Wróć Komuno…

Do refleksji nowemu przewodniczącemu Solidarności – Piotrowi Dudzie, by ujawnił i przybliżył prawdę o Solidarności

W HOŁDZIE DZIAŁACZOM PRZEDSIERPNIOWEJ OPOZYCJI I WALCZĄCYM W OBRONIE SOLIDARNOSCI , Z GANGSTERAMI POLITYCZNYMI
Obchody 30 rocznicy „S’ mają przestrzec społeczeństwo, przekonać, że nie warto się szczerze angażować społecznie, obywatelsko, że nie warto narażać siebie i bliskich.
Z jednej strony pokazywanie przykładów odstraszających, zniechęcających, losy tych którzy przed sierpniem 1980 i w czasie strajków sierpniowych byli aktywni obywatelsko i z drugiej strony korzyści jakie odnosili ci, co nic nie robili i czekali, kibicowali , a aktywizowali się dopiero w czasie stanu wojennego i po 89 roku.
W 30 rocznicę zawiedzionych nadziei jakie stwarzała Umowa Gdańska, stosowane obecnie przykłady represji mają przekonać , zwłaszcza młode pokolenie , że nie warto się angażować społecznie, patriotycznie bo można doświadczyć prześladowań jak miały miejsce po 31 sierpnia 1980 roku, po zawarciu Umowy między strona rządową PRL i Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym w Gdańsku.
Dlatego godzi się przypomnieć, wyrazić hołd i uznanie tym wszystkim zapomnianym lecz zasłużonym na pamięć i wdzięczność Rodakom.
Jest to nawet konieczne, gdyż „solidarnościowi” fałszerze historii dorównują już w kłamstwach i przeinaczeniach prawdy samemu Hitlerowi i Stalinowi.
W 20-tą rocznicę sierpniowych strajków aktualni działacze używający szyldu „Solidarności” łamali sobie głowy, jak urządzić uroczystości rocznicowe bez udziału tych, którzy 20 lat temu organizowali, kierowali strajkami, a zostali usunięci ze Związku lub sami odeszli, gdyż nie chcieli się sprzeniewierzyć sierpniowym ideałom.
Tych głównych bohaterów tamtych zdarzeń zastąpili ludzie , którzy nie brali udziału w ówczesnych wydarzeniach, kibicowali albo stali po drugiej stronie barykady, a dziś zawłaszczają sobie miejsca po tych, którzy byli faktycznymi twórcami tamtej rzeczywistości. W Gdańsku np. , podobnie jak w całym kraju, w czasie obchodów rocznicowych nie byli obecni ludzie najbardziej zaangażowani w organizowanie protestów sierpniowych i tworzeniu Związku „Solidarność”. Po prostu tych niewygodnych nie zaproszono, inni sami manifestacyjnie odmówili udziału, a o jeszcze innych zapomniano, bo są już nieprzydatni.
W Szczecinie nie poproszono na uroczystości przewodniczącego sierpniowego strajku – Mariana Jurczyka. Podobną selekcję zastosowano we Wrocławiu. Uroczystości odbyły się bez udziały Jerzego Piórkowskiego, Leszka Skonki, a nawet bez Władysława Frasyniuka, który co prawda dawno zerwał ze Związkiem po osiągnięciu swego prywatnego celu, tzn. dorobieniu się majątku kosztem związkowców, ale jednak, choć ze szkodą, przecież działał w Związku. Natomiast główną role odgrywali, ci którzy w ogóle nie brali udziału w przedsierpniowej opozycji, w tworzeniu Wolnych Związków Zawodowych, w strajku, w tworzeniu „Solidarności”, a wypłynęli dopiero po podpisaniu umowy przy „okrągłym stole” : Labuda, Wójcik, Zdrojewski. Krochmal, Suleja, Kieres, o. Maciej Zięba i im. podobni. W czasie uroczystości w Gdańsku otwarto wystawę „20-lecia Porozumień Sierpniowych”, która wywołała wiele krytycznych uwag ze strony uczestników i działaczy „S.
Zarzucali oni twórcom ekspozycji fałszerstwo faktów i wydarzeń. Podobnie dzieje się we Wrocławiu, gdzie usunięto wszelkie dokumenty i ślady dotyczące aktywnych i znanych działaczy skazanych przez władze „Solidarności na zapomnienie. Warto więc w 20-tą rocznicę strajku sierpniowego przypomnieć, choćby niektóre nazwiska najbardziej aktywnych działaczy przedsierpniowej opozycji, organizatorów strajków, Wolnych Związków Zawodowych i współtwórców NSZZ „Solidarność” na Dolnym Śląsku, a skazanych na wykreślenie z pamięci społeczeństwa za niezależne myślenie. Trzeba to uczynić tym bardziej, że niemal wszyscy zmuszenie zostali przez dolnośląskie władze „Solidarności”, po roku 1989 do opuszczenia kraju lub wybrania emigracji wewnętrznej.
Najpierw złóżmy hołd tym, którzy odeszli od nas na zawsze i nie doznali za życia żadnej należnej im moralnej satysfakcji za swoją pełną poświęcenia i odwagi działalność: Elżbiecie Potoczek,(* zginęła tragicznie w czasie stanu wojennego), Tadeuszowi Jandziszakowi ( o jego śmierci nie można było umieścić nawet krótkiej notatki w polskojęzycznych , rzekomo wolnych mediach) , inż.Tadeuszowi Newelskiemu , inż. Tadeuszowi Trąbskiemu, Bolesławowi Cyganowi. Na pamięć i wdzięczność zasługują wypędzeni z kraju przez „Solidarność” , aktywni organizatorzy dolnośląskiej „Solidarności : Bogusław Zbijewski ( Francja), Henryk Sularz ( RFN), Andrzej Talar ( (Arabia Saudyjska), Jerzy Smakowski ( W. Brytania), Andrzej Skonka
(USA). Odważyli się oni bronić „Solidarnośći” przed opanowaniem jej przez gangsterów politycznych związanych z KOR-rem i podobnymi gangami, którym przewodzili m.in. Karol Modzelewski, Jan Lityński, Lech Wałęsa, Władysław Frasyniuk, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik, a wysługiwali się im gorliwie m.in. Krzysztof Turkowski, Barbara Labuda , Jan Waszkiewicz, Mosze Zlat, Roman Duda, i in. podobni.
Ludzie, którzy musieli opuścić kraj lub wybrać emigrację wewnętrzną podzielili los starszych pokoleń rodaków, którzy po zakończeniu wojny nie mogli wrócić do Ojczyzny, o której wolność walczyli i nie doznali za to żadnej satysfakcji moralnej. Tych, którzy wrócili do kraju ( np. andersowcy) lub nie opuścili go w porę (akowcy) czekały więzienia, zsyłka na Sybir, groziły prześladowanie dyskryminacja, upokorzenia.
20 lat temu historia się powtórzyła, a ich prześladowcami byli często ci sami o stalinowskich rodowodach jak np. Bronisław Geremek lub dzieci stalinowców jak Adam Michnik, Jan Lityński, Antoni Zambrowski i in.
Dlatego godzi się w tę rocznicę przypomnieć pewne fakty, które nie mogły do tej pory być ujawnione w kontrolowanych i serwilistycznie nastawionych wobec obozu „okrągłostołowego” środkach masowego przekazu. Zwłaszcza przypomnieć, że właśnie tu , na Dolnym Śląsku toczyła się najbardziej zaciekła walka w obronie związkowego charakteru „Solidarności”, przeciw politycznym gangom działającym na zgubę Polski. To tu, we Wrocławiu powstało pierwsze niezależne pismo związkowe
”Demokracja Związkowa” redagowane przez młodych ludzi, głownie robotników. W walce o „Solidarność” zakładowi działacze związkowi skupieni się wokół Redakcji DZ i zwracali się o pomoc do dolnośląskich i krajowych władz Związku, także do Lecha Wałęsy, ale bezskutecznie, a raczej ze skutkiem odwrotnym od spodziewanego tzn. za tę pozytywną postawę spotykały ich prześladowanie, pomówienia o współpracę z SB itp. oskarżenia .
Jak była to słuszna walka niech świadczą fakty, które dowodzą, że gdyby ich postawa znalazła wówczas szersze zrozumienie, zaufanie i poparcie w szeregach związkowych, to dziś sytuacja w kraju wyglądała by zupełnie inaczej.
A oto przykłady tej walki. Zaczynamy od listu grupy związkowców – redaktorów pisma „Demokracja Związkowa” do LECHA WAŁĘSY( zważmy, że działo się to już w pierwszych dniach września 1980 roku
Oddając dziś hołd ofiarom reżimu PRL i Solidarności przypominamy krzywdy i cierpienie jakich doznali nasi najbardziej wartościowi Rodacy, od obcych i swoich.
Krzywdy w Polsce dotykały zawsze najbardziej wartościowych, godnych i szlachetnych Polaków, którzy, nie z nakazu administracyjnego, nie pod naciskiem otoczenia ale z poczucia obowiązku moralnego i patriotycznego, walczyli ze złem, bronili kraju, poświecili mu wszystko, nie wahając się nawet przed oddaniem życie, a których spotykała nader często krzywda, niewdzięczność i kara za tę aktywność obywatelską, także od tzw. swoich.
Nie dotykało to ludzi biernych, miernych , ostrożnych, tchórzliwych, serwilistów, kunktatorów, karierowiczów, ci zawsze odnosili korzyści: w czasie rozbiorów, okupacji niemieckiej i sowieckiej, w okresie stalinizmu w PRL, reżimu korowskiej Solidarności.
W PRL i w okresie rządów obozu Solidarność (nie tylko AWS), to właśnie ci obywatelsko aktywni zawsze przegrywali , a bierni odnosili i odnoszą zawsze korzyści.
Każdy reżim, także Solidności , opierał i opiera się na tych miernych, biernych, wiernych, posłusznych, a zwalczał, nie przebierając w środach, tych aktywnych, z zasadami, zachowujących się godnie, z honorem.
Zdają bowiem sobie sprawę, że tych z zasadami nie da się zastraszyć, przekupić, zaszantażować.
Stąd malejącadziś liczba aktywnych obywateli, a rosnąca biernych, bo oni zawsze wygrywali. Korzyści z reguły odnieśli ci bierni, społecznie obojętni, miernoty, czy wręcz szumowiny społeczne , bezideowe .Trafnie określił ich abp Józef Życiński , nazywając pętakami, a Aleksander Małachowski mówił o nich, że tak tym pętakom ryje przywarły do koryta, że trzeba będzie je siekierą odrąbywać. Im już nie wystarczy sprawowanie władzy przez dwie kadencje, oni chcą ją i związane z nią przywileje zatrzymać do końca życie. Jeszcze ostrzej ocenia morale, społeczne i narodowe rządzących Janusz Korwin Mikke, mówiąc, że krajem rządzą bandyci, a posłowie zamiast w ławach poselskich powinni siedzieć w wiezieniu.
Przykra to opinia ale słuszna.
Rządzący III RP by utrzymać się przy władzy stosują brutalne metody represyjne, a upartych, niewygodnych wypędzają z kraju. Metodą stosowaną nagminnie już w PRL, jest usuwanie z pracy i życia publicznego. Metody kar i represji mają być przestrogę i zniechęcić obywateli do aktywności, zwłaszcza młodsze pokolenie, do działalności obywatelskiej, do wyznawania jakiejś idei; a myśleć tylko praktycznie o doraźnych korzyściach, także kosztem innych.
W tym celu pokazuje się przykre, a nawet tragiczne przykłady losów ludzi przegranych działaczy. Lansowane przez władze hasło życiowe to – Śmierć frajerom!!!
Obchodu 30 rocznicy „S’ mają przekonać, że nie warto się narażać. Stąd eksponowanie i faworyzowanie tych, którzy przed sierpniem 1980 i w czasie strajków sierpniowych nic nie robili, a zaktywizowali się dopiero w czasie stanu wojennego i po 1989 roku; bo już było bezpiecznie.
Przykłady, eksponowane przez władze represje, mają przekonać , zwłaszcza młode pokolenie , że nie warto się angażować społecznie, patriotycznie, bo można przegrać, jak doświadczyło tego wielu odważnych, zaangażowanych Polaków po 31 sierpnia i Dlatego tym przegranym, tzw. frajerom, należy złożyć hołd i wyrazić najwyższe uznanie , bo wszyscy oni zasługują na pamięć i wdzięczność rodaków.
Jest to nawet konieczne, gdyż „Solidarnościowi” fałszerze historii dorównują w kłamstwach i przeinaczaniu prawdy samemu Hitlerowi i Stalinowi.
W 20-tą rocznicę sierpniowych strajków aktualni działacze i używający szyldu „Solidarności” łamali sobie głowę jak urządzić uroczystości rocznicowe bez udziału tych, którzy 20 lat temu organizowali, kierowali strajkami, a zostali usunięci ze Związku lub sami odeszli, gdyż nie chcieli się sprzeniewierzyć sierpniowym ideałom.
Tych głównych bohaterów tamtych zdarzeń zastąpili ludzie , którzy nie brali udziału w ówczesnych wydarzeniach, albo stali po drugiej stronie barykady, a dziś zawłaszczają sobie należne miejsca po tych, którzy byli faktycznymi twórcami tamtej rzeczywistości. W Gdańsku np. , podobnie jak w całym kraju, w czasie obchodów rocznicowych nie byli obecni najbardziej zaangażowani w organizowanie protestów sierpniowych i tworzeniu Związku „Solidarność” działacze. Po prostu tych niewygodnych, kłopotliwych , nie zaproszono, inni sami manifestacyjnie odmówili udziału, a o jeszcze innych zapomniano, bo są już nieprzydatni.
W Szczecinie nie poproszono na uroczystości przewodniczącego sierpniowego strajku – Mariana Jurczyka. Podobną selekcję zastosowano we Wrocławiu. Uroczystości odbyły się bez udziały Jerzego Piórkowskiego, Leszka Skonki, a nawet bez Władysława Frasyniuka, który co prawda dawno zerwał ze Związkiem, po osiągnięciu prywatnego celu, tzn. dorobieniu się majątku kosztem związkowców, ale jednak, choć ze szkodą przecież działał w Związku. Natomiast główną role odgrywali, ci którzy w ogóle nie brali udziału w przedsierpniowej opozycji, w tworzeniu Wolnych Związków Zawodowych, w strajku, w tworzeniu „Solidarności”, a wypłynęli dopiero po podpisaniu umowy przy „okrągłym stole” : Barbara Labuda, Tomasz Wójcik, Bogdan Zdrojewski, o. Maciej Zięba, Krochmal, Suleja, Kieres i im. podobni.
W czasie uroczystości w Gdańsku otwarto wystawę „20-lecia Porozumień Sierpniowych”, która wywołała wiele krytycznych uwag ze strony uczestników i działaczy „S. Zarzucali oni twórcom ekspozycji fałszerstwo faktów i wydarzeń. Podobnie dzieje się we Wrocławiu, gdzie usunięto wszelkie dokumenty i ślady dotyczące działaczy skazanych na zapomnienie przez władze „Solidarności.
Warto więc przypomnieć, choćby niektóre nazwiska najbardziej aktywnych działaczy przedsierpniowej opozycji, organizatorów strajków, Wolnych Związków Zawodowych i współtwórców NSZZ „Solidarność” na Dolnym Śląsku, a skazanych na wykreślenie z pamięci społeczeństwa, za niezależne myślenie.
Trzeba to uczynić tym bardziej, że wielu z nich zmuszonych zostało przez dolnośląskie władze „Solidarności” do opuszczenia kraju lub wybrania emigracji wewnętrznej.
Najpierw trzeba złożyć hołd tym, którzy odeszli od nas na zawsze i nie doznali za życia żadnej należnej im moralnej satysfakcji, za swoją pełną poświęcenia i odwagi działalność: Elżbiecie Potoczek,(* zginęła tragicznie w czasie stanu wojennego), red. Tadeuszowi Jandziszakowi ( o jego śmierci nie można było umieścić nawet krótkiej notatki w rzekomo wolnych mediach) , inż. Tadeuszowi Newelskiemu , inż. Tadeuszowi Trąbskiemu, współtwórcy Wolnych Związków Zawodowych Bolesławowi Cyganowi. Na pamięć i wdzięczność zasługują wypędzeni z kraju przez „Solidarność” , aktywni organizatorzy dolnośląskiej „Solidarności : Bogusław Zbijewski ( Francja), Henryk Sularz ( RFN), Andrzej Talar ( Arabia Saudyjska), Jerzy Smakowski ( W. Brytania), Andrzej Skonka ( USA). Odważyli się oni bronić „Solidarności” przed opanowaniem jej przez gangsterów politycznych, związanych z KOR-rem i podobnymi gangami, którym przewodzili m.in. Karol Modzelewski, Jan Lityński, Smolarowie, Michnik, Kuroń, Helena Mikołajska , a wysługiwali się im gorliwie m.in. Krzysztof Turkowski, Jan Waszkiewicz, Mosze Zlat, Roman Duda, Władysław Frasyniuk, Włodzimierz Suleja i in. podobni.
Ludzie, którzy musieli opuścić kraj lub wybrać emigrację wewnętrzną podzielili los dawnych pokoleń Polaków, którzy po zakończeniu wojny nie mogli wrócić do Ojczyzny, o której wolność walczyli , a nie doznali za to żadnej satysfakcji moralnej. Tych, którzy wrócili do kraju np. andersowcy lub nie opuścili go w porę, akowcy czekały więzienia, zsyłka na Sybir, groziły prześladowania dyskryminacja, upokorzenia.
20 lat temu historia się powtórzyła, a ich prześladowcami byli często ci sami ludzie o stalinowskich rodowodach jak np. Bronisław Geremek lub dzieci stalinowców jak Adam Michnik, Jan Lityński, Antoni Zambrowski i in.
Dlatego godzi się w tę rocznicę przypomnieć pewne fakty, które nie mogły do tej pory być ujawnione w kontrolowanych i serwilistycznie nastawionych wobec obozu „okrągłostołowego” środkach masowego przekazu. Zwłaszcza przypomnieć, że właśnie tu , na Dolnym Śląsku toczyła się najbardziej zacięta walka w obronie związkowego charakteru „Solidarności”, przeciw politycznym gangom działającym na zgubę Polski. To tu, we wrześniu 1980 r. powstało pierwsze niezależne pismo związkowe –”Demokracja Związkowa” redagowane przez młodych ludzi, głównie robotników.
W walce o „Solidarność” zakładowi działacze związkowi skupieni wokół Redakcji DZ zwracali się o pomoc do dolnośląskich i krajowych władz Związku, także do Lecha Wałęsy; ale bezskutecznie, a nawet ze skutkiem odwrotnym od spodziewanego tzn. za tę pozytywną postawę spotykały ich prześladowania, represje, pomówienia o współpracę z SB itp. oskarżenia .
Jak była to słuszna walka niech świadczą fakty, które dowodzą, że gdyby ich postawa znalazła wówczas szersze zrozumienie, zaufanie i poparcie w szeregach związkowych, to dziś sytuacja w kraju wyglądała by zupełnie inaczej. A oto przykłady tej walki. Zaczynamy od listu grupy związkowców – redaktorów pisma „Demokracja Związkowa” do LECHA WAŁĘSY( zważmy, że działo się to w pierwszych dniach września 1980 roku)
DEKLARACJA ZESPOŁU REDAKCYJNEGO „DEMOKRACJI ZWIĄZKOWEJ”
Jesteśmy grupą obywateli wywodzących się z różnych nurtów demokratycznych. Są wśród nas ludzie związani od niedawna z opozycją , z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Wolnymi Związkami Zawodowymi , a także niezorganizowani lecz krytycznie myślący obywatele. Łączyło i łączy nas nadal dążenie do stworzenia demokratycznego i niezależnego ruchu związkowego. Szansę realizacji idei tego uchu zagwarantowała nam Umowa między Komisją Rządową a MKS w Gdańsku w dniu 31 sierpnia 1980 r. Jednakże sama szansa to dopiero część sukcesu. W przeszłości było już wiele takich szans lecz nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Niebezpieczeństwo zaprzepaszczenia obecnych możliwości jest dzisiaj coraz bardziej realne. Dlatego w trosce i niepokoju o losy idei niezależnego ruchu związkowego postanowiliśmy aktywnie działać , a przede wszystkim –
1, Dążyć by związki zawodowe istotnie broniły interesów ludzi pracy, a nie służyły doraźnym celom różnych partii i ugrupowań politycznych.
2. By były tworzone wyłącznie od dołu przez szeregowych członków i tylko oni powinni mieć prawo wyłaniania, według własnej woli , w wolnych, powszechnych, demokratycznych i bezpośrednich wyborach, swoich najgodniejszych delegatów mających reprezentować ich interesy.
3. Uważamy, że w naszych polskich warunkach związki mogą i powinny starać się zachować postawę apolityczną. Działalność polityczną należy uprawiać w partiach politycznych, a nie w związkach zawodowych. Jeśli jest za mało stronnictw politycznych , to trzeba je stworzyć, a nie przekształcać związków zawodowych w partie polityczną i nie chować się za plecami ludzi pracy.
4. Związki zawodowe powinny być szkołą obywatelskiego myślenia, demokracji, samorządności, wzorem uczciwości i sprawiedliwości.
Liczymy na poparcie, współpracę i pomoc wszystkich, którzy podzielają nasz pogląd i postawę.
Wrocław, 14 października 1980 r. Redakcja

