestem pewien komu to zawdzięczam.
– Nie, nie, panie Albinie, pan jest w błędzie. Żadnych trudności panu nie robiliśmy, tylko chcieliśmy wiedzieć jak dużo pan wydaje tych książek. I ja mam dla pana konkretną propozycję. Bo domyślam się, że wydał pan ją za własne pieniądze, których na pewno panu brakuje. Otóż ja panu daję taką szansę i możliwość: możemy wydać tę pana książkę. My zrobimy tylko korektę, odrzucimy te wątki związane z Polakami pochodzenia żydowskiego. Damy panu dwa złote od egzemplarza i wydrukujemy pięćdziesiąt tysięcy sztuk. Ja podpiszę czek na sto tysięcy, a pan dla mnie upoważnienie do korekty. My wydrukujemy i rozprowadzimy ją po kraju. No co jest zgoda?
– Nie ma zgody i nie będzie. Pan chce zrobić ze mnie kurwę, która się sprzedaje. Przecież ludzie czytają tę książkę. Nawet Polacy żyjący w Ameryce i Kanadzie kupili ją do swoich bibliotek. – A w Polsce? – W Polsce też rozeszła się po kraju. I pan teraz chce, żebym się z tego co napisałem wycofał? To niemożliwe i ja tego nie zrobię. Całe dziesięciolecia pracowałem na swoje nazwisko i nie będę go plugawił. Powiedział pan, panie marszałku, że minąłem się z prawdą i faktami. Proszę mi tu i teraz pokazać z którymi. Długo się zastanawiał i wreszcie mówi tak:
– Musiałbym usiąść i wynotować fakty i nazwiska. Tak od ręki tego nie powiem, ale moi znajomi czytali pana książkę i mówią, że to nie prawda co pan o Żydach napisał.
– Więc jestem gotów ponownie do pana przyjechać, jak pan sam przeczyta i zapisze, o jakie sprawy i o jakich ludzi chodzi. A pana rodacy, panie marszałku, do niczego się nie przyznają. Czy pan na przykład poczuje się odpowiedzialny chociaż moralnie za swego stryja Jakuba Bermana? Za to wszystko co zrobił Polsce?
A za ojca? Powie pan, że dzieci nie mogą odpowiadać za czyny swoich rodziców, bo taką wersję uknuliście i puściliście w obieg.
– To co pan myśli, panie Albinie, to są kłamstwa! To polityczni przeciwnicy wymyślają takie wersje, żeby zaszkodzić nam. Zaręczam panu, że nasłuchał się pan kłamstw, panie Albinie.
– Panie marszałku! Ja znałem Gierka jak był pierwszym sekretarzem w Katowicach. I Zientka jak był wojewodą. Pana stryj Jakub Berman po śmierci Stalina przyjechał do Katowic i mówi:
– Macie nazwać Katowice Stalinogradem. A jednak odmówili. Tak Gierek, jak i Zientek powiedzieli „nie”, a wtedy pana stryj nakazał im wszystkim, a chodziło o egzekutywę wojewódzką i radę przy wojewodzie:
– Macie się podać do dymisji. To był partyjny rozkaz.
A województwo katowickie dobrze wtedy gospodarzyło. Budowali więcej mieszkań niż wynosiła w Polsce przeciętna. I o wiele więcej dróg. Gdyby ci ludzie oddali te pieniądze w inne ręce, to Katowice by tego nie miały. Nie miałoby województwo tylu pięknych parków kultury, takich nowoczesnych i dobrze wyposażonych szpitali i przychodni zdrowia. I wielu, wielu pięknych budowli użyteczności publicznej, których brakowało w całej Polsce. I był problem, czy z honorem się podać do dymisji, czy też schować honor do kieszeni i robić swoje.
Nazwali Katowice tak, jak pański stryj zażądał. A jakie uprawnienia dał bratu Michnika, Stefanowi to pan na pewno wie. Dziś dorabia się do tych zbrodni opinię że to komuchy robiły…
W tym momencie mi przerwał: – Widzę, że się nie dogadamy, a szkoda, żeby taka dobra książka nie mogła być wydana w większej liczbie. – Skąd pan wie, panie marszałku, że nie będzie więcej egzemplarzy? Skąd?
– Rozpoczyna pan wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia, a to na dobre panu nie wyjdzie. – Czyli pan mi grozi? – O nie, broń Boże. Ja tylko jestem pragmatykiem i wiem jakie jest życie.
– I tu, panie marszałku, zgadzam się z panem. Doświadczyłem tego nieraz na sobie i nadal czuję tę wojnę, ta wojna dla Polaków jest bardzo trudna, bo na normalnej wojnie przeciwnik jest naprzeciw nas, a w tej – przeciwnicy są za plecami i z boku lub posługują się rękoma Polaków.
Panie Albinie, obaj jesteśmy ludźmi lewicy i powinniśmy się dogadać.
Owszem, czuję się panie marszałku, człowiekiem lewicy, ale nie tej, o której pan mówi i myśli. Jeśli pan SLD nazywa lewicą, to bardzo źle. Parę osób tam może i jest z lewicy, ale reszta to karierowicze. Przecież ja w czasach PRL jako członek Biura Politycznego i szef Komisji Skarg i Interwencji prowadziłem kilka dochodzeń ludzi którzy teraz są w kierownictwie SLD, i gdyby nie zmiana ustroju, to oni siedzieliby dzisiaj w więzieniu. W moim odczuciu, panie marszałku – kierownictwo SLD nie prowadzi partii drogą lewicy tylko wepchnęło partię, nie pytając się nikogo o zgodę, na drogę libertynizacji. I z tą lewicą nie chcę mieć nic wspólnego. Na tej płaszczyźnie nie znajdziemy wspólnego języka. – Czyli co?
Nie wyrazi pan zgody na korektę i propozycję? – Nie, nie wyrażę i oczekuję, że pan znajdzie w mojej książce te fakty, przy których minąłem się z prawdą i zaprosi mnie, by mnie przekonać, iż napisałem nieprawdę.
Ale więcej już mnie nie zaprosił.
Natomiast miał rację, że rozpoczynam wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia. Ilekroć zaproszono mnie na spotkania z ludźmi i jeśli tylko dowiedzieli się z Gazety Wyborczej, że takie spotkanie ma się odbyć, to zjawiali się dziennikarze, żeby jak tylko można skompromitować mnie i opisać w jak najgorszym świetle. Wtedy wszystkie chwyty są dozwolone.
W styczniu 2007 r. w Domu Kultury przy Działdowskiej odbyło się takie spotkanie. Pełna sala, ludzie ciekawi wielu spraw zadają pytania. Co parę minut słyszę oklaski świadczące, że trafnie oceniam sytuację. Ale przed spotkaniem podszedł do mnie starszy człowiek i mówi: – Panie Siwak, mam syna kalekę, który ma ataki i wtedy dziwnie się zachowuje, wypręża się, ściska ręce i zamyka oczy na chwilę, ale bardzo chciał pana posłuchać. Czy może usiąść bliżej pana? Mówię, że tak i człowiek siada obok z synem. Rzeczywiście w ciągu dwóch godzin raz go ten atak złapał, a reporter z aparatem cały czas czekał obok. Gdy człowiek wyprężył się i zamykał oczy dziennikarz zrobił zdjęcie i na drugi dzień w Gazecie Wyborczej znalazłem zdjęcie podpisane:
Towarzysz Siwak mówił byle co i ludzie spali na jego spotkaniu.
A jak starali się zakłócić spotkanie! Doprowadzili do tego, że ludzie zagrozili, iż jeśli się nie uspokoją, to wyrzucą ich siłą z sali. Najgorsze jest to, że to Polacy wysługują się polskojęzycznym redakcjom.
Ewa Drzyzga zaprosiła mnie do Krakowa na program. Program zdecydowano się nagrać i puścić, gdyż badanie opinii społecznej wykazało, że siedemdziesiąt dwa procent Polaków tęskni za czasami PRL-u. I o tym pani Ewa na samym początku mówiła. Ja byłem w roli tzw. eksperta. Zawsze w takim programie muszą być też ludzie, którzy mają inny punkt widzenia w tej sprawie. W studiu siedzieli – pan profesor historyk i pani profesor socjolog. Ich zadaniem było obrzydzenie okresu PRL. I gdy pani Ewa zaczęła wyliczać te fakty, które świadczyły o tym że w tym czasie miliony młodych Polaków, ludzi z wiosek zdobyły wyższe wykształcenie, że biedni otrzymywali mieszkania, że wczasy i sanatoria były za darmo i to co roku, – pan profesor przerwał i powiedział:
– Owszem tak było, ale jako człowiek z wyższym wykształceniem wstydzę się tego okresu, gdyż tacy ludzie jak pan Siwak, nie posiadający wykształcenia nie tylko sprawowali władzę, ale byli nawet w dyplomacji. Byli członkami światowej federacji związków zawodowych. Reprezentowali Polskę ludzie ciemni i bez wykształcenia. I ja sobie nie życzę żyć w takim kraju, gdzie ludzie na takim poziomie rządzą i reprezentują Polskę.
Wszystkie oczy zwrócono na mnie, bo to co mówił było czytelne i dokładnie przeciw mnie wymierzone. Przerywam mu i pytam:
– Czy pana wrażliwość człowieka wykształconego i inteligenta nie nasunęła panu pytania, że prezydentem może być elektryk (Wałęsa), ministrem stanu kierowca (Wachowski), prezesem NFZ stolarz, a też za dyplomację wzięli się ludzie, którzy przespali się na styropianie i to sprawia, że na pewno się do tego nadają? Ale to ludzie z pana opcji politycznej, więc oni oczywiście wstydu Polsce nie przynoszą.
A czy pan profesor wie, że nim wybrano mnie na członka Światowej Federacji Związków Zawodowych, to od 1950 do 1980 roku przeszedłem wszystkie funkcje społecznie – w związkach, aż do wiceprzewodniczącego zarządu głównego? I wszystkie wybory były tajne, a w tym czasie nie byłem członkiem partii.
Jak pan myśli durnia wybierali? Owszem, pytanie pana profesora poszło w telewizji, ale już mojej odpowiedzi nie puścili. Pan profesor poczuł się urażony i jak mówią, walnął w odwecie z grubej rury:
– Przecież nie wyprze się pan, że pana partia odpowiada za liczne zbrodnie w Polsce?
– Tak, ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich było. Ale kto je robił? W Niemczech 3 października 2003 roku odbył się zjazd historyków niemieckich w miejscowości Newhoof koło Fuldy. Profesor Martin Hofman, zabierając głos na tym zjeździe, powiedział:
– Uznaję Żydów za sprawców komunistycznych zbrodni. Są liczne na to dowody, że wymordowali od czasu rewolucji do upadku muru berlińskiego miliony ludzi. Tak w czasie rewolucji, jak i w całym okresie sprawowania władzy.
Profesor Hofman przypomniał, że w 1919 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson powiedział, że rewolucja w Rosji to czysto żydowska rewolucja. Mówił to profesor Hofman na zjeździe zjednoczeniowym Niemiec i może pan to sobie sprawdzić.
A w Polsce MSW było całkowicie opanowane przez Żydów i też może pan profesor to sprawdzić. Więc kto mordował i przelewał polską krew?
I tu też majstersztyk polskiej telewizji. Bo idą moje słowa:
„Tak ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich bylo”. I na tym koniec! Dalszej wypowiedzi nie puścili.
Czyli przyznałem rację profesorowi. Pada niespodziewane pytanie pani Ewy do mnie: „Pan był przecież w najwyższych władzach. Czy chciałby pan powrotu PRL-u?”
Odpowiadam, że nie chciałbym. Nie chciałbym żeby znów mordowano ludzi za to, że są Polakami. Nie chciałbym żeby wszystkie stanowiska najważniejsze obsadzone były przez Żydów.
Ale chciałbym powrotu do czasu, kiedy szanowano i ceniono ludzi pracy. Chciałbym dojść do polskiego jeziora po polskiej ziemi, a nie godzić się z sytuacją, że nowobogaccy wykupili i zagrodzili dostęp do wody.
I tu też piękna techniczna manipulacja. „Czy chciałby pan powrotu PRL-u?” Odpowiedź: „Nie chciałbym”.
Tego co mówiłem dalej już nie puścili. A podobno komuna miała straszną cenzurę. Owszem przyznaję, teraz więcej wolno, ale wyłącznie dobrze o Żydach.
10 kwietnia 2007 roku o godzinie 9.25 w TVN 24 redaktor Mieczugow rozmawia ze znanym działaczem i politykiem Romaszewskim. Temat: lustracja dziennikarzy. Dlaczego tak się upierają dziennikarze, ubolewa pan Romaszewski, i dodaje:
– No nie można być świnią. Jeśli się było za czasów komuny współpracownikiem MSW to teraz należy się przyznać i ponieść tego konsekwencje. I podaje taki przykład:
W Ameryce też był czas lustracji i ludzie popierający komunistów musieli ponieść konsekwencje. Ale była też wtedy część ludzi, która nie dała się zlustrować. I jakie były tego skutki? A no takie, że komuniści rosyjscy mieli dostęp do tych, którzy nie dali się zlustrować i to oni przekazali tajemnice bomby atomowej ruskim.
I tu Romaszewski świadomie kłamie, gdyż na ten temat kto i komu przekazał tą tajemnicę było setki artykułów w prasie, dziesiątki audycji w telewizji oraz wiele było i jest książek, które to szczegółowo opisują. I taki rozgarnięty polityk musiał to słyszeć i czytać. Ale woli uniknąć prawdy. Fakty historyczne nie są takie jak próbuje gojom wmówić Romaszewski.
Tajemnicę bomby atomowej przekazało Żydom radzieckim małżeństwo żydowskie Rozenbergów. I to nie Rosjanom, a Berii i jego ludziom. Chcieli tak umocnić radzieckich Żydów, żeby Beria był najważniejszą osobą w państwie. Wielokrotnie telewizja pokazywała Rozenbergów i gdy dostali oboje karę śmierci, to chciano im zamienić i zmniejszyć karę, ale pod warunkiem, że powiedzą komu i jak konkretnie przekazali tą tajemnicę. Byli już skazani na komorę gazową i oczekiwali na wykonanie wyroku śmierci. W celi więziennej mieli aparat telefoniczny specjalnie dla nich tam zainstalowany. Wystarczyło tylko podnieść słuchawkę i powiedzieć, że chcą mówić. Gdyby powiedzieli – komu konkretnie dali plany bomby atomowej, to zostaliby ułaskawieni. Chciano zmienić im wyrok śmierci na wieloletnie więzienie. Dobrowolnie oboje wybrali jednak śmierć. Interes Żydów na świecie był ważniejszy niż ich życie. A pan Romaszewski wmawia nam, że z powodu nie dokończonej lustracji w Ameryce ujawniono tę tajemnicę. Poseł Jan Lityński też całe lata mówił prawdę. Mówił, że oczywiście jest Polakiem i wszyscy, którzy mówią inaczej to kłamcy. Aż tu naraz w telewizji na forum siedzi ośmiu polityków, a wśród nich jest pan Lityński. Temat rozmowy to antysemityzm Polaków. I nagle pan Komorowski mówi:
– Nie jest tak jak staracie się wmówić, jacy to Polacy są źli dla Żydów, bo żywym i namacalnym przykładem jesteś ty, Janek. Gomułka cię zdegradował ze stopnia oficera, a teraz przywrócono ci ten stopień i jesteś nawet posłem pomimo, że jesteś Żydem. – A ile lat przysięgał, że nie jest Żydem?!
Drugi przypadek to Ludwik Dorn. Też z krwi i kości Polak. A w „Angorze” i paru innych gazetach w marcu 2007 r. pokazują zdjęcia jak Dorn dał się ochrzcić i teraz to on jest stuprocentowym Polakiem.
Nie słyszałem, żeby pani Waltz, obecna prezydent Warszawy, wniosła do sądu sprawę przeciwko Wałęsie. A Wałęsa zdenerwowany, że wyrosła mu przeciwniczka do prezydentury, publicznie powiedział: – Dopiero co przeszła na naszą wiarę i jeździ na każdą mszę świętą. Myśli, że Polacy nie wiedzą kim ona jest.
Można by nie setkami, a tysiącami podawać takie przykłady.
Te bezczelne kłamstwa są groźne, bo Żydzi liczą na to, że młode pokolenie Polaków nie znające historii ostatniego wieku uwierzy w to, co oni wciskają im do głowy. Mimo że jeszcze żyją ludzie, którzy sami widzieli okres przed 1939 rokiem i okupację hitlerowską oraz obozy zagłady. Widzieli kto kogo mordował.
Mamy liczne dowody na to, że Żydzi na Zachodzie, szczególnie w Ameryce, starają się historię napisać po swojemu. I wynika z niej, że Polacy byli mordercami Żydów. Ile to razy władze w Polsce biły na alarm, gdy prasa amerykańska pisała artykuły o tym, że w Polsce – Polacy mordowali Żydów.
W archiwach są jeszcze dostępne materiały z okresu drugiej wojny światowej. W kwietniu 1942 roku organ polskich Żydów w getcie warszawskim „Żagiew” napisał:
„Po wojnie stanie się koniecznością pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich Żydów z Kresów Wschodnich splamionych prosowiecką kolaboracją, w wyniku której Sowieci wymordowali dziesiątki tysięcy Polaków”.
A Hugo Steinhaus, słynny matematyk, pisze:
„W Wilnie Żydzi całowali wjeżdżające czołgi radzieckie i wydawali Polaków NKWD na pewną śmierć”.