LIST DO KRAJOWEJ KOMISJI POROZUMIEWAWCZEJ NSZZ „SOLODARNOŚĆ” W GDAŃSKU
Uznając, iż przejawy niepraworządności, niejawności i niejasności postępowania oraz łamania podstawowych zasad demokracji jakie mają miejsce już dzisiaj w NSZZ „Solidarność” , zgodnie z par. 11 , pkt 8 Statutu, który mówi, że członek związku ma prawo występować z wnioskami i postulatami do władz związkowych wszystkich szczebli – autorzy tej pracy występują do Krajowej Komisji Porozumiewawczej z wnioskiem o zajęcie w tej sprawie oficjalnego stanowiska.
Prezentowany zbiór tekstów, faktów i zdarzeń świadczy o tym jaką cenę można zapłacić za niezależną i prawidłową postawę myślową, moralną walkę ze złem, nieuczciwością, lekkomyślnością, brakiem zdrowego rozsądku, uzurpatorstwem i karierowiczostwem, w imię poszanowania zasad demokracji. Osią poruszonych w załączonych tekstach wydarzeń są wypadki sierpniowe i okres tworzenia niezależnych związków po strajkach. Nie chodzi nam o wyważanie otwartych drzwi . Domagamy się jedynie w imię szeroko pojętego interesu naszego związku i społeczeństwa polskiego – wyjawienia i sprostowania niezrozumiałego dla wielu ludzi stanowiska jakie w tej sprawie zajęło Prezydium MKZ NSZZ „Solidarność” we Wrocławiu i przywrócenie składu MKZ z dnia 1 września 1980 r, Uważamy, że nie można budować niczego nowego , w tym przypadku NSZZ , krzywdząc ludzi i metodami, które dotąd stosowały władze wobec wszystkich niezależnych działaczy. Nie jesteśmy odosobnieni w swoich poglądach. Zanim zarysował się projekt napisania tej pracy przedyskutowaliśmy go z wieloma ludźmi o szerokim przekroju społecznym. Zwracamy się do KKP, gdyż jesteśmy przekonani, że dalsze milczenie w tej sprawie działa na szkodę Związku i Społeczeństwa. Działając dla dobra Związku, nie zamierzamy rozpowszechniać tego opracowania. Jednocześnie stwierdzamy, że zignorowanie wniosku przez KKP upoważni nas do opublikowania tych materiałów. Nadmieniamy, że jesteśmy w stanie – zarówno własnymi środkami i przy pomocy działaczy WZZ, którzy cenią zasady demokracji ( w tym w większości członków NSZZ „Solidarność”), w skali kraju, gdyż uważamy, że tylko na zdrowych , jawnych i demokratycznych podstawach można zbudować organizacje reprezentującą świat pracy. Jesteśmy przekonani, że stanowisko jakie zajmie w tej sprawie KKP usatysfakcjonuje nas i wszystkich tych, których nieprzemyślane decyzje niektórych ludzi w MKZ NSZZ Solidarność we Wrocławiu skrzywdziły lub pozbawiły wiary w sens budowania naszego Związku.
Oczekujemy więc na zajęcie w tej sprawie stanowiska w terminie 14 dni od daty doręczenia opracowania.
Redakcja” Demokracji Związkowej”
A OTO ZBIOROWY LIST DZIAŁACZY „S”