We Lwowie Żydzi nosili trumnę z napisem: „Polska umarła” i tańczyli, i śpiewali.
Adolf Kołodziej opisał taką oto scenę:
Przez miasteczko Białozorze pędzono polskich jeńców. Miasteczko w trzech czwartych żydowskie znajdowało się tuż przy Krzemieńcu. Kolumna polskich jeńców była opluwana i obrzucana kamieniami, a Żydzi idący obok jeńców krzyczeli: „Wy, polskie świnie, chcieliście Polski od morza do morza, teraz od rzeki do rzeki nawet jej nie macie. Zdejmijcie te koguty z czapek”. Wyciągnięto z kolumny oficerów i generała. Deptano i pluto na czapki z polskim orłem. Konwojenci śmieli się i nie bronili jeńców.
Gdzie o tym można przeczytać? – „Dzieje prawdziwe” autorstwa Adolfa Kołodzieja. Autor pisze dalej, że po zdobyciu Lwowa przez Armię Czerwoną Żyd podpułkownik Jusimow wraz z innymi Żydami wymordował ponad czterdziestu polskich studentów.
Cała Polska oglądała w telewizji, jak papież Jan Paweł II modlił się na cmentarzu radzymińskim. Słuchaliśmy co mówił o poległych. Obok stali i czuli się dobrze ludzie władzy – Żydzi. Nawet jak trzeba to robili znak krzyża. A co zrobili ich bracia, gdy Polacy walczyli pod Ossowem i w Radzyminie?
Jest w Bibliotece Narodowej książka „Dzieje Polski” autorstwa Wacława Sobieskiego, dotyczy właśnie walk o Radzymin i Ossów. Możemy w niej przeczytać: „Generał Szeptycki napisał raport do naczelnego wodza Piłsudzkiego tej treści:
„Żydzi pod Radzyminem unikają walki. Mieliśmy wczoraj akt zdrady. Cały batalion z uzbrojeniem poszedł do bolszewików. Namawiają Polaków, żeby nie strzelali do czerwonoarmistów, a gen. Sosnkowski napisał długi raport, że w pierwszych dniach walk pod Radzyminem do 12 sierpnia 1920 r. ucieklo do ruskich 202 żołnierzy Żydów. A w następnych dniach 411 kolejnych Żydów ucieklo”.
Obaj generałowie pisali o tym w raportach, a autor „Dziejów Polskich” Wacław Sobieski podsumował, że razem uciekło 1,585 żołnierzy żydowskich. Oto jak bronili kraju, który przygarnął ich, gdy inne kraje wyrzucały ich od siebie. Obecnie podnoszą lament i wrzask na świecie, ale i w Polsce też, że Polacy to antysemici i nienawidzą Żydów.
Profesor Richard C. Lukas pisze, że współpraca Żydów z radziecką bezpieką, w czasie zajęcia ziem polskich na wschodzie, spowodowała – że Polacy znienawidzili Żydów. Profesor Lukas podkreśla, że Żydzi sami sobie są winni, bo organizowali antypolskie dywersje we wrześniu 1939 roku.
Atakowali wojsko polskie w wielu miejscowościach – w miejscowościach Grodno, Brzostowica, Indora, Jeziora, Izbica, Uściłąg, Kołomyja, Bożyszcze, Zborów Wołkowyjsk, Dzięcioł, Ostryna i wielu innych. Strzelano nie tylko do żołnierzy, ale i do ludności cywilnej.
Profesor Richard C. Lukas, historyk i świadek tych wydarzeń opisuje wstrząsające sceny: „Ofiary liczono w tysiącach, a kogo Żydzi nie zastrzelili, to zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej odnajdywali go i oddawali w ręce NKWD”. Tenże historyk opisuje ohydne sceny mordowania polskich duchownych w wyżej wymienionych miejscowościach. Bezczeszczenie krzyża i monstrancji z hostią.
Przecież to jest nasza polska martyrologia i historia. Ale kto o tej historii będzie pamiętał? Gdzie młodzież dostanie książki o tej tematyce? Zrobienie obecnie filmu lub napisanie i wydanie książki napotyka na ogromne trudności i przeszkody. Chyba nie zrobi tego Agnieszka Holland – Polka żydowskiego pochodzenia. Ona owszem robi filmy w których gloryfikuje Żydów, bohatersko walczących z faszyzmem. Jeszcze trochę to młodym wmówią, że to oni byli zwycięzcami wojny.
17 listopada 2006 roku w programie pierwszym telewizji był wywiad z autorką wielu wartościowych książek panią Anną Bojarską. Oto co powiedziała:
„Jestem na czarnej liście i nie wolno o mnie pisać recenzji. Na tej liście jestem obok Albina Siwaka, o którym tylko źle można pisać. Na tej liście są ludzie, którzy mieli odwagę napisać prawdę o Żydach”.
W tej samej audycji udział brał Ryszard Filipski, znany aktor. Znany też z tego, że miał odwagę mówić o Żydach prawdę. Nie będę przytaczał dlaczego wiele lat był na banicji w Bieszczadach jako rolnik.
Jeszcze za Polski Ludowej znałem go i często z nim rozmawiałem. I w tej audycji w telewizji powiedział, że obecnie w Polsce nie można zrobić żadnego filmu patriotycznego, gdyż nikt na to nie pozwoli. Nie dadzą pożyczki w banku na film, a bez pożyczki nikt nie zrobi filmu. Ale Polański, Holland i paru innych reżyserów, otrzymuje bez trudu każdą sumę, jaka jest im potrzebna na realizację filmu. Owszem – mówi Filipski, w telewizji podpowiadali mi:
„Zrób pan film o żydowskiej kulturze, o Holocauście, to otrzymasz pan na to pieniądze. Ale polski patriotyzm to prawie jak nacjonalizm i na to pieniędzy pan nie dostanie”.
Jest taka fundacja, która sponsoruje produkcję filmu. To Fundacja Batorego. Ale głos decydujący komu i na jaki film przyznać fundusze – należy do Bieleckiego, Suchockiej, Geremka i Bartoszewskiego. Ta fundacja daje olbrzymie pieniądze, ale na filmy antypolskie, takie które ośmieszą polską kulturę, a szczególnie religię rzymskokatolicką i duchowieństwo. Filipski kończy występ w telewizji słowami:
„Trzeba by najpierw tych co rządzą i decydują ewangelizować, ale i tak wyszedłby z tego Żyd”. Dorn dał się ewangelizować, zobaczymy co z farbowanego lisa wyjdzie.
Teresa Torańska robiła parę razy ze mną reportaże, niektóre dość obszerne. Ale i ona, i jej ekipa dwoiła się i troiła, jakby mnie przygwoździć i skompromitować. Widziałem ile trudu wkładają w to, aby przyłapać mnie na czymś, co by mnie w oczach ludzi ośmieszyło i skompromitowało. Jakby filmu było mało, to pisała też do prasy artykuły o mnie. Zawsze wychodziłem w jej artykułach jako człowiek prymitywny, niedouczony i tępy.
Widzi pan – mówiła – o Wałęsie jest film „Człowiek z żelaza”, a o panu można nakręcić film „Człowiek z pustaków”. – Pani Tereso, po mojej trzydziestoparoletniej pracy w budownictwie zostały trwałe i liczne ślady. To tysiące mieszkań, gdzie mieszkają nie tylko moi przyjaciele i Polacy, ale i moi przeciwnicy i Żydzi. To jest moja duma i chluba tak jak i moich kolegów. Po takich dziennikarzach, jakimi wy jesteście, zostanie pusty śmiech pokoleń. A czy miałem rację oceniając źle poszczególne ekipy i formacje polityczne? Świadczy o tym dzisiejszy stan Polski i jest to uczciwa ocena.
Mnie, ciemniakowi nie zdarzyło się nigdy to, co zademonstrowali bracia Kaczyńscy. Oto polski prezydent, składając wizytę w innym kraju, marynarkę zapiął o dwa guziki wyżej. Jak wyglądał? Polacy mieli okazję zobaczyć to sami. Albo scena, kiedy podaje papieżowi kwiaty korzeniami do góry.
A podczas jego wizyty w Izraelu, gdy oficjalnie przemawia i cała sala ludzi słucha i patrzy, a telewizje transmitują to na cały świat, dzwoni mu w kieszeni komórka. Prezydent wyciąga ją i przez długi czas nie potrafi wyłączyć. Dopiero jego żona podbiega, odbiera aparat z jego rąk i wyłącza go. A w Polsce za parę minut w „Wiadomościach mówią: „Czy nie ma w otoczeniu ludzi, którzy by go nauczyli obsługi telefonu?”.
Na jednej z uroczystości Prezydent idzie wraz z generałem przed Kompanią Reprezentacyjną i co? Ano to, że gdyby go nie zatrzymał idący obok generał to poszedłby hen daleko, być może w pole.
Nawet takie problemy jak nadanie statusu miejscu, gdzie ginęli Polacy w czasie okupacji jest trudne, a może i nieosiągalne. Na przykład, pod Łodzią w Konstantynowie zginęło z wyczerpania bardzo dużo Polaków, ale nie było tam Żydów. Gdyby tam zginęli Żydzi to byłby to obóz koncentracyjny. Ale nie było ich tam i satysfakcji Polakom nie damy. Pani Marianna Grynia walczy od lat, żeby uznano miejsce za obóz koncentracyjny, gdyż w latach okupacji siedziała w tym obozie i widziała jak ginęli tam ludzie. Ginęli z głodu, zimna i brudu. Mężczyźni, ale i kobiety z dziećmi oraz starcy. Dziś wielu urzędników, od których zależy przyznanie statusu obozu zagłady mówi, że za mało tam ofiar, jak na obóz zagłady. Ale ci sami urzędnicy, gdy Żydzi załatwiają to, by upamiętnić miejsce, gdzie zginęło paru z nich, na wyścigi robią tak, jak Żydzi chcą. Ale w Konstantynowie byli tylko Polacy.
Obecnie kolejne rządy wcale się nie kryją, że przyznają duże pieniądze na renowację żydowskich cmentarzy. Na odbudowę synagog i bożnic. W miejscach, gdzie Żydzi ginęli muszą być tablice i kwiaty. Są już ogłoszone projekty, że w Warszawie wybuduje się wielki kompleks muzealno-pomnikowy i zajmie on duży teren. Czy będzie zbudowany za polskie pieniądze? Oczywiście, że tak. Tysiące cmentarzy polskich patriotów różnych formacji, które toczyły walkę na śmierć i życie, zarastają krzaki i trawa. Setki miejsc kaźni Polaków zarosła trawa.
Zatracamy tożsamość narodową, pozwalamy pisać historię naszym katom. W dodatku godzimy się na to za judaszowe pieniądze i awanse. Żydzi, zrobią to rękoma Polaków. Ja często podziwiam spryt i przewrotność Żydów. Potrafią tak odwrócić kota ogonem, że ludzie w to wierzą.
W latach 1980-88 powstał w MSW zespół ludzi do sprawdzenia pochodzenia narodowego około 1700 osób. Ten zespół był oczywiście nielegalny, powołany bez wiedzy i akceptacji ze strony Kiszczaka i Jaruzelskiego. Wybrano i zaprzysiężono grupę ludzi sprawdzonych i wiernych idei, jaka przyświecała inspiratorom tego pomysłu. Przez dwa lata grupa pracowała dobrze i miała już dużą ilość materiału. Sięgano nie o jedną zmianę nazwiska do tyłu, lecz o dwie, gdyż np. wałbrzyski komitet centralny Żydów zalecił dwa razy zmieniać nazwiska. Praca była mozolna i trudna, ale wykonalna.
I jak to w życiu bywa, czasami zwykły przypadek może pokrzyżować plany. Praca była prawie na ukończeniu, ale grupa oficerów postanowiła sprawdzić również Jaruzelskiego. Wiadomo przecież, gdzie żyli Jaruzelscy przed wojną i tam też pojechali sprawdzić. Trzech oficerów pokazało oficjalnie proboszczowi swoje legitymacje służbowe i poprosili go o księgi gdzie odnotowano wszystkie chrzty. Ksiądz od pierwszej chwili okazał się bardzo usłużny i przyjazny. Na dowód powiedział: – Ja panowie pomagam już wiele lat waszej firmie i wymienił nazwisko oficera prowadzącego. Mam do panów dużą prośbę. Otóż ja przewodniczę tu paru różnym komitetom. Od budowy wodociągów do budowy drogi. A ostatnio gazyfikujemy gminę, ale nie możemy kupić rur. Skoro ja panom pomagam to i wy pomóżcie mnie. Załatwcie mi te rury do gazu. I tu wpadł jeden z oficerów na pomysł, jak księdzu pomóc, samemu się nie dotykając do tej sprawy.
Jest w Komitecie Centralnym taka komisja co to załatwia i podał moje nazwisko i funkcję. – Jak ten ksiądz przeszedł tych co pilnują wejścia – nie wiem. Fakt, że znalazł się w środku gmachu KC. Traf chciał, że szedł korytarzem Czyrek, który nie mógł wyjść z podziwu, że ksiądz chodzi po gmachu i zagląda do gabinetów. Zatrzymał go i pyta co tu robi. Ksiądz szczerze powiedział, że szuka Siwaka, bo ten podobno może załatwić rury. – A kto to księdzu powiedział? – spytał Czyrek? A trzej oficerowie co sprawdzali akta urodzeń u mnie w parafii. I tak sprawa się wydała. Dobrze, że ksiądz nie spisał sobie legitymacji, a nazwisk oficerów nie pamiętał.
No i przyszedł do mnie, ja nie byłem nigdy sam. A ksiądz już od progu powiada, że popiera ustrój i że współpracuje z MSW. Przerwałem mu i mówię, żeby wyszedł na korytarz. Na korytarzu mówię mu, że nie wolno mu nikomu o tym mówić, że współpracuje z MSW. – A ja myślałem, że panowie to jakby jedna wielka firma i wszystko o sobie wiecie – usprawiedliwiał się ksiądz. – To nieprawda, są różne formacje polityczne, które zaraz to wykorzystają. Rury mu załatwiłem, bo to przecież dla ludzi robił, a nie dla siebie.
Grupa oficerów musiała na tym zakończyć, gdyż Czyrek spowodował trzęsienie ziemi w MSW. Teraz jeden drugiego śledził. Ale duży dokument w formie książeczki zrobili. Było w tym dokumencie 1700 nazwisk z rodowodem dokładnie sprawdzonym.
I tu Żydzi zadziałali bardzo chytrze. Wydali taką samą książeczkę. Taki sam papier i czcionkę. Te same symbole w tytule. Ale zawierał już nie 1700 nazwisk, a 2500. Wsadzili między Żydów – rdzennych Polaków.
Osobiście znałem wielu z tych nowo umieszczonych w tej broszurze. Słusznie wykombinowali, że ludzie tam umieszczeni wściekną się i będą chcieli to wyjaśnić. I o to właśnie chodziło. Druga sprawa to fakt, że wielu posiadaczy tej żydowskiej broszury zareagowało w taki sposób: „To niewiarygodna książka, bo są tu Polacy też zapisani”. Czyli suma summarum, jak mówią, zrobili tak, że ludzie nie wierzyli w ten spis i przestali się interesować sprawą uważając, że jest to kłamstwo i oszczerstwo. Kto by na to wpadł, że właśnie tak trzeba zrobić. Nawet sam H. Pająk, autor wielu książek, korzystał z tej fałszywej broszury. […]
[…] Norman Davies w swojej książce „Orzeł biały i czerwona gwiazda” pisze: „Zbierając materiał do książki musiałem rozmawiać z dużą ilością świadków zdarzeń, które opisuję. Prawdą jest, że Żydzi kolaborowali z NKWD. Prawdą jest, że masowo wstępowali do tej organizacji, która dokonała największego ludobójstwa w Rosji i w Polsce. Prawdą jest również, że każdy Żyd, z którym o tym rozmawiałem przekręcał fakty i wybielał Żydów”.
W swojej przedmowie Norman Davies opisuje, jak odszukał dwóch Żydów w Izraelu, którzy zostali sfotografowani przy egzekucji Polaków na Kresach. Mówi im, że to niepodważalne, że to właśnie oni są na zdjęciu.
Ale oni idą w zaparte. A nazwiska i imiona nie są wasze? Nasze, ale ktoś na złość nam mógł podać nasze nazwiska. – No, ale na zdjęciach widać, że to wy. – A bo to nie ma podobnych ludzi do siebie na świecie – mówili. – No dobrze, a co powiecie na to, i wyciągnął kserokopię ich podpisów na listach do wywózki ludzi na Wschód i porównał z ich aktualnymi podpisami. Pierwsza ich reakcja to pytanie, kto pozwolił sprawdzić ich podpisy w Izraelu. Potem stwierdzili, że to są oczywiście podrobione podpisy i więcej rozmawiać nie będą.
Norman Davies opisuje również wojnę 1920 r. Pisze, że oficer nadzorujący zakładanie drutu kolczastego przez oddział złożony z Żydów zauważył, że utopili oni w stawie parę ton tego drutu, a zasieki, które zbudowali, dziecko mogłoby gołymi rękoma zdjąć. Złożył oficjalny raport, że Żydzi sabotują pracę, jaką im rozkazem się nakazuje. Walczyć na pierwszej linii też nie chcą. Oni robią wszystko, żeby bolszewicy zdobyli Warszawę – zakończył swój raport.
Inny oficer złożył meldunek do generała Szeptyckiego, że w nocy Żydzi uszkodzili kilka działek i parę wozów z taboru zaopatrzenia. Złapani na gorącym uczynku mieli być przewiezieni do Warszawy do sądu. Ale inni Żydzi otworzyli areszt i wypuścili, po czym wszyscy uciekli do bolszewików. Chyba autora „Orła białego i czerwonej gwiazdy” nie można posądzać o fałsz i kłamstwo. Ale tych faktów i wielu innych epizodów z obrony Warszawy nasi przywódcy nie przytoczą. Wybiorą wyłącznie te, które im pasują do ich wersji obrony Warszawy. CDN
Albin Siwak
TOM I [CZĘŚĆ IV]
Rozdział XIX