LIST DO ZAKŁADOWYCH KOMITETÓW ZAŁOŻYCIELSKICH NIEZALEŻNYCH SAMORZĄDNYCH ZWIĄZKÓWÓW ZAWODOWYCH WROCŁAWIA. Jesteśmy grupą przedstawicieli Zakładowych Komitetów Założycielskich z kilku zakładów Wrocławia.
Nasze nazwiska i nazwy zakładów znajdują się na końcu tego listu , a połączył nas NIEPOKUJ O NASZ WSPÓLNY CEL , O NIEZALEŻNE SAMORZĄDNE ZWIĄZKI ZAWODOWE. Co jest przyczyną tego niepokoju ? Otóż od pewnego już czasu jesteśmy świadkami rzeczy niezrozumiałych , wielu wypadach, wręcz sprzecznych z zasadami demokracji , to znaczy z tym do czego wspólnie przecież dążymy. ( List powstał 24 września 1980 r., przyp. LS). I może nie doszłoby do napisania tego listu, gdyby nie kilka spotkań z ludźmi tak samo zaangażowanymi w budowę naszych Związków, u których zauważyliśmy ten sam niepokój. Niezrozumiałą np. jest dla nas sprawą jest to, że nasz wspólny Statut , który ponoć powstał i o którym była mowa w Gdańsku, jeszcze do nas nie dotarł . Nie braliśmy też udziału w przygotowaniu Statutu , nikt go z nami nie konsultował i nikt nas nie informował o postępie prac. A przecież mieliśmy to zagwarantowane grubo wcześniej. Ta gwarancja zresztą powinna wynikać z samej zasady demokracji. Uważamy, że mamy pełne prawo wiedzieć, co ktoś w naszym wspólnym imieniu podpisuje, a podstawowym obowiązkiem Komitetu Założycielskiego z pl. Czerwonego jest nas o tym informować. Nie dotyczy to zresztą tylko Statutu. Lech Wałęsa w Gdańsku zanim podejmie uchwałę dotyczącą wszystkich zakładów pracy, zwołuje ich do siebie i pyta o zdanie. A czy nasz Komitet Założycielski z pl. Czerwonego kiedykolwiek o coś pytał ? Przecież było mówione – „Nic o nas bez nas”. Tymczasem gdy chodzimy na plac Czerwony , to z wyjątkiem trzech, 3-4 osób stale spotykamy nowe twarze w Zarządzie. Bo oto Komunikaty KZ NSZZ dowodzą, że zmiany w Prezydium następują przeciętnie dwa razy w tygodniu, ponieważ gdy weźmiemy spisy członków obecne i początkowe zaraz zauważymy brak kilku osób np. Skowrońskiego, Talara, dra Skonki i innych. Jest za to wielu nowych nazwisk, jak np. Modzelewski, Turkowski, Rak, Pieprz, Pawlik itp. którzy przecież nie dostali się do Komitetu Założycielskiego w drodze wyborów , ponieważ wyborów do naszej reprezentacji związkowej jeszcze nie było. Są to więc ludzie, których w ogóle nie znamy, i których nie wybieraliśmy. Padło już nazwisko dra Leszka Skonki. Pamiętamy dobrze jak sobie gardło zdzierał próbując z nas zrobić – jeszcze w MKS na Grabiszyńskiej w autobusie, potem dopiero na placu Czerwonym, znawców, a przynajmniej dobrych propagatorów idei Związków. Na jego wykłady – pamiętamy to dobrze – zawsze waliły tłumy i nikt nie wychodził , mimo tego, że nieraz trzeba było cały wykład stać. Słuchaliśmy go pilnie i widać było , że jest to człowiek oddany całym sercem sprawie przekazania nam Elementarza Niezależnych Związków. Kto był ostatniej nocy na Grabiszyńskiej, ten widział jak Jerzy Piórkowski ( przewodniczący Komitetu Strajkowego we Wrocławiu, przyp. LS). Osobiście wciągnął dra Leszka Skonkę na podwyższenie i wobec całej zgromadzonej na hali załogi i delegatów strajkujących zakładów dziękował serdecznie za wkład pracy. I nagle dra Skonkę się usuwa, ponieważ stał się zły. Cały czas był dobry dopiero ostatnio stał się zły. A maże stał się zły dopiero dla ludzi, którzy ostatnio pojawili się w Komitecie Założycielskim na placu Czerwonym i dlatego musiał odejść. I dlaczego nie była to decyzja Jerzego Piórkowskiego , bo gdyby była to by nas o tym poinformowano. Tymczasem nie mamy już ani Skonki , ani Piórkowskiego, o którym co prawda się mówi, że jest chory , ale tylu u nas przywódców jest chorych , że nie wiadomo czy można to brać poważnie . Wszystkie te refleksje nasuwają nam podejrzenie, że na pl. Czerwonym coś się niedobrego dzieje i że ludzie, którzy tam są postępują wobec nas nieuczciwie , a nawet wrogo. Wobec tego uważamy za konieczne nowy Międzyzakładowy Komitet Założycielski NSZZ nie pytając nawet o zdanie obecnego. Musimy mieć NASZYCH przedstawicieli w MKZ, takich, których darzymy największym zaufaniem, wobec których nie wysuwamy żadnych zastrzeżeń i którym z całkowitym spokojem powierzymy reprezentowanie i prowadzenie naszych wspólnych spraw. Zwracamy się więc z gorącym apelem do wszystkich Zakładowych Komitetów Założycielskich NSZZ Wrocławia o wydelegowanie najwartościowszych , Waszym Zdaniem , przedstawicieli spośród których wszyscy będziemy mogli wybrać w drodze demokratycznych wyborów ludzi, którym ufnie oddamy w ręce nasze sprawy związkowe. Zapraszamy was w piętek 26 .09. br. ( …) Wrocław ul. Kamienna 145
Autorem listu był Romuald Popłonyk przewodniczący Komitetu Założycielskiego NSZZ w Polmozbycie . Sygnatariuszami listu byli m.in. Romuald Popłonyk z PP Polmozbyt,
Jerzy Smakowski z Wojewódzkiego Urzędu Poczty Wrocław, Henryk Pasek z PBDiM, Elżbieta Potoczek z PBDiM, Stanisław Grześków z ZNTK, Ryszarda Bieńkowska z ZOZ Krzyki, Andrzej Jędrzejewski z Wrocławskiej Centrali Mat. Bud. Bogusław Zbijewski z Biura Projektów Bud. Komunalnego Wrocław, Adam, Skowroński z Kombinatu Geolog. Zachód, Henryk Sularz z Międzywoj. Spółdzielni Inwalidów „Odra”, Andrzej Talar z woj. Zrzeszenia Prywat. Handlu i Usług w Wałbrzychu . Na skutek „zabiegów” ( recte nacisków , przyp. LS.)Henryk Pasek, Adam Skowroński, Stanisław Grześków , kilka dni później także Ryszarda Bieńkowska wycofali soje podpisy.

LIST Do Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” we Wrocławiu (działaczka NSZZ Magdalena Zaboklicka z Wrocławia)