BEZ STRACHU – TOM II [CZĘŚĆ XV]

Rozdział V – Największa pralnia KnesetGdy spotkaliśmy się następny raz w domku na działce gen. Jana Wyderkowskiego – pan Tadeusz zaczął rozmowę bardziej otwartą: „Cała ta tragedia Żydów czyli Holokaust, wiąże się nierozerwalnie z historią faszyzmu niemieckiego czyli socjalizmu narodowego. Żeby dobrze zrozumieć przyczynę tego holokaustu, należy zapoznać się z działaniami antyżydowskimi w hitlerowskiej III Rzeszy.

Partia hitlerowska jeszcze przed objęciem władzy przez Hitlera miała już swój plan antyżydowski. W programie politycznym z 24 lutego 1920 r. sformułowano jasno i dokładnie cele i zadania związane z Żydami. Program ten przedsawiał się następująco:

# Żyd nie może być obywatelem państwa niemieckiego,

# Żydzi nie mogą mieć takich samych praw, jak rdzenni obywatele niemieccy,

# Żydzi nie mogą pełnić funkcji publicznych, ani mieć udziału w niemieckim życiu społecznym i kulturalnym.

Nawet w polskich publikacjach – mówi Bednarczyk – znajdzie pan takie opisy decyzji wczesnych władz niemieckich. Np. Artur Eisenbach pisze o tym na stronie 44 w książce pt. „Hitlerowska polityka zagłady Żydów” – Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa, 1961 rok.

Hitlerowskie plany eksterminacji Żydów były przygotowane równolegle z planami napaści na inne państwa. Są liczne dokumenty w wielu państwach zachodnich. Np. niemiecka dyplomacja domagała się od wielu państw zachodnich, sfinansowania przesiedlenia Żydów z Niemiec w inne części świata. Takie rozmowy Niemcy prowadzili z wieloma państwami: z Francją, Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi. Tylko, że rządy tych krajów widziały w Niemcach, a konkretnie w faszyzmie tłumiciela wszelkich ruchów rewolucyjnych ludzi pracy, jakie zaczynały mieć miejsce na świecie. Państwa zachodnie liczyły na skierowanie tej siły faszystowskiej szczególnie na Związek Radziecki.

Niemcy więc robili co chcieli z Żydami. Konfiskowali mienie żydowskie. Niemcy już w 1938 r. nałożyli kontrybucję na Żydów, kontrybucję w wysokości jednego miliarda marek. Żydom nakazali oddać do depozytu wszystkie kosztowności. Zablokowano im wszystkie konta w bankach. Państwa zachodnie były informowane o tych wszystkich sprawach, o pozbawieniu środków do życia ok. pół miliona ludzi, bo tyle było Żydów w Niemczech.

Zachód i na to nie reagował, ustępowano Hitlerowi na całej linii. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej Hitler i Goering zapowiedzieli, że w razie wybuchu wojny nastąpi całkowita zagłada Żydów. To wszystko opisał Artur Eisenbach w swojej książce, o której już mówiłem. Dziś, kiedy piszę ten rozdział na podstawie notatek z opowiadań pana Tadeusza, i gdy już mam do dyspozycji wiele danych o polityce obecnej, to widzę jak bardzo naiwne i tendencyjne są w świetle dokumentów stwierdzenia, że to Polska była przyczyną wybuchu II wojny światowej. Z wydanych obecnie książek na zachodzie, w których to historycy piszą, wygląda ta sprawa całkiem inaczej. Nas Polaków nie trzeba przekonywać, kto i dlaczego tę wojnę rozpoczął.

W obecnym czasie wielu literatów żydowskich na świecie pisze książki i artykuły do prasy, że to Polska jest winna, bo prowokowała Niemców.

No ale, po wojnie Żydzi wzięli od Adenauera aż 65 miliardów dolarów [te liczby się powtarzają], żeby zwalić winę na Polskę i oczyszczać Niemców. A ile biorą obecnie „polscy” szmalcownicy od Żydów, żeby popierać te ich brednie? Odszedłem jednak od tematu spotkania z panem Tadeuszem.

Wielu Polaków nawet nie wie jak przebiegało życie w gettcie warszawskim. Pierwsze dwa lata getta to funkcjonowanie „szopów” czyli zakładów pracy dla potrzeb Niemiec. Wielu bogatych Żydów pozakładało spółki z SS-manami, bądź Niemcami, którzy przyjechali i mieszkali w Warszawie. Oczywiście, że płacono symbolicznie rzemieślnikom żydowskim. Ale mieli lepsze wyżywienie i złudną nadzieję na życie. Polacy korzystali też z tych zakładów pracy, czyli „szopów”. W niektórych pracowało po 2 000 Żydów.

Czynne były kawiarnie dla bogatych Żydów, a nawet burdele. Od wiosny 1941 roku aż do 1942, do jesieni całe getto miało chleb. Ale zgodnie z planem eksterminacji Żydów ograniczano żywność, zaostrzano rygory wobec nich. Zlikwidowano wyjście z getta na miasto. Wychodzących różnymi dziurami w murze na miejscu rozstrzeliwano.

Z dnia na dzień w gettcie robiło się coraz gorzej. Dowożono Żydów z małych gett powiatowych, gdyż te powiatowe likwidowano. Było ciasno, bo po dwie a często trzy duże rodziny żydowskie musiały pomieścić się w jednej izbie. Przy tym wyłączano prąd i wodę.

W coraz bardziej skrajnym kryzysie, Żydzi bogaci nie chcieli się podzielić swoimi zapasami z biedotą żydowską.

Odbyłem – mówił pan Tadeusz – wiele rozmów z byłymi właścicielami fabryk, zakładów i firm które dawały wielkie dochody tym Żydom, a znałem te dochody, bo byłem oficjalnie urzędnikiem skarbowym.

Gdy prosiłem bogatych Żydów, żeby pomogli przeżyć tej biedocie, to nie tylko odmawiali, ale mówili, że ten motłoch żydowski przynosi wstyd i hańbę Żydom na świecie, że oni powinni zginąć.Kapitulacja Francji była ciosem i wstrząsem dla Żydów. Upadły nadzieje na koniec wojny i wyzwolenie. Całe żydostwo przyjęło postawę posłusznego wykonawcy poleceń niemieckich. Nie chcieli nawet słuchać nas, Polaków, gdy mówiliśmy im, że trzeba walczyć. Dopiero we wrześniu 1942 r., gdy wywieziono do Treblinki z getta ponad 300 000 Żydów, udało mi się założyć „Żydowski Związek Bojowy”, w skrócie ŻZB. Ale i tak trudno było skłonić Żydów do samoobrony.

Na przeszkodzie, żeby podjąć zbrojną walkę, stali dwaj najważniejsi rabini w gettcie. Oni głosili cytaty z ksiąg Joba rozdział V werset 17, 18, 19 i 20, gdzie Żydzi mieli umierać dla chwały Boga. Mimo że w gettcie był trzeci rabin, który nazywał się Nissenbaum i głosił całkiem co innego, że należy ratować własne życie wbrew talmudowi, jednak wpływ na decyzje, żeby nie podejmować walki z Niemcami, mieli ci dwaj wymienieni rabini. Ci dwaj rabini pchnęli Żydów na drogę mistycyzmu religijnego, zabraniając walczyć.

Ponadto, należy wziąć pod uwagę, że Niemcy mieli wśród Żydów w Warszawie aż 70 000 agentów, którzy wymieszani wśród Żydów wychwytywali wszystko, co interesowało Niemców. Wśród tych 70 000 szpicli, było 15 000 kryminalistów żydowskich, których Niemcy celowo wypuścili z więzienia. Ci szpicle mieli w mieście specjalne kuchnie i stołówkę.

Ponadto Niemcy założyli organizacje „ŻAGIEW”. Byli to specjalnie przeszkoleni Żydzi, do likwidacji bądź ujawniania tych Żydów, którzy byli skłonni walczyć o życie z Niemcami. Oni poruszali się nie tylko po Warszawie, ale po całym dystrykcie warszawskim. Nikt lepiej nie potrafił rozpoznać Żyda wśród Polaków, jak właśnie oni. Świadczyli oni nieocenione usługi Niemcom.

Z dokumentów i mojej wiedzy, mówi Tadeusz, wynika, że wydali oni w ręce Niemców ok. 50 000 Żydów, 6 000 Polaków, którzy ukrywali Żydów, i ponad 1 500 księży polskich, którzy pomagali Żydom na szlaku do Związku Radzieckiego.

Są to haniebne dla Żydów fakty i dane liczbowe. Obciążają ich bardzo. Straty wśród Żydów były tak duże, że z tego powodu musiano wbrew woli rabinów powołać zbrojną organizację do likwidacji, „żagwistów”.

Podczas swego pobytu w Warszawie i Lublinie Himmler wydał osobiście rozkaz ostatecznej likwidacji getta w okupowanej przez Niemców Warszawie. Powołał do tej likwidacji strumbannfuhrera Hofte. Rozpoczęto likwidację 20 lipca 1942 r. Hofte ściągnął całą plejadę krwawych asów z Warszawy i rozpoczął swe zadanie. Zorganizował miejscowe siły gestapo oraz policję niemiecką. Były też oddziały litewskie, Łotysze i przede wszystkim Ukraińcy.

Ważne role grali ludzie judenratu na czele z A.Czerniakowem i inż. Lichtenbaunem (obaj Żydzi) oraz cała policja żydowska porządkowa w gettcie warszawskim.

Należy to odnotować, że Niemcy stosowali wobec Żydów różne bolesne szykany. Wagony bydlęce wysypywali tłuczonym szkłem i wapnem. Obuwie zabierano przed wejściem do wagonu. Pomijając fakt, że nogi mieli pokaleczone, to wapno paliło rany. Nikt nie chciał usiąść, nie mógł, a wieziono ich często całą dobę lub więcej.

Los jednak nie oszczędził żydowskich policjantów, szpicli i szmalcowników. Mimo, że służyli Niemcom nadgorliwie i tak, jak tylko umieli, to również szli do tych wagonów pod koniec wywózki do Treblinki. Szli do wagonów cisi i potulni z całymi rodzinami. Nawet gestapo likwidowało też i swoich. Zostali zabici Kohn i Heller. Powód? Wydał ich Grajer, gdy nie mogli się pogodzić przy podziale łupów z getta. Znaleziono przy nich brylanty, które powinni oddać do skarbca III Rzeszy Niemieckiej.

Regułą było dobre współżycie i praca gestapo z żydowskimi zdrajcami, tymi, co byli w policji i Judenracie. Ale również regułą było, że SS-mani osobiście odprowadzali ich na rampę do wywózki. Zyskali tyle, że przez czas swej służby dla Niemców, lepiej jedli no i dłużej żyli. Znany jest fakt, że zdrajcę, prezesa Judenratu Chaima Rutkowskiego, zwanego cesarzem Żydów w Łodzi, Gestapo wiozło do Oświęcimia jego i jego rodzinę specjalną salonką. Zginęli jednak tak samo jak ci, których gnębili.

Dopiero w styczniu 1943 roku Żydzi, widząc, że wywozi się ich systematycznie, zaczęli organizować ŻOB [Żydowskie Oddziały Bojowe]. W połowie stycznia 1943 roku ŻOB oraz ŻZW wydali rozkaz do oporu. Żydzi jakby otrząsnęli się z letargu, ale zbyt późno. Mimo to, zryw w gettcie warszawskim tchnął ducha w resztę Żydów w gettach takich jak: Częstochowa, Białystok, Treblinka i symbolicznie jeszcze kilka innych małych gett. Było to jednak zdecydowanie za późno, a dziś można wyczytać z pism i książek wydawanych w USA, zakłamane opinie, jak to Żydzi się potrafili zorganizować i dzielnie walczyli, a rzekomo Polacy przyglądali się i śmiali.

A przecież bój na placu Muranowskim przeszedł już do historii. Dwa sztandary zostaly wywieszone nad pozycjami powstańców getta. To sztandar żydowski i polski.

Nawet Niemcy to odnotowali. Być może udałoby się Żydom zatrzeć ten fakt. Bo ludzie przecież wymierają, zwłaszcza ci (Polacy i Żydzi), co walczyli razem. Ale zachował się raport Jurgena Stroopa. Pisze on w raporcie, że polscy bandyci zaciekle walczyli wspólnie z Żydami.