„ Na początku wyjaśniam ; to co napiszę dotyczyć będzie zebrania , które odbyło się w piątek ( 17.10.1980), w auli Politechniki, a raczej spraw tam poruszanych. Właściwie powinnam zabrać głos na zebraniu , tak nakazywało mi moje sumienie. Jeżeli tego nie zrobiłam to dlatego, że należę do osób nieśmiałych , nie umiem przemawiać publicznie , a ponadto zanim wypowiem swoje zdanie , muszę sobie rzecz najpierw przemyśleć. A więc przemyślałam, ale niesmak i przygnębienie jakie napełniły mnie niektóre fragmenty zebrania, niektóre wypowiedzi, a może jeszcze bardziej reakcja sali na te wypowiedzi nie opuściło mnie dotąd. Wybaczcie , że piszę o swoich osobistych odczuciach. Cóż mogą one obchodzić Was. Którzy macie tyle i tak doniosłych obowiązków na swoich barkach. A jednak wysłuchajcie, bo to jest głos „z dołu” , i to głos – wierzę w to , na pewno nieodosobniony, wyrażający odczucie jakiejś części aktywu związkowego. Chodzi mi tu o sprawę dr Skonki, ale nie o niego” jako takiego”, co się wokół tej osoby dzieje i jak się dzieje. Właśnie jak się dzieje. Z dr Skonką zetknęłam się po raz pierwszy Na szkoleniach prowadzonych w pierwszej połowie września w budynku przy placu Czerwonym, gdy w dusznej, przepełnionej sali po kilka godzin dziennie wykładał takim jak ja „świeżo upieczonym” aktywistom związkowym. Jego widoczne dla wszystkich zaangażowanie i jego trud budziły uznanie słuchaczy. Wybaczcie mi, że pozwolę sobie znów na osobiste wynurzenia: wstępowałam w tym okresie czasu często do Waszej siedziby, nawet już nie koniecznie po komunikaty, czy konkretna informacje ale czasem tylko z zewnętrznej potrzeby , jak do miejsca – wybaczcie patos, z którego bije źródło Odnowy. W tym, że taki kult czułam do tego miejsca była niemała zasługa właśnie dr Skonki. Potem były jakieś, niezbyt jasne dla „szerokiego aktywu” oświadczenia , bodaj ze w komunikacie nr 4 i jakieś jeszcze mniej jasne pogłoski, z których wynikało, że drogi dr Skonki i Prezydium MKZ rozeszły się.. Trochę dziwiliśmy się ( mówię o paru osobach, które również bywały na wykładach i z którymi zdarzało mi się na ten temat rozmawiać/, ale nawet nie tak bardzo bo przecież taki to już teraz burzliwy czas, Że ciągle i chyba wszędzie ścierają się poglądy, opinie, przekonania, wybuchają spory i sprzeczki. Potem było zebranie w dniu 3 października , na którym wasze Prezydium przedstawiło się delegatom z zakładów pracy i na którym omówiono działalność MKZ. Mówiono także o prowadzonym przez MKZ szkoleniu . Wymieniono jako pioniera p. Skowrońskiego( przepraszam jeśli pomyliłam nazwisko) a Skonce nic. Jakby nigdy nie istniał. Byłam niemile zaskoczona, naturalnie nie tylko ja jedna. Sądziłam bowiem, że niezależnie od tego, czy Skonka się „odłamał”, czy nie należało przecież wspomnieć o wkładzie jego pracy, zwłaszcza, że wkład ten był przecież niemały. Ale jeszcze i to przemilczenie można by uznać za gafę , niemiłą ale wybaczalną, w tym gorącym okresie. Jednak to, czego widownią stała się aula Politechniki, gafą już nazwać się nie da. To było gorszące i zasmucające widowisko. Już sposób w jaki niszczył ( bo chyba tylko tak można to określić ) Skonkę p. mecenas Kaszubski , nie by ł piękny, ale cóż p. Kaszubski jest prawnikiem , a oni – wiadomo – przywykli z człowieka , o którym mówią robić anioła lub diabła, w zależności od tego, czy bronią, czy też oskarżają, to już takie ich „ skrzywienie zawodowe”. Trudno, bardzo trudno uwierzy nam, którzyśmy słuchali wykładów dr Skonki aby był on agentem , jak to nader wyraźnie insynuował w swoim krasomówczym wystąpieniu mec. Kaszubski.
Oczywiście Skonka mógł nie mieć racji i pewnie jej rzeczywiście nie miał twierdząc, że powinny powstać związki regionalne , a nie jeden ogólnopolski. Ale przecież taki sam pogląd wyznawali podobno – jak to nas chyba właśnie p. Kaszubski uświadamiał na poprzednim zebraniu – przedstawiciele gdańskiego MKZ, a mimo to nikt nie poddawał w wątpliwość ich intencji ). Uważam, że wystarczyło w swoim czasie oświadczyć – bo jednak ludziom się jakaś informacja należała- że pan Skonka nie jest już członkiem Prezydium ponieważ obstawał przy swoich poglądach na niektóre kwestie ruchu związkowego wbrew zdaniu większości Prezydium MKZ, wobec czego obecnie w tym co głosi nie rep[prezentuje już MKZ-etu , a jedynie siebie samego. I to byłoby w porządku ), Mniejsza jednak o wypowiedź p. Kaszubskiego , bo to co było dalej było znacznie gorsze. Wystąpił ten młody człowiek, nazwiskiem chyba Jabłoński (Zenon, przyp. LS) i zaczął dość nerwowo, ale przecież nie obraźliwie, wygłaszać zarzuty pod adresem Prezydium. Z sali zaczęły się gwizdy i protesty. I wtedy, prowadzący zebranie zamiast uciszyć salę, kazał mu zejść z mównicy.
. Nie należało tego robić . I to kimkolwiek mówca by był i cokolwiek chciałby powiedzieć. . To się niestety nazywa tłumienie krytyki, tego Wam , szermierzom demokracji pod żądnym pozorem robić nie wolno. W naszym Związku przecież ma być lepiej, szczerzej, sprawiedliwiej niż w tych starych instytucjach przeciwko, którym występujemy. To prawda, ze teraz jest czas walki i bardzo ważna jest jedność , ale przecież najważniejsza jest Demokracja. Bo to o nią walczymy. A nie można o nią walczyć gwałcąc jej zasady. Nie mówmy sobie , że to tylko teraz , na razie tak musimy. Jeżeli tak zaczniemy, to później będziemy te metody stosować i zawsze znajdziemy na nie jakieś usprawiedliwienie.
Najbardziej przerażające i odrażające było wystąpienie ostatniego mówcy ( tego z Kontroli Dochodów Państwa, nazwiska nie zanotowałam). Typowy demagog w najgorszym tego słowa znaczeniu. Miotał się i rzucał obelgami , a ludzie na sali pobudzeni w swoich najniższych ( zdajmy sobie z tego sprawę )instynktach żywiołowo klaskali., zaś Prezydium … słuchało i akceptowało.

A ja słuchałam i przypominały mi się różne wstrząsające sceny z literatury i filmów, np. nazistowskie wiece, gdy Hitler dochodził do władzy; albo obrazek , jak rozjuszony tłum kamieniuje kobietę , dobrze nie wiedząc za co , to znów gdy linczują Murzyna i jeszcze inne tym podobne.
Powtarzam nie chodzi mi o Skonkę i jego zwolenników, choć oczywiście nie jest dobrze , jeśli ich krzywdzicie, ale nie to jest najważniejsze. Ważniejsze jest to , że historyczny wir wydarzeń wyniósł Was na piedestał. Przypadła Wam ważna i zaszczytna rola . Ku wam wracają się teraz z nadzieja oczy i serca społeczeństwa. Nie zapominajcie więc co sobą reprezentujecie i jaką stratę poniesie idea, której służycie, jeżeli nie będziecie umieli godnie jej służyć. Powiesiliście na sali , w której odbywało się zebranie Krzyż. Inna sprawa , czy to stosowna okazja aby Go wieszać , ale jeżeli już powiesiliście to pamiętajcie co on symbolizuje. Strzeżcie się aby w imię Krzyża nie zapalać stosów dla czarownic. Jest to bowiem największa krzywda, jaką człowiek może wyrządzić Bogu Maria Magdalena Żaboklicka , Wrocław ul. Grochowa 28/1
Jak się okazało ostrzeżenie miało proroczy charakter. Istotnie „Solidarność” zapaliła stosy dla nieprawomyślnych Polaków i stosy te płoną nadal pod tym samy szyldem.

STRAJK SIERPNIOWY NA DOLNYM ŚLĄSKU
Zorganizowany strajk na Dolnym Śląsku rozpoczął się najpierw we Wrocławiu 26 sierpnia przed południem, a więc 11 dni po strajku w Stoczni Gdańskiej i kilka tygodni po strajkach w rzeszowskim i Lubelskim. Ludzie nie chcieli strajkować. Po pierwsze bali się, że władza może na nich krzywo patrzeć, zabrać albo obniżyć wysokość premii, pominąć w przydziale jakiś talonów na pralkę, lodówkę, wstrzymać awans płacowy, odmówić wydania paszportu, wysłania do pracy za granica itp. Lepiej więc było się nie narażać i postępować zgodnie z funkcjonującym wówczas hasłem- „nie rozrabiaj, nie podskakuj siedź cicho i przytakuj”. Toteż na kilka miesięcy przed strajkami w marcu tegoż roku w wyborach do sejmu, 97 procent obywateli poszło głosować bez skreśleń i nawet nie wchodziło do kabin by się nie narazić.
5 miesięcy później, zwłaszcza po zakończeniu strajków, w masie, w tłumie, zmieszani z motłochem okazali wielką zajęczą odwagę. Ludzie nie chcieli strajkować i z innego względu – uważali, że i tak się nic nie zmieni, więc po co siebie i innych narażać, owszem, niech się inni angażują jeśli chcą, ale ja nie. Dlatego wszelkie apele, namowy nie odnosiły żadnego skutku. Przyjeżdżali do Wrocławia działacze Wolnych Związków Zawodowych – Kazimierz Świtoń z Katowic, Jan Zapolnik z Gdańska, Bolesław Cygan z Wodzisławia Śląskiego, Zdzisław Mnich z Zabrza ale nie zdołali namówić ludzi , nawet do założenia komitetu Wolnych Związków Zawodowych. Co prawda istniał on już na Dolnym Śląsku ale ludzie nie chcieli do niego wstępować, gdyż były one nielegalne. Tymczasem ze Szczecina i Gdańska przybywali wysłannicy tamtejszych komitetów strajkowych i wręcz domagali się poparcia i działań solidarnościowych. Na wracających z Wybrzeża węglarkach wypisane były apele o poparcie strajkujących, niektóre z tych napisów zawierały ostre słowa pod adresem Górnego i Dolnego Śląska. W tej sytuacji 21 sierpnia Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska postanowił przystąpić do organizowania strajku we Wrocławiu i ujawnić część swoich członków. Część, gdyż obawiał się aresztowań ujawnionych członków i dlatego postanowił ukryć część jako rezerwę. Ostrożność była uzasadniona, gdyż już tego samego dnia odbyła się kolejna rewizja u dra Leszka Skonki, którego na polecenie władz SB w Warszawie aresztowano. Aresztowania i zatrzymania odbywały się w tym czasie dość często, chodziło bowiem o uniemożliwienie zorganizowania strajku na Dolnym Śląsku lub uniemożliwienie dołączenia do strajkujących na Wybrzeżu. Mimo szykan i represji SB, przygotowania do strajku na Dolnym Śląsku trwały. A oto jak opisała tuż po zakończeniu strajków te wydarzenia tzn. rozpoczęcie, przebieg i zakończenie strajku redakcja pierwszego niezależnego pisma związkowego redagowanego przez aktywnych członków Wolnych Związków Zawodowych i organizatorów strajku: Andrzeja Talara, Bogusława Zbijewskiego, Henryka Sularza, Jerzego Smakowskiego, Elżbietę Potoczek. Wobec szykan stosowanych przez KOR-0Solidarność musieli oni opuścić kraj, a E. Potoczek zginęła w czasie stanu wojennego: Talar wyjechał do w Arabii Saudyjskiej, Zbijewski do Francji, Smakowski do Anglii, Sularz do Niemiec . RP (red.)

STRAJK W SIERPNIU 1980 WE Wrocławiu ( „Demokracja Związkowa” Numer Specjalny, Wrocław, luty 1981, tekst przytoczony in extenso, )
„W dniu 21 sierpnia 1980 roku, na pięć dni przed strajkiem we Wrocławiu został utworzony z inicjatywy dra Leszka Skonki Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska( WZZ). Należy tu zaznaczyć , że był to bardzo gorący okres strajkowy w Polsce i tego rodzaju inicjatywa wymagała wiele zdecydowania i zaangażowania. Za tę inicjatywę Leszek Skonka został zatrzymany przez SB. Po 17 godzinach aresztu przewieziono go szpitala a następnie zwolniono. Komitet liczył kilkanaście osób zaś trzon jego stanowili: dr Leszek Skonka, inż. Adam Skowroński, Andrzej Talar. Po wybuchu strajków, w miarę rozwoju wydarzeń, aktywizowali się pozostali członkowie Komitetu. Strajk we Wrocławiu rozpoczęła komunikacja miejska 26 sierpnia. W tym dniu Andrzej Talar, z konieczności sam, bo Leszka Skonkę ponownie zatrzymała wrocławska SB, przekonywał około 1000 taksówkarzy o potrzebie podjęcia strajku w imię solidarności. Jeszcze tego samego dnia Leszek Skonka, po zwolnieniu z aresztu zaoferował swoją pomoc jednemu z pierwszych spośród dużych zakładów pracy, które podjęły strajk – ZNTK . Na drugi dzień wspomniany trzon Komitetu zgłosił się w Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym oferując pomoc. Dr Skonce powierzono funkcję doradcy ds. organizacji i zabezpieczenia siedziby MKS-u przed prowokacją. Andrzej Talar podjął niezmiernie wówczas potrzebną inicjatywę kontaktów między MKS ( Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, red.) a strajkującymi zakładami . Inż. Adam Skowroński podjął się roli wszechstronnego łącznika oddając jednocześnie do dyspozycji swój samochód. Strajk we Wrocławiu, podobnie jak wszędzie przebiegał w bardzo trudnych warunkach . Przedstawiciele Komitetu Założycielskiego WZZ wkroczyli w sytuacje dopiero co formującego się Prezydium MKS-u. Brak było ludzi zdolnych do kierowania , brak też było wiary w powodzenie rozpoczętego przedsięwzięcia . Na przestawicieli WZZ spadł ogromny ciężar odpowiedzialności moralnej za tych ludzi. Ich postawa przyczyniła się do tego, że w MKS-ie sytuacja uległa stopniowej normalizacji. Jednak w strajkujących zakładach było fatalnie. Dużą rozwagą i talentem organizacyjnym wykazali się tutaj Andrzej Talar, Stanisław Grześków i Hubert Hanusiak – pełni energii, zapału i wiary ludzie. Samorzutnie, podyktowała to gorąca potrzeba, ustanowili zespół ds. wyjazdów poza bramę MKS-u. Każda wizyta tego zespołu w zakładach pracy kończyła się apelem o tworzenie Komitetów Założycielskich WZZ. Z końcem strajku zespół ten powiększył się do kilku zaledwie osób. Niewielu decydowało się wtedy na ryzyko zatrzymanie przez SB. Prezydium MKS-u składające się z delegatów strajkujących zakładów powiększało się bardzo szybko. Liczba delegatów świadczyła o ilości strajkujących zakładów. To właśnie spośród delegatów dr Skonka wyłonił poprzez szkolenie ponad siedemdziesięciu aktywistów, którzy przystąpili do WZZ, a po przeszkoleniu część z nich wróciła do swoich zakładów pracy aby tworzyć tam Wolne Związki Zawodowe ( jeszcze nie było Porozumienia). Od początku bardzo trudno było w ZNTK , później w PAFAWAGU / było już kilkadziesiąt strajkujących zakładów prócz tego giganta/. Sprawę należało wyjaśnić . PAFAWAG jak magnes mógł pociągnąć kolejne wahające się jeszcze zakłady. Do wyjazdu przygotowali się Hubert Hanusiak, Stanisław Grześków i Andrzej Talar. Po przyjeździe do PAFAWAGU stwierdzili , że strajk trwa ale już otwierano bramy fabryczne za namową podstawionego przez dyrekcję przewodniczącego strajku. Gorące i rzeczowe przemówienie Andrzeja Talara uspokoiło na tyle sytuację, że można było przystąpić do wyboru nowych władz strajkowych. Kierownictwo akcji objął Andrzej Talar. W niespełna godzinę utworzony został Komitet Strajkowy z podziałem na wielorakie funkcje. Komitet ten z niewielkimi zmianami funkcjonuje po dziś dzień, obecnie jako Komisja Zakładowa. Nie odbyło się wtedy bez oporów dyrekcji. Wieczorem, gdy cała załoga ( 7 tys. ludzi) szykowała się do okupowania zakładu, cały PAFAWAG pozbawiony został energii elektrycznej . Nadchodziła noc, poważnie obawiano się prowokacji z zewnątrz . W tym czasie Wrocławski MKS zaczął już korzystać z wydatnej pomocy lokalnej rozgłośni Polskiego Radia. W wyniku decyzji podjętej przez Andrzeja Talara Hubert Hanusiak i Stanisław Grześków udali się MKS-u zameldować o sytuacji. Do PAFAWAGU przybyli pracownicy Polskiego Radia. Ich operatywność sprawiła, że Pogotowie Energetyczne usunęło awarię w kilka minut. Informacja o strajku PAFAWAGU „poszła w świat”. Następnego dnia (29 sierpnia) w drodze na kolejną interwencję , tym razem do „Dolmelu” – cztery osoby: Andrzej Talar, Stanisław Grześków, Piotr Franielczyk i Jan Nowak –( gość z Gdańska) zostały zatrzymane przez pracowników SB.
Bezprawnie przetrzymano ich 60 godzin. Opuścili oni areszt dopiero po podpisaniu Porozumienia Gdańskiego. Talar i Grześków udali się natychmiast do MKS-u. Rankiem 1 września do dyżurującego Andrzeja talara (pozostali na skutek przemęczenia poszli spać) przyjechała delegacja z Wałbrzycha na czele z przewodniczącym strajkujących kopalń Jerzym Szulcem. Sytuacja w Wałbrzychu była alarmująca, górnicy postanowili strajkować dalej. W tej sytuacji inicjatywę znów przejmuje Andrzej Talar zaopatrzony „w błogosławieństwo” i ustne pełnomocnictwa od Jerzego Piórkowskiego (ówczesny przewodniczący MKS we Wrocławiu). Przed wyjazdem wezwał na pomoc , za pośrednictwem kolegi z Redakcji GR („Gazety Robotniczej” red.) terenowy oddział tej gazety w Wałbrzychu. Następnie namówił do wyjazdu Wrocławską Telewizję. Problem wałbrzyski spowodowany został pominięciem postulatów resortowych, bardzo istotnych dla górników. Wspomniana wyżej ekipa uspokoiła sytuację przedstawiając wzburzonym górnikom wyniki rozmów z wiceministrem Kroczakiem.”
STRAJK SIERPNIOWY NA DOLNYM ŚLĄSKU

Zorganizowany strajk na Dolnym Śląsku rozpoczął się najpierw we Wrocławiu 26 sierpnia przed południem, a więc 11 dni po strajku w Stoczni Gdańskiej i kilka tygodni po strajkach w rzeszowskim i Lubelskim. Ludzie nie chcieli strajkować. Po pierwsze bali się, że władza może na nich krzywo patrzeć, zabrać albo obniżyć wysokość premii, pominąć w przydziale jakiś talonów na pralkę, lodówkę, wstrzymać awans płacowy, odmówić wydania paszportu, wysłania do pracy za granica itp. Lepiej więc było się nie narażać i postępować zgodnie z funkcjonującym wówczas hasłem- „nie rozrabiaj, nie podskakuj siedź cicho i przytakuj”. Toteż na kilka miesięcy przed strajkami w marcu tegoż roku w wyborach do sejmu, 97 procent obywateli poszło głosować bez skreśleń i nawet nie wchodziło do kabin by się nie narazić. 5 miesięcy później, zwłaszcza po zakończeniu strajków, w masie, w tłumie okazało wielką zajęczą odwagę. Ludzie nie chcieli strajkować i z innego względu – uważali, że i tak się nic nie zmieni, więc po co siebie i innych narażać, owszem, niech się inni angażują jeśli chcą, ale ja nie. Dlatego wszelkie apele, namowy nie odnosiły żadnego skutku. Przyjeżdżali do Wrocławia działacze Wolnych Związków Zawodowych – Kazimierz Świtoń z Katowic, Jan Zapolnik z Gdańska, Bolesław Cygan z Wodzisławia Śląskiego, Zdzisław Mnich z Zabrza ale nie zdołali namówić ludzi , nawet do założenia komitetu Wolnych Związków Zawodowych. Co prawda istniał on już na Dolnym Śląsku ale ludzie nie chcieli do niego wstępować, gdyż były one nielegalne.

Tymczasem ze Szczecina i Gdańska przybywali wysłannicy tamtejszych komitetów strajkowych i wręcz domagali się poparcia i działań solidarnościowych. Na wracających z Wybrzeża węglarkach wypisane były apele o poparcie strajkujących, niektóre z tych napisów zawierały ostre słowa pod adresem Górnego i Dolnego Śląska. W tej sytuacji 21 sierpnia Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych Dolnego Śląska postanowił przystąpić do organizowania strajku we Wrocławiu i ujawnić część swoich członków. Część, gdyż obawiał się aresztowań ujawnionych członków i dlatego postanowił ukryć część jako rezerwę. Ostrożność była uzasadniona, gdyż już tego samego dnia odbyła się kolejna rewizja u dra Leszka Skonki, którego na polecenie władz SB w Warszawie aresztowano. Aresztowania i zatrzymania odbywały się w tym czasie dość często, chodziło bowiem o uniemożliwienie zorganizowania strajku na Dolnym Śląsku lub uniemożliwienie dołączenia do strajkujących na Wybrzeżu. Mimo szykan i represji SB, przygotowania do strajku na Dolnym Śląsku trwały. A oto jak opisała tuż po zakończeniu strajków te wydarzenia tzn. rozpoczęcie, przebieg i zakończenie strajku redakcja pierwszego niezależnego pisma związkowego redagowanego przez aktywnych członków Wolnych Związków Zawodowych i organizatorów strajku: Andrzeja Talara, Bogusława Zbijewskiego, Henryka Sularza, Jerzego Smakowskiego, Elżbietę Potoczek. Wobec szykan stosowanych przez KOR-0Solidarność wszyscy oni musieli opuścić kraj, a E. Potoczek zginęła w czasie stanu wojennego: Talar wyjechał do w Arabii Saudyjskiej, Zbijewski do Francji, Smakowski do Anglii, Sularz do Niemiec .