Problemem też była partyzantka żydowska. Składała się ona z Żydów których nikt nie chciał ukryć, ze względu na semicki wygląd. Ten problem polegał na tym, że nie podejmowali walki z Niemcami. Robili wszystko, żeby przetrwać. Jeszcze gorzej było z częścią Żydów, którym pomogliśmy uciec z getta. Okazało się – ale zbyt późno – że kolaborowali z Niemcami i z tego powodu wielu naszych partyzantów straciło życie.Jeden z żydowskich historyków opisujących walki w gettcie napisał, że były one przykładem taktyki i nauką dla Polaków którzy później stosowali te wszystkie sprawdzone działania w Powstaniu Warszawskim. Tymczasem trzeba stwierdzić, że to polscy oficerowie chodzili do getta, by uczyć tych nielicznych, bo około czterystu podjęło walkę. A szkoliło się około pięciu tysięcy.To general Grot-Rowecki opracował taktykę walki w mieście i tego uczyli Żydów polscy oficerowie – narażając swe życie, chodząc do getta i ucząc Żydów walki.

„Ja do dziś, panie Albinie, mam gorycz w sercu, gdyż sam osobiście wyprowadzałem dużo Żydów i kierowałem do Polaków w przygotowane już kryjówki. I albo sami Żydzi wydawali Polaków Niemcom jak ich Niemcy złapali, lub po wojnie zamiast podziękować ludziom za trud i narażanie się na niechybną śmierć, to oczernili ludzi, że rzekomo było im bardzo źle. Powyjeżdżali za granice i tam już bezkarnie oczerniają Polaków. A w Polsce nawet nie można odpowiedzieć na te kłamstwa, bo cała prasa jest w ich rękach.

Duża część tych żydowskich bajkopisarzy zawdzięcza życie Polakom i ich poświęceniu, gdyż mogli być zabici przez Niemców z całymi swoimi rodzinami”.

„Wyprowadziłem tego Kosińskiego [Lewinkopfa] z getta i uratowałem mu życie, jak go Niemcy na ulicy złapali. Takiemu opluwającemu nas Józefowi Wolfowi polska nauczycielka, Kalitowa z Wiślicza, uratowała żonę i dziecko. Ja ich tam osobiście zawiozłem do pani Kalitowej. Lub takiemu polakożerczemu inż. Szymonowi Wiesenthalowi uratowałem na ulicy Topiel żonę, Cylę. Moi znajomi przetrzymali ją przez całą wojnę. Jerzego Kosińskiego vel (Lewinkopf) zawiozłem na wieś do znajomych chłopów, którzy również uratowali mu oboje rodziców i przetrzymali do końca wojny. A on, Jerzy Kosiński, ukończył za darmo Uniwersytet w Warszawie i wyjechał do USA, i tam dał pokaz fałszu, opluwając Polaków i Polskę.

A jego ojciec też odpłacił się ludziom, co ich przechowywali. Po wojnie wydał ich radzieckiemu NKWD, a gospodarz był dziesięć lat na Syberii, wrócił bez zdrowia.

Ojciec młodego Żyda, Jerzego – nazywał się Mojżesz Lewinkopf i był w Jeleniej Górze dyrektorem dużej firmy.

Np. był taki szop drzewny Hallmana. I ten Hallman miał w tym szopie ochronę niemiecką, dobrze opłacaną. Ale do czasu – pojechał na Pragę i tam go esesmani złapali. Wywieźli do Trawnik do obozu. Podjąłem starania by go stamtąd wydostać – po jakimś czasie, w lipcu 1943 udało się go wykupić. Ukryłem go na Grojeckiej i przeżył wojnę, a następnie wyjechał do USA. Tam dopiero pokazał co potrafi, wypisując paszkwile o Polakach, to pan Panie Albinie sobie nie wyobraża. Ani razu nie podziękował Polakowi, który go żywił i ukrywał przed Niemcami.

Ukryłem słynnego naukowca Ringellbluma u swoich znajomych Marczaków i Wolskich. Ale błagał mnie, żebym wyprowadził z getta jego kochankę. Udało się i była razem z nim. Tylko, że baba nie umiała siedzieć cicho i na miejscu. Wychodziła często na ulicę i wpadła. Złapali ją żydowscy policjanci i nie puścili, bo mieli za to pochwałę od Niemców. Na gestapo wydała obie polskie rodziny i swego kochanka Ringellbluma. Dwie polskie rodziny zapłaciły głowami za swą ofiarność i pomoc”.Często myślę, panie Albinie, że Cyganie, którzy tak samo byli prześladowani przez Niemców, wywożeni do obozów, byli traktowani zdecydowanie brutalniej niż Żydzi. Dlaczego, ci Cyganie, nie obciążają Polaków i nie fałszują historii? Cyganie po prostu rozumieli ówczesną nadzwyczajną sytuację. Nie zgłaszają do Polaków wyimaginowanych i absurdalnych pretensji. Ilość Żydów agentów była tak duża, że działalność ich zaczęła obejmować nie tylko Warszawę, ale całą gubernię generalną. Agenci żydowscy byli wyjątkowo niebezpieczni przez perfidnie przybierane maski prześladowanych.Zdrajcy ci szybko zaczęli zapełniać listy zdemaskowanych w gestapo agentów. Zaczęły się sypać wyroki, wykonywane przez Żydowskie Organizacje Bojowe i nasze AK. Żyd Heming kierował w gestapo na ulicy Szucha 70-cio osobową grupą specjalistów, którzy śledzili konspiracyjne organizacje i likwidowali je – mówi pan Tadeusz.

W 1984 r. odnalazłem dokument w centralnym archiwum KC PZPR. Miał on tytuł: „Akta delegatury rządu” sygn. 202/II 44 tom 2. Akta te zawierały w układzie alfabetycznym spis kolaborantów i zdrajców Żydów.Lista liczyła 1500 nazwisk i kończyła się zapisem, że to tylko część zdrajców żydowskich. Ale na tej liście, w rubryce narodowość nie ma ani jednego Cygana.

Pomogliśmy, panie Albinie, przerzucić na początku okupacji hitlerowskiej do Związku Radzieckiego 50 000 Żydów. Pomogliśmy też w ramach repatriacji wrócić do Polski po II wojnie światowej 200 000 Żydom zamiast Polakom.

W dystrykcie warszawskim samych tylko Volksdeutschów żydowskich było 70 000. Bilans zdrajców żydowskich znajduje się w centralnym archiwum KC PZPR. Oto liczby tych, co byli w policji żydowskiej tylko w Warszawie – 2 500 osób. Specjalnych agentów gestapo z „Żagwi” było 10 000 osób. W kolaboracyjnej gminie żydowskiej było ponad 6 000 osób.Wybitna historyczka, Żydówka, mieszkająca w USA prof. Hannah Arendt napisała książkę pod tytułem „Eichmann in Jeruzalem”. Oto, jak ona opisuje i ocenia postępowanie swych pobratymców żydowskich:

„To rola żydowskich przywódców przy zniszczeniu własnego narodu jest dla Żydów bezwzględnie najciemniejszym rozdziałem w całej ich ciemnej historii. W Amsterdamie, Warszawie, Berlinie czy Bukareszcie mogli naziści na tym polegać, że żydowscy funkcjonariusze sporządzą listy personalne i majątkowe, koszty deportacji i zniszczenia nałożą na deportowanych, opróżnione mieszkania w oka mgnieniu zatrzymają i oddadzą do dyspozycji policji, i pomóc wyłapać Żydów i doprowadzić ich do pociągu, aż do gorzkiego końca.Autorka tej książki pokazuje, że obok Niemców masowo w unicestwianiu Żydów – uczestniczyli właśnie Żydzi.

Przypomnę w tym miejscu, że w książce „Trwałe ślady” opisałem zdarzenie z miejscowości Mikody. To miejscowość 16 km od Siedlec. Nadmieniłem, jak to przechowywany w młynie Żyd Hirszek, który był żywiony, chroniony i ukrywany przed Niemcami, przez całą wojnę przez polskiego młynarza. – Pan Tadeusz teraz potwierdził ten właśnie fakt, że po wojnie tenże Hirszek przyjechał już jako ubowiec i z zimną krwią zastrzelił osobiście osiem osób – całą rodzinę. Ocalał tylko jeden człowiek, który ukrył się w piecu. Nazywał się Piotrowski.