SIERPIEŃ MIESIĄCEM REFLEKSJI OBYWATELSKIEJ (2)
FASZYZACJA RUCHU SPOŁECZNEGO „SOLIDARNOŚĆ”.
30 rocznica strajków lipcowych i sierpniowych skłania do refleksji.
Ludzie słusznie zadają sobie pytanie, jak to się stało, że zwycięstwo społeczeństwa i nadzieje ,zamieniły się w klęskę i rozczarowania?
Zmierzch „Solidarności” i śmierć nadziei z nią związanych skłaniają do rozważań nad błędami i ich sprawcami.
Dzisiejsza tragiczna sytuacja społeczna, gospodarcza, ekonomiczna i polityczna kraju wymaga pełnej, nie cenzurowanej prawdy o przeszłości i teraźniejszości .
Niestety Polacy nigdy nie lubili nieprzyjemnej dla nich prawdy. Woleli nawet najbardziej naiwne kłamstwa niż niewygodną prawdę.
Wytykał to rodakom Jan Kochanowski, ks. Piotr Skarga, Julian Ursyn Niemcewicz, bp. Ignacy Krasicki, Stanisław Wyspiański, a najostrzej to czynili Cyprian Kamil Norwid i Aleksander Bocheński.
Wskazywali i szczerze ubolewali nad błędami Polaków, nie dla samobiczowania, lecz dla przestrogi przed powtarzaniem podobnych błędów, które w końcu zgubiły kraj i skazały naród na 123 lata ciężkiej niewoli.
W sierpniu 1980 roku, po 35 latach zmagań o rozszerzenie praw obywatelskich, ludzkich, pracowniczych pojawiła się długo oczekiwana możliwość zrealizowania tych dążeń. Powstał pierwszy w Polsce powojennej masowy, niezależny ruch pracowniczy, który był zaczątkiem i zwiastunem dalszych znacznie szerszych przemian społecznych w przyszłości, wspieranych przez cały naród, a zwłaszcza przez ludzi pracy.
Niestety, już w pierwszych dniach ruch ten opanowali dawni członkowie partii i osoby wywodzące się z rodzin o proweniencji stalinowskiej, a także inni awanturnicy podobnego autoramentu. Pchnęli oni nowy wiązek zawodowy do walki o władzę w państwie. Obiecywali dobrobyt na miarę świata zachodniego i Japonii oraz bardziej demokratyczny, sprawiedliwy system rządów. W tak prymitywne kłamstwa mogli uwierzyć tylko ludzie wyjątkowo naiwni, bezmyślni, czy wręcz ciemni oraz ci, którzy owych miłych dla ucha bajek oczekiwali, a nawet domagali się ich.
Ponieważ były to bardzo naiwne, prymitywne i niewiarygodne wizje, to niektórzy pionierzy, działacze związkowi, społeczni, obywatelscy odważyli się stanowczo sprzeciwić się okłamywaniu narodu i ludzi pracy . Ten sprzeciw i apelowanie do rozsądku, wywoływały brutalne reakcje i represje ze strony kierownictwa „Solidarności” opanowanego już od pierwszych dni po zakończeniu strajku przez KOR i inne podobne grupy polityków żądnych władzy.
Wobec oponentów i przeciwników zrywania Umowy Gdańskiej oraz upolitycznienia ruchu związkowego, zastosowano metody represji z okresu hitlerowsko-stalinowskiego.
Nagminne stały się publiczne lincze, kończące się z reguły wydawaniem wyroków śmierci cywilnej na ludzi niewygodnych.
Publiczne sądy odbywały się, jak za czasów hitlerowsko-stalinowskich, w obecności tłumu związkowców, którzy aprobowali „głosem ludu” werdykty władz „Solidarności”. Represjonowanych pozbawiano przede wszystkim prawa do pracy, do wykonywania zawodu, uniemożliwiano awanse zawodowe, naukowe, wojskowe, zmuszano do emigracji z kraju lub do emigracji wewnętrznej.
Te odczucia faszyzacji ruchu związkowego wyrażali publicznie uczciwi, myślący, wrażliwi na krzywdy ludzkie związkowcy, ale natychmiast brutalnie wyciszano te głosy, a ich autorów pomawiano o współpracę z SB, KGB, PZPR…
Tym, którzy mieli jakieś iskierki wątpliwości dowodzono, że tylko SB i „zatwardziałe komuchy” mogą mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, krytyczne uwagi do tak uczciwej, świętej instytucji, jaką jest „Solidarność”.
A oto, jak, co prawda nieliczna, ale jednak pewna część społeczeństwa dostrzegała niebezpieczeństwo faszyzacji kraju, zaprzepaszczenie zdobyczy ludzi pracy z 1956, 1968, 1970, 1976 i 1980 roku i zniszczenia Panstwa.
Adresowali i kierowali oni swoje uwagi do władz „Solidarności”, które niszczyły je pod pretekstem, że powstały z inspiracji SB (!!!)
Niestety, tylko niektóre z nich , przeważnie w formie kopii uchowały się przed cenzurą „Solidarności”.
Zwłaszcza cenne i odważne są wypowiedzi Magdaleny Zaboklickiej, inż. Anny Kozioł, Romualda Popłonyka, Bogdana Zbijewskiego, Andrzeja Talara.
Wszystkie pisma kierowane były do ówczesnych władz „Solidarności” we Wrocławiu i Gdańsku, w tym osobiście do Lecha Wałęsy, ale jak można się domyśleć, pozostawały bez odpowiedzi.
Ignorowanie pism krytycznych tłumaczone oficjalnie tym, że”Związek nie będzie polemizował z agentami SB.
Wypowiedzi te przedstawione są bez skrótów i ingerencji merytorycznej w ich treść – Lechowi Wałęsie i wszystkim zarządom regionów NSZZ „S” w kraju . (Leszek Skonka)

SYMPTOMY FASZYSTOWSKICH METOD W DOLNOŚLĄSKIEJ SOLIDARNOŚCI
(artykuł napisany w kwietniu 1988 roku)
Przedstawiony poniżej artykuł nie mógł się ukazać w ówczesnej oficjalnej
prasie, bo trwały już rozmowy na temat podziału władzy między ekipą rządzącą, a kierownictwem „Solidarności” oraz tzw. „doradcami. Nawet komunistyczny miesięcznik „Zdanie” odmawiał opublikowania go, by nie drażnić kacyków z „Solidarności”.
„ Od pewnego czasu moi znajomi, koledzy, przyjaciele przekonywali mnie, że moje uprzedzenia, zastrzeżenia, krytyczne sądy na temat ruchu zwanego „Solidarność” są krzywdzące i bezpodstawne. Ruch ten, ich zdaniem składa się już dziś z innych rzekomo ludzi, patrzących zupełnie „inaczej na niedawną przeszłość, na swoje
błędy i wypaczenia i dlatego, ich zdaniem, i ja powinienem zrewidować swoje opinie i sądy na ten ruch. Niestety, nie umiano mnie przekonać. Nie posługiwano się, bowiem żadnymi racjonalnymi argumentami, lecz jedynie słowami nie mającymi żadnego pokrycia w codziennej rzeczywistości.
Przeciwnie. Wciąż spotykałem się z arogancją, zarozumiałością, wyniosłością ludzi, którzy dla zaspokojenia swoich osobistych chorobliwych ambicji narażali „Solidarność” i w końcu doprowadzili do jej zagłady. Nigdy nie usłyszałem w ciągu minionych 7 lat ani jednej szczerej, rzetelnej samooceny, samokrytyki. Nie znam też żadnej próby naprawy popełnionych błędów, chęci naprawienia wyrządzonych krzywd, szczerej skruchy i gotowości do publicznej ekspiacji.
Przeciwnie, ludzie, którzy walnie przyczynili się do przekształcenia związku zawodowego w partię polityczną, pchnęli ten ruch do walki o władzę, oszukali świat pracy; nadal utrzymują – wbrew faktom – że winę za to, co się stało 13 grudnia 1981 roku, ponoszą wszyscy w kraju i za granicą, tylko nie oni.
To, że moja ocena i opinia o kierownictwie „Solidarności” jest słuszna świadczą fakty. A oto one.
W kwietniu br. (1988r. ) koło politologów wrocławskich studentów zwróciło się do mnie o przeprowadzenie prelekcji na temat powstania na Dolnym Śląsku NSZZ „Solidarność”, zwłaszcza mojego udziału w tym procesie oraz przyczyn usuwania z kierownictwa tego ruchu wielu czołowych działaczy opozycji demokratycznej, w tym także założycieli Wolnych Związków Zawodowych, przed sierpniowymi strajkami we Wrocławiu. Organizatorzy prelekcji wiedzieli, że nie jestem ani sympatykiem, ani też faworytem władzy. Twierdzili, że chcą poznać opinie, sądy i fakty przedstawiane przez ludzi, którzy znają wydarzenia ostatnich burzliwych lat z autopsji. Byli nie tylko ich uczestnikami, lecz także aktywnymi ich twórcami.
Te argumenty przekonały mnie. Tym bardziej, że czynniki oficjalne unikają podejmowania tej problematyki pozostawiając ją wyłącznie w gestii „Koro-Solidarności”. Zgodnie, więc z umową pojawiłem się w klubie Asystenta „Sezam”, by przeprowadzić prelekcję. I tu właśnie zaczynają się wydarzenia wręcz niepojęte. Opiszę je dość dokładnie, gdyż chcę przekonać ślepych i fanatycznych wyznawców idei „Koro-Solidarności”, że „ludzie kierujący dziś resztkami tego ruchu nie zmienili swej pogardliwej postawy wobec demokracji, tolerancji, pluralizmu. Te ważne, a nawet święte dla Polaków wartości, dla nich są tylko bałamutnymi hasłami propagandowymi. Otóż w klubie pojawiło się kilku ludzi, którzy przedstawili się organizatorom spotkania jako wysłannicy Frasyniuka. Jeden z nich – Paweł Kocięba domagał się w imieniu Frasyniuka zaniechania prelekcji. Mówił, że Frasyniuk bardzo się zdenerwował i rozgniewał, gdy się dowiedział o prelekcji dra Skonki na temat „Solidarności” i polecił nie dopuścić do niej. Argumentował, że kierownictwo Regionu oceniło i osądziło dra Skonkę w październiku 1980 roku negatywnie i dlatego nie ma on prawa bez zgody Frasyniuka występować publicznie z tematami dotyczącymi NSZZ „Solidarność” Chyba komentować tego nie trzeba. Oto jakiś facet skompromitowany klęską ruchu. którym współkierował, a przynajmniej firmował kierowanie, rozkazuje studentom, kogo mają słuchać, a kogo powinni bojkotować. Nie łatwo w to uwierzyć, lecz jest to niestety prawda. Ponieważ wysłannikom Frasyniuka, mimo gróźb, nie udało się zmusić organizatorów do odwołania prelekcji, zażądali wówczas by najpierw dopuścić do głosu przedstawiciela „Koro-Solodarności”, który w imieniu Frasyniuka oceni prelegenta, wyda o nim opinię i ostrzeże audytorium by nie dawało wiary temu, co on powie; a wszystko w imię pluralizmu, demokracji, wolności słowa. Dość miękki i zastraszony przewodniczący spotkania – student – uległ chyba w pierwszej chwili żądaniom, ale gdy zagroziłem, że w takim przypadku zrezygnuję z wystąpienia, wycofał się. Wymogli jednak na nim opóźnienie spotkania by porozumieć się z Frasyniukiem i ściągnąć więcej swoich ludzi, którzy utrudnialiby skutecznie prowadzenie prelekcji. Niezorientowanych może dziwić, co tak bardzo zdenerwowało kierownictwo „Koro-Solidarności”, że zadało sobie aż tyle trudu by nie dopuścić do prelekcji? Wszak nie znali treści mającego odbyć się wystąpienia: sam tytuł brzmiał niewinnie i łagodnie – „Zawiedzione nadzieje NSZZ „Solidarność”. Otóż niepokoił Frasyniuka sam prelegent. Frasyniuk i jego otoczenie z góry zakładali, że to co powie referent jest tak groźne, tak niebezpieczne, a przynajmniej tak niewygodne dla kierownictwa Zarządu Regionu, że trzeba uniemożliwić wystąpienie za wszelką cenę, a jeśli się to nie uda to tak skutecznie przeszkadzać, by prelegent nie mógł zrealizować całego programu. Przede wszystkim starą korowską metodą próbowano zwekslować temat i dyskusję na boczne, peryferyjne tory. Toteż już po pierwszych moich grzecznościowych słowach skierowanych pod adresem studentów i organizatorów prelekcji wstał przedstawiciel Frasyniuka – Paweł Kocięba i oświadczył, że prowadzący spotkanie student nie powinien dopuścić mnie do głosu, że miał najpierw pozwolić jemu mówić, że złamał jakieś wcześniejsze ustalenia i, że za to „zapłaci”, że „będzie go to drogo kosztować”. (Później dowiedziałem się, że straszył Frasyniukiem). Wszystko to działo się w kwietniu 1988 roku!!!/. W czasie trwania prelekcji, co jakiś czas, któryś z nasłanych ludzi usiłował mi przerwać, krzycząc kłamstwo, bzdura, nieprawda, śmiać się szyderczo itp. Przewodniczący zebrania – student, był wyraźnie przestraszony i dopiero na moje żądanie przypomniał awanturującym się wysłannikom Frasyniuka, że to ja prowadzę prelekcję, a nie oni, że po moim wystąpieniu będą mogli zabrać głos i ustosunkować się do moich wypowiedzi. Oczywiście, reszta audytorium siedziała spokojnie, ale ze zdziwieniem i przerażeniem obserwowała praktyki stosowane przez awanturników usiłujących uniemożliwić prowadzenie prelekcji. Ponieważ grupa ta, a szczególnie dwaj bliscy współpracownicy Frasyniuka: Paweł Kocięba i Paweł Kasprzak nadal ordynarnie zakłócali przebieg spotkania skorygowałem swój poprzedni plan prelekcji kładąc główny nacisk na brak nawyku w praktyce demokracji, tolerancji, uznania pluralizmu, wolności słowa w „Solidarności”, a jako przykład nie do podważenia wskazałem właśnie na zachowanie się ludzi nasłanych przez Frasyniuka. Jednocześnie sięgnąłem do podobnych przykładów z minionych lat, a zwłaszcza owych wyidealizowanych 16 miesięcy władzy i terroru „Koro-Solidarności” w Polsce. Ta metoda okazała się dość skuteczna, przynajmniej na pewien czas. Cytowane przeze mnie przykłady łamania zasad demokracji, stosowanie bezwzględnej nietolerancji wobec ludzi odmiennie myślących przez „Solidarność” nie mogły być kwestionowane, ale za to usiłowano je bagatelizować dowodząc, że są to pojedyncze głosy, jednostkowe krzywdy i niewiele znaczą wobec wielkości sprawy jaką jest „Solidarność”.
Gdy tylko próbowałem przedstawić jakiś dowód, jakąś znaczącą tezę, która nie podobała się tej grupie albo niepokoiła ją np., że przyczyną upadku NSZZ „Solidarność” były chorobliwe ambicje polityczne działaczy KSS KOR, którzy potraktowali ten ruch instrumentalnie, świadomie deformując go i przekształcając w organizację polityczną, łamiąc tym samym punkt 2-gi Umowy Gdańskiej, to wówczas podnosił się wrzask, że to nieprawda, że to władze nie dotrzymały warunków umowy. Wtedy brałem dokument i cytowałem ten punkt, który wyraźnie mówi, że nowe związki zawodowe „nie zamierzają pełnić roli partii politycznej”. Po takich cytatach awanturujący na pewien czas milkli. Może dlatego, że nie znali, a może zapomnieli niewygodne punkty Umowy. W każdym razie szybko uciekali od rozważań i argumentów racjonalnych i przeskakiwali na tematy pozamerytoryczne np. celowo przekręcając i wyśmiewając moje nazwisko, poddając w wątpliwości moje wykształcenie, prawdziwość świadectw, sugerując, że doktorat zrobiłem na uczelni partyjnej i to rangi Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu itp. Jeden z bojówkarzy Frasyniuka np. wykrzykiwał w czasie prelekcji, że „Solidarność” wie coś o tym doktoracie, o mojej wiedzy, studiach, kwalifikacjach. Słowem robiono wszystko, by nie dopuścić do realizacji prelekcji. Gdy próbowałem np. powołać się na jakąś moją publikację oficjalną lub poza oficjalnym obiegiem grupa ta na komendę wybuchała głośnym śmiechem, wyrażając szydercze uwagi i poddając w wątpliwości możliwość wyrażania przeze mnie jakiejkolwiek rozsądnej myśli na piśmie. Także cytowane wypowiedzi innych ludzi, którzy wyrażali krytyczne uwagi o korowskiej „Solidarności” traktowane były podobnie lekceważąco i szyderczo. Ba, nawet wypowiedzi krytyczne czołowego działacza KOR-u z Gdańska – Bogdana Borusiewicza próbowano także zagłuszyć. Otóż zacytowałem jego wypowiedź zawartą w książce Mariana Muskata i Mariusza Wilka, pt. „Konspira”, wydanej w Paryżu w 1984 roku. M.in. mówi on tam: „Zacząłem dostrzegać jak zmieniają się ludzie, którzy kiedyś byli przyjaciółmi, jak uderzają im do głowy ambicje, stanowiska, jak ze skromnych, uczynnych kolegów wyrastają bossowie niszczący swoich oponentów. Raptem uświadomiłem sobie, że sukces wcale nie musi zmieniać człowieka na lepsze, że sukces społeczny, narodowy tego ruchu przestaje być moim sukcesem…” I dalej – „Ruch obrastał wszystkimi negatywnymi cechami systemu: nietolerancją dla inaczej myślących i czyniących, tłumienie krytyki…” A w innym miejscu – „Nie wyobrażam sobie sytuacji żeby na wyborach do władz „Solidarności” wstał facet i powiedział – jestem niewierzący… Nie było człowieka, który by powiedział: nie złożę tej przysięgi, bo jestem po prostu niewierzący, chcecie to mnie wybierzcie, nie to nie”. Ten przydługi cytat przyjęty był wręcz wrogo przez ludzi Frasyniuka, ale nie umiano podjąć z nim merytorycznej dyskusji. Także cytowane listy działaczy „Solidarności” do kierownictwa Regionu Dolnego Śląska wyszydzano i lekceważono.
Celowo przytoczyłem te fakty i tak szczegółowo je przedstawiłem by oddać atmosferę spotkania jaką wytworzyła niewielka, lecz bardzo agresywna i hałaśliwa grupa awanturników politycznych z Dolnośląskiej „Solidarności”, która w innych okolicznościach posługiwała się obłudnie hasłami pluralizmu, demokracji, wolności słowa itp. Warto też zaznaczyć, że ludzie ci do tej pory nie przychodzili na tego rodzaju spotkania. Chcę dzięki ukazanej sytuacji przekonać tych wszystkich, którzy mają jeszcze jakieś resztki złudzeń wobec korowskiej „Solidarności, że powinni się ich jak najszybciej wyzbyć. Chciałem więc przedstawić oblicze moralne i polityczne tej grupy, jej faktyczny stosunek do wielu haseł jakimi tak chętnie się na co dzień posługuje. Jeśli teraz, gdy jeszcze nie sprawują totalnej władzy nad społeczeństwem zachowują się tak arogancko, ordynarnie, apodyktycznie, to jak wyglądałby ich rządy gdyby rzeczywiście władali krajem? Nie trudno sobie to wyobrazić. Jeśli teraz pan Frasyniuk zakazuje studentom słuchania prelekcji niemiłych mu ludzi, nakazuje milczenie ludziom niewygodnym, stosuje cenzurę wobec nieprawomyślnych, to jak będzie się zachowywał gdy rzeczywiście będzie dysponował aparatem wykonawczym państwa: władzami bezpieczeństwa, sądami, prokuraturą, wojskiem, więziennictwem, prasą, cenzurą itp? I rzecz znamienna, po zakończeniu prelekcji, przeszkadzający w czasie jej trwania metodami wręcz łobuzerskimi, nie mieli nic do powiedzenia. Nie podjęli żadnej merytorycznej dyskusji z przedstawionymi przeze mnie tezami, sądami, opiniami. Na moje pytanie dlaczego wobec tego tak rwali się do głosu w czasie trwania prelekcji – Paweł Kocięba szczerze przyznał, że chodziło po prostu o zakłócenie prelekcji, bo ja jestem „zdrajcą”. Owa zdrada polegać ma na tym, że krytykuję KOR i „Solidarność”, które chcą dla Polski dobrze i w ten sposób wspomagam reżim. Tak, tak, to nie pomyłka. Człowiek Frasyniuka stwierdził publicznie, że każdy kto nie zgadza się z „Solidarnością”, z wolą i opinią jej kierownictwa jest z d r a j c ą.
By odrzucić ewentualne tłumaczenie, usprawiedliwienie, że był to tylko jakiś prywatny wyskok nadgorliwców pragnących podlizać się Frasyniukowi, chcę zauważyć, że na spotkaniu tym był także Stanisław Huskowski – b. rzecznik prasowy Regionu, który powtórzył stawiane mi od lat zarzuty przez korowskie kierownictwo „Solidarności”. Zarzuty te zawiera także książka /chyba jego autorstwa lub współautorstwa/ – „Solidarność na Dolnym Śląsku”. Występujący pod pseudonimem Stanisław Stefański autor książki zarzuca mi m.in., że byłem przeciwnikiem upolitycznienia nowych związków, pisząc: „Po przekształceniu się MKS w MKZ /…/ Skonka wziął w swoje ręce szkolenie przyszłych działaczy związkowych. On to inaugurował pierwsze spotkanie tego typu 4.09., kiedy nie tylko budynek, ale i plac przed budynkiem okupowany był przez delegatów zakładów, a samo spotkanie odbywać się musiało w kilku turach. On opracował program pierwszych szkoleń podczas których miano analizować treść Porozumienia Gdańskiego, zapoznać się z międzynarodowymi i krajowymi aktami prawnymi gwarantującymi wolność i niezależność związków zawodowych, przedyskutować założenia programowe nowych związków, zastanowić się nad ich strukturą i wreszcie uczyć się zasad skutecznego działania przez pokazywanie typowych błędów popełnianych przez niedoświadczonego działacza społecznego. Nie ulega więc wątpliwości, że sporo tych pożytecznych skądinąd informacji przekazywał swoim słuchaczom. Nieszczęście polegało na tym, że nikt z prezydium wykładów tych nie kontrolował. Skonka zaś nie poprzestał jedynie na realizowaniu opracowanego przez siebie programu. Niepokoju nie wzbudzały jeszcze zgłaszane przez niego propozycje organizacyjnych rozwiązań, jak choćby pomysł tworzenia wspólnych rad zakładowych z liczbą członków proporcjonalną do liczby członków poszczególnych związków./…/ Zaniepokojenie wzbudzać natomiast powinny próby formułowania diagnoz o charakterze politycznym w odniesieniu do ruchu związkowego, które zaczęły zajmować wykładowcy znacznie więcej czasu aniżeli sprawy organizacyjno-związkowe. Skonka, jak relacjonował dziennikarz „Słowa Polskiego”, czuł się powołany do składania deklaracji, że związki w żadnym przypadku nie są siłą o charakterze politycznym . Nie byłoby w tym nic odkrywczego, gdyby nie dalszy ciąg tego wywodu. Wykładowca twierdził bowiem, że były próby, i być może będą jeszcze w przyszłości – przekształcenia NSZZ w nową siłę o charakterze głównie politycznym. Jest wspólną sprawą robotników – brzmiała konkluzja – dać odpór tym nieodpowiedzialnym i na szczęście nielicznym tendencjom.
Skonka nie operował, tak jak dziennikarz „Słowa” aluzjami. Przekonywał swych słuchaczy, że jedynym wewnętrznym zagrożeniem dla związku są ludzie nasłani doń przez KOR. Nie oszczędzał też władzy, a zwłaszcza tych jej reprezentantów, którzy przeciwni są zaspokajaniu słusznych robotniczych postulatów”./…/ Personalnie swój atak Skonka skoncentrował na dziale informacyjno-wydawniczym oraz Modzelewskim, którego wejściu do MKZ od początku się sprzeciwiał”./podr. Red)”. Celowo przytoczyłem tak obszerny cytat z książki opracowanej z pozycji korowskiej „Solidarności”, by Czytelnik mógł sam osądzić jak wątpliwe stawiano mi zarzuty obrzucając mnie zarazem błotem, pomawiając publicznie o współpracę z SB i władzami PZPR. A przecież ja tylko tłumaczyłem nowym działaczom związkowym, że
jeśli odrzuca się kuratelę polityczną PZPR nad związkami zawodowymi, to nie można wprowadzać innej siły politycznej na jej miejsce. Jeśli ruch związkowy ma być wolny, niezależny od PZPR, to nie można go uzależniać od polityków z KSS „KOR” i różnych pseudoreligijnych i klerykalnych sił. Wreszcie nieuczciwe i poniżej pasa było uderzenie i przypisywanie mi współpracy z SB, PZPR i władzami. Gdyby to była choć w drobnej części prawda, to musiałbym mieć jakąś korzyść np. stanowisko zgodne z kwalifikacjami lub w ogóle jakąś pracę, jakieś przywileje, talony i inne wyróżnienia jakimi obdarowuje się osoby miłe władzy. Toteż po zakończeniu prelekcji, nawet życzliwi dotychczas „Solidarności” uczestnicy spotkania opuszczali salę z niesmakiem i z zażenowaniem. Nie spodziewali się bowiem, by ludzie szermujący nieustannie hasłami demokratycznymi, pluralizmem, wolnością słowa, przekonań, poglądów, opinii, sądów w praktyce brutalnie zwalczali te wartości, gdy stają się one im niewygodne.
Zetknęli się bowiem z klasycznym przykładem, gdy nawyki zamordyzmu i nietolerancji stają się silniejsze od propagandowych haseł. Był to przykład wielce pouczający, nie tylko dla studentów, ale także dla tych wszystkich, którzy mieli jeszcze resztki złudzeń i nadziei związanych z byłą korowską „Solidarnością”.
Myślę, że gdyby doszło obecnie do manifestacji niezadowolenia na tle warunków socjalnych, społecznych lub politycznych, to z pewnością nie będzie w nich przewodzić „Koro-Solidarność”.
Społeczeństwo nie poprze akcji, którymi mieliby kierować ludzie tak skompromitowani, tak mierni moralnie, mający tak spaczone pojęcie o demokracji i innych wartościach społecznych.
Słowem społeczeństwo, nawet niechętne ekipie rządzącej, nie zaufa po raz drugi tym, którzy je tak zawiedli i haniebnie oszukali.
Wrocław, kwiecień 1988 r.”
P.S. Niestety w rok później społeczeństwo zaufało i płaci za to do dziś.
Wrocław 8 sierpnia 2002 r.
Adres Kontaktowy
dr Leszek Skonka
50-O46 Wrocław , Sądowa 10/7
tel. 691 830350, fax 71 7809081
E-mail: stalinism@wp.pl