Potwierdził też pan Tadeusz fakt odbicia przez polską partyzantkę pięciu młodych Żydów, prowadzonych na śmierć do Janowa. Potwierdził, że odmówili oni oficerowi polskiemu, późniejszemu generałowi, Wacławowi Czyżewskiemu wstąpienia do polskiej partyzantki w Lubelskim. Po wojnie przyjechali i wybili dwie polskie rodziny, które ich ukrywały. Dwie rodziny z dziećmi.Gdy byłem członkiem biura politycznego, podjęto próbę awansowania właśnie tych pięciu Żydów do stopnia generałów. Za pierwszym podejściem nie udało się, gdyż czterech członków biura nie poparło tej sprawy. Dopiero, gdy byliśmy na urlopach, zrobiono posiedzenie biura bez nas i „udało” się ich zatwierdzić. Takie właśnie fakty świadczą, że nie my Polacy – mieliśmy w swojej ojczyźnie władze po II wojnie światowej, a Żydzi.

Żydzi chwalą się przed całym światem, że ścigają swoich katów. Podają przykłady, że nawet z Argentyny przywieźli Eichmanna, osądzili i wykonali wyrok. A przecież dobrze wiedzą, że ich rodacy Żydzi, byli również oprawcami i katami, że byli szpiegami w policji niemieckiej, że założyli organizację zbrojną „Żagiew” – w celu łapania Żydów i likwidowania tych, co chcą organizować opór, że setki tysięcy Żydów zlikwidowali sami Żydzi, że bogaci Żydzi nie udzielali pomocy biedocie żydowskiej. Przeciwnie. Popierali Holokaust i likwidację Żydów w wykonaniu Niemców.

Są liczne dokumenty na ten temat. Liczni świadkowie, chociażby pan Tadeusz, który wielokrotnie rozmawiał z bogatymi Żydami na ten temat.

„Jak pojąć i zrozumieć mentalność żydowską, że Kneset w lzraelu podjął decyzję i wcielił w życie ustawę, że nie będą ścigani i karani wszyscy ci Żydzi, których rzekomo Niemcy zmusili zabijać swych rodaków. Obecnie na świecie jeszcze żyją tysiące Żydów, którzy byli katami swoich rodaków.

Przecież to Żydzi podsunęli gestapo szatański pomysł, żeby zwabić do hotelu najbogatszych Żydów, ograbić ich i bestialsko zamordować. Pomysł był Skosowskiego i Żurawina. Obaj zajmowali wysokie pozycje w policji żydowskiej i w gestapo. Obaj mieli już za sobą liczne prowokacje, w skutek których sami zabijali Żydów. Zaplanowali tym razem, by zwabić bogatych Żydów pod pozorem, że załatwią im przy pomocy Niemców paszporty zagraniczne, dzięki którym wyjadą bezpiecznie do Anglii lub Ameryki.

Ściągnęli w ten chytry sposób do hotelu Polskiego przy ulicy Długiej, oraz do hotelu Terminus, i hotelu Royal ponad dwa tysiące osób z dziećmi. Tu najpierw zażądali bardzo wysokich opłat za paszporty. Następnie trzeba było opłacić szefa gestapo. Sami żydowscy policjanci zażądali dla siebie też dużych sum. Nie wszyscy Żydzi mieli aż tyle, ile od nich wymagano, więc z powrotem odprowadzono ich do getta.

Kiedy otrzymali dobrowolnie tyle ile chcieli, to zarządzili osobistą rewizję, rozbierając ludzi do naga i badając u kobiet nawet pochwę a u mężczyzn odbyt. Większość tych bogatych Żydów rzeczywiście miało ukryte w tych miejscach złoto i brylanty. Następnie wywieziono ich ciężarowymi samochodami za Warszawę i wymordowano. Zabijali ich policjanci żydowscy na czele ze Skosowskim i Żurawinem, a SS-mani tylko pilnowali.Po wojnie obaj kaci, Skosowski i Żurawin, uciekli do Izraela, a później do Ameryki. I takich ludobójców Kneset izraelski ułaskawił i zatarł winę. To, jak mówią ludzie panie Albinie, nie mieści się w głowie”.

Ja w latach 1981-86, mając duże możliwości szukania i oglądania dokumentów, odnalazłem potwierdzenie tego wszystkiego, co pan Tadeusz mi opowiedział. W centralnym archiwum były na ten temat dokumenty. Miały one sygnaturę 202/XV-2 tom 2 karta 158.

Należy w tym miejscu postawić poważne pytanie. Dlaczego Żydzi tak przeczuleni na swoim punkcie, tak broniący swoich rodaków na całym świecie, ścigający pojedynczych zbrodniarzy do tej pory, zamknęli całkowicie oczy i zatkali uszy, jak mówi i pokazuje się im dokumentację o Żydach zbrodniarzach?

Jak zeznali liczni świadkowie i mówią, że Żydzi Żydów mordowali, to żydostwo nie chce ani słuchać na ten temat, ani rozmawiać. Bo gdyby przyznali się do tych zbrodniarzy, to potwierdziliby wobec całego świata fakty, że są jednak narodem zbrodniarzy, pokazaliby światu, że oddawali swe dzieci, żeby się uratować, że zabijali braci i swe siostry oraz rodziców, że na świecie wśród ludzi cywilizowanych nie było na taką skalę zbrodni, do jakiej oni by ręki nie przyłożyli.

Myśli pan, panie Albinie, że to koniec tej listy, na której są tysiące żydowskich zbrodniarzy? Nie. To nie wszystko. Jest jeszcze dużo spraw, za które Żydzi uniknęli odpowiedzialności karnej. Chociażby defraudacja dużych sum pieniędzy nadsyłanych z Ameryki.

Prawdą jest, że Żydzi z Ameryki przysyłali pieniądze na ratowanie Żydów w Polsce. Rada Pomocy Żydom otrzymała ogółem jeden milion dolarów, które to polscy spadochroniarze przywieźli i doręczyli. Do tego miliona rząd polski na uchodźctwie dołączył 50 000 dolarów.

I tu Żydzi popełnili zdradę i grabież. W tej Radzie Pomocy Żydom było dwóch „żagwistów”, którzy zwietrzyli duże pieniądze. Z tego miliona dolarów wzięli sobie 200 000. Ale i inni Żydzi w tej radzie dopatrzyli się, kto i ile zabrał. Po dokładnym sprawdzeniu – udowodniono dwóm osobom winę. Wyrok śmierci wykonali dwaj członkowie ŻZW, byli to Zalewarski i „Garbaty”.

Widziałem, panie Albinie, ostatni transport Żydów do Oświęcimia. A na czele kilku tysięcy Żydów szli dwaj rabini. Śpiewali, a z nimi pozostali w kolumnie:„Oto błogosławiony człowiek, którego Bóg karze, przeto karaniem wszechmocnego nie pogardzaj. On zrani i zawiązuje, uderza, a ręce jego uzdrawiają. Z sześciu uścisków wyrwie cię. W siódmym nie tknie ciebie zło. W głodzie wybawi cię od śmierci, a na wojnie z rąk miecza”.

Rzeczywiście lud żydowski wierzył swoim przewodnikom duchowym i nie pogardzał karą, znosił ją potulnie. A Niemcy w imię Boga (Gott mit Uns) uderzali i uzdrawiali ich w piecach Treblinki, Bełżca, Sobiboru, Oświęcimia i Majdanka.

Żydzi nie walczyli, nie chcieli walczyć, bo czekali, że Bóg ich wyrwie z rąk miecza. Walczyła zaledwie garstka postępowej młodzieży, bo ok. 500 z bronią w ręku i drugie 500, bo gdy padali zabici ci z bronią, to ci bez broni brali tę broń i walczyli. CDN

Albin Siwak – [opracowanie – „Patriotyczny Ruch Polski”
i radiopomost.com

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ciekawostki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s