Wróć Komuno… (Świętosław Małysz)

Przeczytałem w „Słowie Polskim” reportaż o samobójstwie dwojga emerytów. Zostawili pieniądze na pogrzeb, dla księdza, pożegnalny list i odkręcili gaz… Co się stało, że jesień życia wydała na nich wyrok ostateczny? Że wraz z wolnością i niepodległą III Rzeczypospolitą zawitała do ich domu śmierć? Co, pytam Cię Pani
„S” stało się, że jest czas beznadziei nie tylko dla jesieni ży-
cia… Pytam o to pana prezydenta Lecha Wałęsę, pytam kolejny
Rząd, Sejm i Senat: dlaczego ci, którzy uczyli synów, córki,
wnuków miłości Ojczyzny, pacierza i polskiej mowy, muszą odcho-
dzić bez szacunku i miłości, którą jesteśmy im winni wszyscy! Co
powie historia, co powiedzą ich wnuki, synowie, córki, że zginę-
li niechwalebną śmiercią nie mogąc znieść życia o żebraczym
chlebie… A przecież ci staruszkowie są naszymi matecznikami i
z ich życia winni wszyscy czerpać mądrość, wiedzę i doświadcze-
nia… A tu i teraz tej skarbnicy Narodu wyzbywamy się beztrosko
dając im niedostatek materialny, a co za tym idzie – świadomość,
że są „niepotrzebni”!
Każdy naród chcąc istnieć otacza swoich mateczników troskliwą
miłością i czerpie z nich wiedzę jak żyć. Są one jak woda ze
źródlanej głębokiej studni, bo ich korzenie czerpały pokarm jak
dobra studnia z głębokiej przeszłości pokoleń.
Kolejne rządy III Rzeczypospolitej zrobiły wszystko, by usunąć
na margines społeczny tak bezcenny dar życia jakim jest mądra
starość. Postawiły na młodość, jej żywość w działaniu i moc
twórczą, która okazała się słabym zaczynem by budować siłę i
szczęście dla naszej Ojczyzny, bo i dla młodości jest bezrobocie
i brak zielonego światła na szlaku w przyszłość. Wiele mówi się
o rodzinie… a cóż warta rodzina bez pnia w rodzinie – szczęś-
liwych dziadków, którzy są zaczynem szczęścia tu i teraz i rodzą
dobry owoc przyszłych pokoleń… A co Wy, nasi przywódcy czyni-
cie? Ja mam super wysoką rentę inwalidzką w porównaniu z emeryta-
mi i rencistami, więc mogę sobie pozwolić na szynkę, baleron,
dobre kosmetyki – słowem dobry byt zapewniony do śmierci – mam
nadzieję, że naturalnej…
Ale boli mnie los innych, tych z żebraczą rentą, emeryturą i za-
siłkiem dla bezrobotnych. Patrzę na ich załzawione oczy w kolej-
ce, czy bez, po 10 dkg salcesonu czy pasztetowej… Czasem chcę
kupić staruszce czy staruszkowi coś lepszego… kawałek szynki,
dobrej wędliny, ale zostaję skarcony słowami: nie jestem żebra-
kiem!. Żegnany złymi i zdziwionymi spojrzeniami wychodzę ze
sklepu pełnego różnych smakowitości, z szynką czy dobrą wędliną
w torbie, z białą laską, członek Związku Niewidomych, inwalida I
grupy, wieloletni więzień polityczny PRL-u i chce mi się płakać
i wyć. Pamiętam czas wielkiej nadziei, czas walki o Polskę sytą
i sprawiedliwą, wszystkim będącą dobrą Matką i to piękne słowo –
gazowane, bite pałkami ZOMO, rozstrzeliwane wielokroć, ale zwy-
cięskie -„So-li-dar-ność”!
To zwycięstwo wywalczyli też nasi ojcowie i ci, którzy teraz od-
chodzą z własnej woli, skazani na beznadzieję żebraczej emerytu-
ry, czy renty. Straszne to wyroki panie prezydencie i panowie
władcy naszej Najjaśniejszej III Rzeczypospolitej… Wróć Komu-
no!… to hasło dominuje Tu i Teraz! Włos się jeży na głowie od
tego zawołania, bo to czasy mroczne i straszne nie tylko dla
mnie, ale dla setek milionów niewolników tamtego bezpowrotnie –
daj nam Bóg – minionego czasu.
Ale dlaczego wy, Panowie władcy dopuściliście by to hasło nie
szczezło, nie umarło? I zastąpiło najpiękniejsze słowo pełne mu-
zyki, radości „Solidarność”? Dlaczego oderwaliście się wy, pełni
ignorancji dla zwyczajnych ludzi, zadufani w swoją „rację
stanu”, oderwani w sposobie myślenia i działania – dopuściliście
by mateczniki Narodu pustoszały?! Czytałem w prasie, że w latach
1990 – 1992 popełniono kilkadziesiąt tysięcy samobójstw w Pol-
sce. Straszny rachunek wystawi wam Historia… Wykułem w miedzi
w 1989 r. Orła w koronie depczącego drut kolczasty, nad nim Bia-
łoczerwona z napisem „Solidarność”! Patrzę na niego dzisiaj i
wydaje mi się, że On wraz z hasłem służy sobiepaństwu, pysze, a
Ludowi nic do Niego.
Lud ma wolność! Tylko czy sama Pani Wolność zastąpi sytość chle-
ba i do chleba? Być czy mieć? I jedno i drugie jest ważne. Mam
jedno i drugie. Matka z dwojgiem dzieci ma ok. miliona zasiłku
dla bezrobotnych i pyta jak żyć?! Nie płaci czynszu i za energię
– a pełno takich wokoło mnie. Wróć Komuno!…
Jakaż rozpacz jest w milionach, że to złowrogie hasło ma prawo
bytu w Niepodległej z Orłem w koronie. Patrzę na mojego Orła w
Koronie i wydaje mi się, że wciąż jeszcze jest zniewolony i
wciąż zrywa pęta drutu kolczastego… A tak bym pragnął by lot
miał wysoki, wolny. By uwił gniazda radości w każdej chacie i
był radością nie tylko moją, by przyniósł radość życia tym z ma-
teczników, bo przecie to oni brali Orła w Koronie od swoich
dziadów i nieśli go w sercach, w mowie, w pacierzu i piśmie
przez czas zniewolenia go przez najeźdźców.
Wierzę w moc Twoją Orle, że uczynisz wszystko by starcze ręce
nie sięgały po kurek gazowy, po, sznur by zawisnąć na pętli…
Pora ku temu Orle byś znowu był radością i weselem, nie tylko
dla mnie. Jestem pewien, że obudzisz się, jeżeliś przysnął zmę-
czony i dokończysz dzieła, by dzień był jaśniejszy, a noce spo-
kojne i bezpieczne.
Jesteś przecie Pierwszy po Bogu w sercach naszych i zapłodnij je
nie rozpaczą a nadzieją na lepsze jutro. Jeżeli będziemy razem z
Tobą nie straszna będzie nam bieda i przeciwności życia. A może
Orle zhardziałeś i ludem prostym gardzisz, woląc sytość pańskich
stołów i ich blichtr?
Większość Narodu woła larum! Boryka się z biedą, nędzą i bezna-
dzieją.
Wróć Komuno – to także głosy rozpaczy. Tedy Orle wraz z Lechitą
Prezydentem zejdźcie z wysokich tronów i usiądźcie na zwyczajnym
krześle i wysłuchajcie głosów wołających larum… Bo taką macie
powinność: wysłuchać głosu Matki też i naszej, której na imię –
Polska.
Świętosław Małysz
Wrocław, kwiecień 1993 r. wieloletni więzień PRL

Leszek Skonka

Reklamy

Informacje o radiopomostphoenix

www.radiopomost.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Z Polski. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s